Babia Góra Trails – flow po małopolskich singlach

HomeRelacje

Babia Góra Trails – flow po małopolskich singlach

CANYON na sezon 2015 [nowości]
Test Canyon Lux CF SL 6.0 – “być jak Mathieu van der Poel”
Canyon zaprezentował pierwszą w historii kolekcję dziecięcą
Wyprzedaż rowerów górskich
Nowy Canyon Neuron CF 2019 – komfort i wygoda

Zawoja to dziwna miejscowość. Leży przy granicy polski-słowackiej i jest najdłuższą wsią w Polsce. Internetowe mądrości podają, że mierzy aż 18 km. Wydaje się to wielce prawdziwe i właśnie przez to nie da się jej rekomendować jako idealne miejsce na rodzinny wypoczynek z jednego prostego powodu – wszędzie jest daleko. Gdy chcesz spędzić przyjemne popołudnie i wybrać się na przykład na lody, okazuje się, że z hotelu, czy pensjonatu, gdzie nie byłby on położony, masz do przejścia 7 kilometrów na nogach. Średnio zachęcająca perspektywa. Jeśli dodamy do tego, że nie wiadomo gdzie miejscowość się kończy i zaczyna, są miejsca gdzie miejscowi kierowcy nie przestrzegają żadnych ograniczeń w terenie zabudowanym i grzeją ile się da zdmuchując turystę z jednego wąskiego chodnika, którym można się przemieszczać.

Zawoja jednak znana jest też z czegoś innego. To właśnie tam zbudowany został system ścieżek do kolarstwa górskiego nazwany Babia Góra Trails, który oficjalnie otwarto w 2018 roku przy współpracy ze Słowakami. Niestety z Babią Górą wspólna jest tylko nazwa, bo w rzeczywistości jeździ się bo zboczach otaczających górę Mosorny Groń (1047 m n.p.m). Faktycznie jednak wszystko geograficznie mieści się w Paśmie Babiogórskim, dlatego nazwa nie mija się z prawdą i nadaje powagi, szczycąc się nazwą tej zaiste imponującej góry. Sama Babia Góra , jej masyw i sam szczyt, który w rzeczywistości nazywa się Diablakiem to Park Narodowy, więc nie można jeździć tam rowerem. Na szczęście widok na Babią Górę mamy z kilku miejsc na trasach, więc zostaje to w pełni wynagrodzone.

Lokalizacja

Dojazd na miejsce jest dość prosty. Wystarczy wyszukać w nawigacji google maps hasło „Centrum Górskie Korona Ziemi”. Na miejscu mamy do dyspozycji duży bezpłatny parking, toalety (które były zamknięte) i w zasadzie tyle. Podobno są tu też myjki, ale ja nie widziałem po nich śladu.  Obok znajduje się jeszcze ziemny pump track, więc dla osób początkujących jak znalazł. Nie jest to na pewno miejsce tętniące życiem, jak chociażby w przypadku bazy w Srebrnej Górze. To nie tutaj.

Celem jednak była jazda na rowerze, a nie marudzenie o niedostatkach i niewygodach, dlatego można szybko skupić się wyłącznie na tym. Z pozycji parkingu ruszamy na dobrze oznaczone trasy, więc wspomaganie się nawigacją nie jest tu potrzebne.

Aby dostać się na górę skąd mamy możliwość wyboru tras, trzeba najpierw pokonać wytyczone single podjazdowe o długości 7230 m plus dodatkowe około 400 metrów naturalnym żółtym szlakiem jeśli chcemy dotrzeć na sam początek zjazdowej Sokolicy. Na podjazd składają się odcinki Pobłędny, Mosorny i Zimna Dziura. Dojazd pod samą bramkę rozpoczynającą zjazd Sokolicą zajął mi 40 minut. Jako ciekawostkę polecam sprawdzenie na Stravie w jakim czasie zrobili to rekordziści tego odcinka i to uczucie z pojawiającym się pytaniem…”jak?”. Cały odcinek podjazdowy jest bardzo łagodny. Wytyczono go specjalnie tak aby dojazd na szczyt nie absorbował wszystkich sił, dlatego łagodnymi serpentynami będziemy zdobywać wysokość ciesząc przy tym oko typowym górskim krajobrazem i po prostu naturalną, przyjemną ciszą. Po drodze jest jeden odcinek zbudowany z kamieni oraz drobne potoczki, ale wszystko do przejechania nawet dla początkujących adeptów kolarstwa górskiego. W pewnym momencie odcinek Zimna Dziura kończy się dojeżdżając do żółtego szlaku pieszego i tu konieczna jest już wspinaczka kamienistym i bardziej stromym odcinkiem do startu Sokolicy. Z tego miejsca jest jednak już raptem tylko 200 metrów do szczytu Mosornego Gronia, gdzie znajduje się stacja narciarska, dlatego warto wspiąć się jeszcze kawałek. Nagrodą będą fantastyczne widoki na Beskid Żywiecki z jednej strony, a z drugiej na potężną Babią Górę. Ze szczytu można kontynuować jazdę naturalnymi szlakami pieszymi, więc jeśli ktoś ma więcej czasu na dobrą górską wyrypę, to z pewnością warto.

Trasy podjazdowe

Pobłędny

  • Długośc trasy: 1590m
  • Średnie nachylenie: 4.7%
  • Wznios: 76m

Singiel podjazdowy zaczynający się przy parkingu. Bardzo łagodna, przyjemnie kręta droga przez las, która prowadzi do kolejnego odcinka podjazdowego (Mosorny) lub umożliwia zjazd z Rydzowego.

Mosorny

  • Długośc trasy: 3100m
  • Średnie nachylenie: 4.8%
  • Wznios: 175m

Mosorny to kontynuacja wspinaczki, bardzo przyjemnej ze względu na szersze perspektywy widokowe. Stąd można również skierować się na ścieżkę oznaczoną jako Wilcza Łapa, która doprowadzi nas pod wyciąg narciarski na Mosorny Groń. Słusznie niepolecana.

Zimna Dziura

  • Długośc trasy: 1520m
  • Średnie nachylenie: 6.4%
  • Wznios: 97

Ta skądinąd sympatyczna nazwa to dalsza część podjazdu, skąd możemy na przykład skierować się na oznaczony kolorem czarnym zjazdowy szlak Diablak lub włączyć się do zjazdu Sokolicą. Zimna Dziura składa się raczej z długich prostych, które jednak w otoczeniu brzozowego lasu okazują się bardzo przyjemne.

Trasy zjazdowe

Rydzowy

  • Długośc trasy: 1020 m
  • Średnie nachylenie: 5.8%
  • Spadek: 60m

Najłatwiejszy odcinek zjazdowy, będący końcowym przedłużeniem Sokolicy, ale dostęp do niego mamy już po przejechaniu 1,5 kilometrowym Pobłędnym z poziomu parkingu. Na trasie znajduje się kilka bardzo dobrze wyprofilowanych zakrętów, niewielkie hopki i nawet przejazd przez niewielki strumyczek, który pewnie zwiększa swoją objętość po intensywnych opadach. Mimo, że jest to odcinek dla początkujących, wcale nie oznacza, że nie można go przejechać z większą prędkością i wyciągnąć z niego sporo endorfin nawet jeśli mamy już pewne doświadczenie. Mimo, że nachylenie jest łagodne, to da się utrzymać bardzo szybki flow a na hopkach delikatnie wybić się powietrze. Naprawdę żałowałem, że tak szybko się skończył.

Sokolica

  • Długośc trasy: 4750m
  • Średnie nachylenie: 7,2%
  • Spadek: 340m

Najdłuższa trasa zjazdowa. Banda, hopka, stolik. Tak po krótce można opisać tę trasę. Ilość band i hopek przyprawia tu o zawrót głowy. Z pewnością jest to jedna z najlepszych tras typu flow w Polsce. Gładka nawierzchnia, kilka (dosłownie) formacji skalnych, świetnie wyprofilowane bandy oraz odpowiednie nachylenie terenu powodują, że mamy tu znakomitą dynamikę zjazdu. Sokolica wręcz mówi „puść te hamulce”. Mimo sporej (jak na moje wciąż średnie umiejętności jazdy rowerem górskim) prędkości, cały czas czułem tu pełną kontrolę nad rowerem i bezpieczeństwo. Nawet mostki wyłożone są tu dodatkowo siatką żeby nie stracić przyczepności na mokrych deskach. Hopki czy stoliki mniej zaawansowane osoby mogą oczywiście przejechać, ale pokusa oderwania tu kół od ziemi jest naprawdę pociągająca. W kilku miejscach można zrobić to bardzo bezpiecznie. Jednocześnie hopki oznaczone są wykrzyknikami, więc warto w tych miejscach skupić się na torze jazdy i nie szarżować. Lepiej czasem nie skoczyć, a jechać dalej bezpiecznie. Zjazd jest dość długi, dlatego wymaga też już pewnej kondycji i potrafi bardzo przyjemnie zmęczyć, co czuć szczególnie w łydkach gdy stoimy kilka minut na pedałach. Na deser dostajemy jeszcze płynne przejście w Rydzowego, więc łączny czas zjazdu jest całkiem spory.

Diablak

  • Długośc trasy: 1700m
  • Średnie nachylenie: 15%
  • Spadek: 255m

Najtrudniejsza trasa zjazdowa oznaczona kolorem czarnym. Znana również z zawodów enduro. Zdecydowanie dla osób z doświadczeniem na rowerze górskim, które wiedzą jak hamować, balansować ciałem i dobierać linię przejazdu. Na trasie jest sporo „pułapek”, czyli bardzo kamienistych sekcji, a także dropów (z możliwością ominięcia chickenem) gdzie trzeba zachować szczególną ostrożność. W kilku miejscach jest też dość stromo, choć nie przerażająco. Większość osób średnio-zaawansowanych poradzi sobie tutaj jadąc po prostu wolniej i uważniej. Sam się do tej grupy zaliczam, przejazd wyszedł mi bez błędów, ale z dużą uwagą i koncentracją. Nie powiem żeby to było nieprzyjemne, szybko pojechałem na powtórkę :) Spora dawka kolarstwa górskiego na dość krótkim odcinku.

Wilcza Łapa

  • Długośc trasy: 900m
  • Średnie nachylenie: 9,4%
  • Spadek: 85m

Trasa zjazdowa, która prowadzi do dolnej stacji wyciągu narciarskiego na Mosorny Groń. Doklejona zupełnie na siłę i bez większego sensu. Po drodze jest kilka przyjemnych zakrętów, ale oddalamy się od głównych tras i żeby wrócić do miejsca, gdzie zostawiliśmy samochód trzeba pokonać kilka kilometrów ruchliwą drogą asfaltową. Ewentualnie można skorzystać z wyciągu krzesełkowego jeśli jest czynny i wjechać na Mosorny Groń, skąd możemy już skierować się na Sokolicę. Ewentualnie racjonalnym powodem, dla którego warto zjechać tą ścieżką jest znajdująca się na dole karczma z całkiem niezłą strawą. Jedna z lepszych na terenie Zawoi.  

Tabakowy

  • Długość trasy: 5200m
  • Średnie nachylenie: 5.3%
  • Spadek: 80m
  • Wznios: 360m

Tabakowy to trasa odstająca od całego kompleksu. Prowadzi nas na przeciwną niż wyżej opisane single stronę Zawoi z Hali Barankowej na Jałowiec Wielki. Jest to trasa naturalna, dozwolona jest tu też jazda w dwóch kierunkach, więc nie zdziwmy się, gdy pojawi się ktoś z naprzeciwka. Tabakowym dostaniemy się także na stronę słowacką. Trasa nie jest bardzo popularna, bo już samo dostanie się na nią wymaga sporego wysiłku. Znajduje się na przeciwległej górze w stosunku do tras całego kompleksu i żeby dotrzeć na jej start trzeba wdrapać się 3,5 kilometrową asfaltową dojazdówką. Momentami jest bardzo stroma, dlatego zadowoleni będą z pewnością wielbiciele uphillu. Włożony w dojazd wysiłek jest jednak wart całej zabawy. Tabakowy w kierunku granicy prowadzi niemal cały czas pod górę, ale nachylenie nie jest bardzo wymagające. Niemniej jednak do samej granicy będziemy zdobywać wysokość. Początkowa część prowadzi przez las i jest bardzo przyjemna w upalne dni, bo poprostu jest tam cały czas cień. W drugiej połowie wyjeżdżamy na otwartą przestrzeń i tutaj widoki wynagradzają cały wysiłek. Przez cały czas mamy przepiękną perspektywę widokową na masyw Babiej Góry i potęga tej góry robi wielkie wrażenie. Sama nawierzchnia szlaku jest w zasadzie w pełni naturalna, znajdą się tutaj zatem korzenie i kamienie, a więc będzie to MTB w pełnym tego skrótu znaczeniu. Ostatecznie po tej mozolnej wspinaczce dojeżdżamy do bramki na granicy skąd można kontynuować jazdę na słowacką stronę naturalnymi szlakami lub wynagrodzić sobie cały wysiłek i przejechać Tabakowego w odwrotnym kierunku, czyli w dół. To już należy rozpatrywać wyłącznie w kategoriach przyjemności. Dynamiczny zjazd pozwala utrzymać znakomite flow. Do samej mety pędzi się z niesamowitą radością. Dzięki naturalnej nawierzchni nie jedziemy wyłącznie po bandach i równych ścieżkach, dlatego trzeba uważnie “czytać” to co mamy przed sobą i przewidywać reakcje roweru, ale ma się wrażenie, że jest to prawdziwa petarda w dół. Z wszystkich tras zjazdowych Tabakowy stał się dla mnie absolutnie liderem. Szkoda tylko że tak trzeba się namęczyć żeby na niego wjechać. Traktowałbym tę trasę bardziej jako element dłuższej górskiej wycieczki aby połączyć jazdę z naturalnymi szlakami, których jest dookoła mnóstwo.

Jaki rower wybrać?

Podczas wyjazdu miałem tę możliwość i przyjemność, że dysponowałem dwoma rowerami. Niemal wszystko bez problemu objechałem swoim GT Zaskarem, czyli hardtailem do XC. Wyjątkiem był Diablak, tam bez tylnego zawieszenia wolałem się nie zapuszczać. Poza tym przyjemność z jazdy sztywniakiem była lepsza niż sądziłem. Ze sporą lekkością podjeżdżałem pod górę i z równie dużą swobodą połykałem kolejne kilometry w dół. Skok 100 mm również okazał się wystarczający. Warto jednak przyłożyć szczególną uwagę do opon i hamulców. Ja akurat miałem dość wyraźny bieżnik (opony Wolfpack Cross i Race), dlatego nie miałem problemów z przyczepnością w zakrętach, mimo że trasa w wielu miejscach była jeszcze mokra. Hamulce na poziomie Shimano Deore były również wystarczające, choć jadąc w góry zawsze warto sprawdzić stan okładzin.

Wszystkie trasy pokonałem także dla porównania lekkim karbonowym fullem do XC, czyli była to część testu Canyona Luxa, o którym osobny tekst ukaże się lada moment. Oczywiście pełne zawieszenie zawsze będzie lepsze w górach. O ile na zjazdowej Sokolicy będącej typowym flow nie czułem dużej różnicy, o tyle Diablak udało mi się przejechać dzięki tylnej amortyzacji płynnie i bez błędów. Na sztywniku też oczywiście byłoby to możliwe, ale w wielu miejscach musiałbym zwalniać niemal do zera i przyjemność także nie ta, której się oczekuje od jazdy po takich trasach.

Czy warto?

Z pewnością każda lokalna inicjatywa w Polsce, która rozwija system rowerowych ścieżek zrównoważonych do kolarstwa górskiego jest warta uwagi i odwiedzenia. Babia Góra Trails to póki co wciąż młody projekt i kilometrów tras jest stosunkowo niewiele, ale zapewniam że wystarczy żeby choćby podczas weekendowego pobytu nieźle się tu „ujechać”. Trasy są zaprojektowane w większości poprawnie, nie ma jakichś większych wpadek konstrukcyjnych, choć brakuje dogodnego podjazdu do samego startu Sokolicy. O ile dla lekkich rowerów XC podjechanie szlakiem pieszym nie stanowi problemu, o tyle dla cięższych rowerów typu enduro może być już to mocno męczące.

Reszta to jednak sporo plusów. Na pochwałę zasługuje bardzo dobre oznaczenie. W zasadzie nie ma możliwości żeby się tu zgubić. Oznaczenia tras są jasne i czytelne, a miejsca trudne czy niebezpieczne także odpowiednio opisane. Mimo, że sama nazwa Babia Góra Trails może brzmieć dość groźnie, to polecam to miejsce także osobom początkującym. Łagodne single podjazdowe pozwolą nie odstraszyć mniej zaawansowanych amatorów MTB, a widoki wynagrodzą cały wysiłek. Zjazd Sokolicą i Rydzowym to także dobra propozycja dla osób, które chcą zdobyć doświadczenie w jeździe rowerem górskim i po prostu czerpać z tej nauki wielką przyjemność. Potwierdzeniem była moja żona, która z wielkim uśmiechem na ustach i ogromną dawką endorfin zjechała z samej góry swoim tempem mówiąc mi na końcu, że już rozumie dlaczego można tak pokochać jazdę na rowerze górskim :) Wszyscy bardziej zaawansowani wyciągną z tego miejsca przyjemność jadąc po prostu szybciej, choć zawsze trzeba mieć na końcu głowy to co najważniejsze, czyli bezpieczeństwo.

Jednocześnie sama Zawoja, choć nie zdobyła u mnie uznania, to jest świetną bazą noclegową, jeśli chcemy po prostu ruszyć na wędrówkę górskimi szlakami i nie szukać na siłę turystycznych atrakcji lokalnego folkloru. Szlaki górskie rozpoczynają się tu niemal z każdego miejsca, można zatem po prostu wyruszyć na rowerową wyrypę MTB. To miejsce idealne na takie wojaże.

COMMENTS

DISQUS: 1