Tomasz Pietrzycki (Pie3cki Coach): „upał jak na pustyni” | Gwiazda Mazur 2022 #1

HomeSportKomentarze

Tomasz Pietrzycki (Pie3cki Coach): „upał jak na pustyni” | Gwiazda Mazur 2022 #1

Długi sierpniowy weekend to od wielu lat tradycyjny wyścig etapowy organizowany przez Cezarego Zamanę w Ełku i Prostkach. W tym roku zawodu dostały nową nazwę – Gwiazda Mazur. Na trasach etapówki w tym roku stanął Tomek „Mruwa” Pietrzycki, który dzień po dniu będzie relacjonować swoje sportowe poczynania.


Każdy pierwszy start w roku to zawsze wielka niewiadoma z dyspozycją, a i waga się nie zgadza. Blisko domu to myślę lecę, ale ryzykownie tuż po rehabilitacji barku i kostki. Miasta Ełk i Prostki kusiły jako miejsce rozgrywki tegorocznej Gwiazdy Mazur. Pogoda zamówiona przez Cezarego Zamanę i upał jak na pustyni.

#1 etap to sobota i start z plaży miejskiej w Ełku w pełnym słońcu. Na początek etapówki szybko wjechały 42 km w potwornym piekle upału i pyłu. Barwy, które przyjąłem na tą etapówkę to MTBXCPL / PIE3CKICOACH. Start wspólny niestety z dystansem Fit, bo jak jechać to tylko dystans Pro, jak mówią dystans dla mężczyzn.

Przed tą etapówką zupełnie na nic się nie nastawiałem. Chciałem odpocząć od pracy i urlop spędzić na rowerze sam ze sobą.

Pierwsze kilometry wyścigu to asfalt, walka o pozycje i dużo nerwów. Potem otwarte szutry, polne ścieżki, łąki i pole, które zasysało jak bagno. Bufet z góry i rozjazd FIT – PRO na 19 kilometrze. Lecę już w dwuosobowej 2 grupie, bo przegapiłem odjazd z góry na asfalcie. Kolejna pętla i po bufecie wlatuję w ledwie widoczny i przejezdny singiel. Zaraz za ścieżką w lesie jadę polną drogą już trasą dystansu Fit. Już jest komfortowo i jakby „luksusowo”, bo w cieniu drzew i trochę twardziej niż na wypalonych słońcem szutrach. Lecę w drugiej grupie z kolegą i mocno pracujemy, by choć trochę dojść trójkę przed nami. Było bez szans, jeśli w niej pracuje Piotr Kirpsza z Sokółki.

Na 6 km przed metą wyrasta mi pod rowerem piękny i pokręcony singiel w lesie, tu atakuję i odjeżdżam towarzyszowi pogoni na minutę. Na metę wpadam na 4. miejscu open i 3. w kategorii ze stratą 3 minut do zwycięzcy. Przepaść, ale takie są uroki powrotów do ścigania, bo ostatnio tylko praca i pomoc innym oraz leczenie urazów. Jedziemy dalej z etapówką. Za dziś daje kciuka organizatorom, bo zamówili pogodę, bo można było się ujechać, bo makaron był przepyszny. W niedzielę etap w Prostkach.

Pełne wyniki

COMMENTS

DISQUS: 0