Komu potrzebny jest Polski Związek Kolarski?

Komu potrzebny jest Polski Związek Kolarski?

REKLAMA
Mistrzostwa Europy XCO – Moskwa 2012
Dariusz Banaszek z nowym Zarządem na czele PZKol
Andrzej Piątek poza Polskim Związkiem Kolarskim?
Czy Czesław Lang zbawi polskie kolarstwo?
Igrzyska Olimpijskie Londyn 2012 – program startów Polaków

Z punktu widzenia kolarstwa górskiego można stwierdzić, że właśnie teraz, w październiku, kończy się rok. Jesień to jest czas już nie tyle budowania planów na kolejny sezon, co raczej ich doprecyzowania, a często nawet prezentowania. Międzynarodowa Unia Kolarska kalendarz na sezon 2018 zaprezentowała we wrześniu, zaraz po swoim kongresie, który odbył się przy okazji MŚ na szosie.

Jak koniec roku, to czas na podsumowanie. Nowy Prezes PZKol Dariusz Banaszek obiecał, że podczas jego kadencji polskie kolarstwo rozkwitnie. Z premedytacją ‘Maja Włoszczowska” pojawi się tylko w tym zdaniu, bo jej poziom sportowy i wyniki to inna galaktyka. Ona na pewno nie potrzebuje PZKol, tylko PZKol jej.

Komu więc w kolarstwie górskim potrzebny jest Polski Związek Kolarski? 16 października 2016 roku czyli dokładnie rok temu, Kamil Dziedzic w imieniu Komisji MTB opublikował konkurs na organizatorów poszczególnych edycji Pucharu Polski w cross country, co było przede wszystkim otwarciem drzwi dla potencjalnych nowych organizatorów. Niespełna miesiąc później został opublikowany kalendarz Pucharu Polski XCO.

Nie więcej niż kilka dni po publikacji kalendarza Kamil dostał “po łapach” tak samo, jak ja dostałem jakieś dwa lata wcześniej przy okazji nowego rozdania w Pucharze Polski w maratonie MTB. W Pruszkowie o wszystkim decyduje Zarząd PZKol. Nie ma uchwały, nie istnieje. Publikujesz coś bez uchwały to jesteś piętnowany za samowolę, działanie na szkodę, mieszanie i co tam jeszcze… Poza tym szły wybory, więc każda okazja do przyklepania głosów nie mogła zostać zaprzepaszczona. Podczas wyborów / konferencji trenerów kalendarz PP XCO został uzupełniony o wyścig w Białymstoku, bo … głosy wyborcze tradycja.

Życie toczyło się dalej, po wyborach padło wiele obietnic. Dziś, prawie rok później, mogę powiedzieć wprost, że były to obietnice bez pokrycia. Bo nawet kiedy pojawiły się pieniądze od dużego sponsora, to te pieniądze trzeba też umieć umiejętnie wydać. Równolegle, w zasadzie do kwietnia nie było nic wiadomo w temacie Pucharu Polski w maratonie MTB. Koniec końców w ostatniej chwili został podzielony między cykle Maćka Grabka (Bike Maraton) oraz Czesława Langa (Vienna Life Lang Team Maratony Rowerowe). W międzyczasie z powodu braku aktywności Komisji MTB, która istniała w zasadzie tylko na papierze, a także równoczesnego zignorowania kolarzy górskich Masters przez Komisję Masters oddolnie został powołany Puchar Polski Masters – w cross country oraz maratonie MTB. Nie było uchwały Zarządu, więc była to klasyfikacja samozwańcza i taką pozostała do końca, choć wszystkie klasyfikacje były dość rzetelnie prowadzone na stronie pucharmtb.pl.

Od czasu podania ostatecznego kalendarza Pucharu Polski w cross country w grudniu 2016 nic się nie wydarzyło, bo Kamil Dziedzic został odwołany z funkcji koordynatora. Wszystko działo się w zasadzie z rozpędu. W lutym na funkcję trenera kadry MTB powołany został Kornel Osicki, a trenerem wspierającym został Bogdan Czarnota. Kilka tygodni później Bogdan został zwolniony. Żadne oficjalne informacje w tej sprawie nie zostały opublikowane.

Przez cały sezon Kornel Osicki, będąc trenerem kadry MTB, odpowiedzialnym za szkolenie zawodników w kategoriach junior, orlik oraz elita na zawodach w kraju pojawił się dwukrotnie – w czerwcu na Jelenia Góra Trophy oraz w lipcu na Mistrzostwach Polski. Po tym sezonie nazwałbym go raczej koordynatorem albo w ostateczności selekcjonerem kadry MTB, ale na pewno nie trenerem, który pracuje z zawodnikami, który zajmuje się “identyfikacją talentów”.

W czerwcu do PZKol dzięki Ministrowi Bańce do Pruszkowa wszedł sponsor strategiczny czyli PKN ORLEN. Worek z pieniędzmi się rozsypał. Na Mistrzostwa Europy do Włoch pojechał dość szeroki jak na krajowe MTB skład (wyniki). Miesiąc później w Australii też wystawiliśmy zawodników od juniora do elity. Pechowo nie mógł reprezentować nas zmagający się z problemami zdrowotnymi Marek Konwa, a obok wyników elity, fantastyczny wynik wykręcił junior, Mateusz Nieboras (wyniki).

Wróćmy do lipca, do którego końca można było składać do UCI wnioski o organizację zawodów, a publikacja kalendarza UCI we wrześniu pokazała, że w Polsce nic się nie zmieni – Maja Race w Jeleniej Górze, Górale na start w Wałbrzychu oraz dwa razy Bike Maraton i etapówka Bike Adventure. Jeszcze w czerwcu, zaraz po prezentacji PKN ORLEN jako sponsora Prezes Banaszek zapowiadał, że w 2018 będziemy mieli Puchar Polski ze wszystkimi zawodami wpisanymi do kalendarza UCI. Nikt nie chciał wziąć za to odpowiedzialności, nikt nie umiał dopilnować, więc w październiku 2017 wiemy, że PP XCO w kalendarzu UCI nie ma i prawie na pewno nie będzie. Gorzej, nikt w tej chwili nawet nie myśli o tym, żeby zrobić cokolwiek w kierunku tego, żeby Puchar Polski jako taki w ogóle zaistniał.

Koło się zamyka. Kadencja Wacława Skarula choć idealna nie była to jednak udało się stworzyć wiele dobrego w kolarstwie górskim. Była prężnie działająca Komisja MTB, był świetnie skoordynowany Puchar Polski w cross country, była kadra juniorska, była kadra orlików, a elita mogła liczyć na środki na rozwój. Całość powoli sprawiało wrażenie dobrze funkcjonującego organizmu. W kolejnej kadencji wystarczyło pchnąć więcej środków, żeby było jeszcze lepiej.

Zamiast tego rok później po zmianie na szczycie nic z tego nie ma. NIC. Więc komu potrzebny jest tak zarządzany PZKol? Po co komu Prezes, który najpierw zwalnia Andrzeja Piątka, by w obliczu zagrożenia utraty pozycji ponownie się z nim układać?

Na pewno nie kolarzom górskim, dla których Pruszków dziś pełni tylko i wyłącznie funkcję nieumiejętnej redystrybucji środków sponsorskich, a z gabinetu Prezesa PZKol za zamkniętymi drzwiami słychać tylko podniesione głosy walczących o stołki…

COMMENTS

DISQUS: 0