Paula Gorycka (Strüby-BiXS): „Ten years challenge na mistrzostwach Polski” | Mistrzostwa Polski MTB XCO, Boguszów Gorcefot. Tomek Ferenc

HomeSportKomentarze

Paula Gorycka (Strüby-BiXS): „Ten years challenge na mistrzostwach Polski” | Mistrzostwa Polski MTB XCO, Boguszów Gorce

Paula Gorycka tytuł Mistrzyni Polski w kolarstwie górskim w elicie zdobyła dotychczas tylko raz, w 2012 roku w Kielcach. W ubiegłym roku, kiedy to po raz pierwszy Mistrzostwa Polski odbyły się w Boguszowie Gorcach Paula Gorycka stanęła na najniższym stopniu podium zdobywając brązowy medal i tytuł II Wicemistrzyni Polski. Rok 2022 to powrót na szczyt, okupiony ciężką, zaciętą i wyrównaną walką, ale na szczyt. Po dziesięciu latach przerwy Paula Gorycka ponownie Mistrzynią Polski w kolarstwie górskim w olimpijskiej odmianie cross country!


Komentarz postartowy:

Mistrzostwa Polski czyli … najcięższy wyścig w roku. Tym zdaniem mogłabym podsumować absolutnie każdy start w mistrzostwach Polski. Tutaj po prostu nie ma łatwych wyścigów. A na pewno nie wtedy, kiedy ktoś we wtorek łapie dwie kontuzje…

Kilka dni przed startem zaliczyłam nieprzyjemny upadek, którego skutki do dzisiaj dają mi się we znaki. Nadwerężyłam więzadła w prawym nadgarstku i doznałam stłuczenia prawej części kości ogonowej i krzyżowej. Myśli, które pojawiły mi się w głowie zaraz po spotkaniu z glebą były niecenzuralne i negatywne. No bo żeby zaliczyć upadek nie jadąc na rowerze i tak się załatwić przed jednym z ważniejszych wyścigów? Oczywiście wiedziałam, że mimo to będę walczyć o swoje cele.

Trasę w Boguszowie znałam z ubiegłego roku. Tym razem dodatkowo miał się tutaj odbyć również wyścig o mistrzowską koszulkę w formule short track. W przeciwieństwie do warunków z 2021, teraz trasa była całkowicie sucha. Pierwszy trening zrobiłam na niej w czwartek. Dobraliśmy z trenerem linie przejazdu, byłam w stanie podjechać wszystkie najtrudniejsze elementy, ale przy każdym mocniejszym nadepnięciu na pedały czułam przeszywający ból w okolicy prawego biodra. Jakoś udało mi się tego po sobie nie pokazać, nawet trener nie wiedział, że mój stan jest średni.

Podczas piątkowej porannej przejażdżki moje samopoczucie było trochę lepsze. Pomyślałam, że jest szansa, żebym do niedzieli była zdolna do maksymalnego wysiłku. W piątek wieczorem stanęłam na starcie short tracka. Pojechałam mocno od startu i przez prawie pięć z sześciu i pół rundy (tak, u nas też sędziowie źle policzyli okrążenia i jechałyśmy inny dystans niż pierwotnie założony), prowadziłam. Niestety przez to, że na każdej rundzie traciłam kilka sekund jadąc rock garden linią B i musząc nadrabiać to na podjeździe, straciłam pierwszą pozycję. Na metę dojechałam druga, za Matyldą Szczecińską, która tego dnia pojechała bardzo równy wyścig. Podium uzupełniła Gabriela Wojtyła. Ja na mecie byłam zdegustowana tym, że niejako na własne życzenie wykluczyłam się z możliwości walki o koszulkę.

W sobotę pojechałam krótki trening regeneracyjny. Organizm miał się dobrze i był gotowy do kolejnej walki, ale głowa potrzebowała przewietrzenia i zresetowania. Nie było to łatwe. Wieczorem nad Boguszowem przeszła burza. W większości trasy dzięki opadom deszczu jechało się lepiej, ale kilka sekcji z korzeniami stało się znacznie trudniejszych.

W niedzielę w ramach rozgrzewki wjechałam na rundę. Chciałam sprawdzić na ile deszcz zmienił na niej warunki. Szybko zdecydowaliśmy z trenerem, że w pięciu miejscach będę biegać, zamiast próbować jechać i liczyć na łut szczęścia. Dokładnie dwadzieścia minut przed startem przejechałam też … rock garden linią A. To dodało mi pewności siebie, bo teraz wiedziałam, że jestem przygotowana na 100% w każdym aspekcie.

Na starcie byłam spokojna (w przeciwieństwie do kilku dni przed wyścigiem). Po gwizdku startera po prostu zaczęłam realizować ściśle określoną taktykę. Ze startu wyszłam pierwsza i już na rundzie na stadionie rozerwałam stawkę. W wąską część rundy wjechałam pierwsza. Na tej pozycji, z przewagą, przejechałam prawie półtorej rundy. Wtedy wyprzedziła mnie Matylda. Przez pewien czas jechałam z nią, ale potem zaczęłam powiększać stratę. Na początku trzeciej rundy zaczęły się moje problemy ze sztycą podsiodłową. Pierwszym znakiem było to, że przekręciło mi się siodełko. Myślałam, że może niefortunnie w coś uderzyłam zsiadając lub wsiadając na rower na jednej z bieganych sekcji. Był to zły trop, bo siodełko udało mi się ustawić prosto podczas jazdy. Zastanawiałam się czy może sama górna część sztycy się jakoś obluzowała, bo nie poczułam, żeby siodełko się obniżyło. Z biegiem wyścigu było jednak gorzej, bo sztyca zaczęła mi się sama obniżać, gdy siedziałam na siodełku (chodzi o tę część, którą obniżamy przed trudniejszymi elementami). Dodatkowo poczułam, że całe siodełko jednak się obniża. Postanowiłam, że nie zatrzymam się w boksie, bo różnice między zawodniczkami są zbyt małe, nie chciałam ryzykować. Na początku czwartej rundy moja strata do Matyldy wzrosła do trzydziestu sekund. W międzyczasie z tyłu dojechały do mnie Gabriela i Aleksandra Podgórska. Tego było dla mnie za wiele, bo zawisła nade mną groźba braku medalu. Na jednym z podjazdów, które dziewczyny jechały, a ja podbiegałam wyprzedziłam na raz wszystkie trzy (tak, trzy, bo była tam też zdublowana zawodniczka)! Gabrysia raz jeszcze odpowiedziała na mój atak i mnie wyprzedziła, ale Ola została. Słyszałam, że Gabi daje z siebie absolutnie wszystko, więc w momencie, kiedy poczułam, że troszkę się zregenerowałam – zaatakowałam i odjechałam. W międzyczasie usłyszałam, że do Matyldy mam tylko około dziesięciu sekund! Dojechałam do niej na piątej rundzie i przez jakiś czas jechałyśmy razem. Na jednym z najtrudniejszych podjazdów Matylda próbowała jechać, co tym razem jej się nie udało. Chwilę później ją wyprzedziłam i bardzo mocno pojechałam kolejny podjazd. Urwałam się i zaczęłam budować przewagę. Czekała mnie jeszcze jedna runda. Na ostatnim okrążeniu zachowałam koncentrację i mimo powiększających się problemów ze sztycą przejechałam kolejną równą rundę. Na metę wjechałam niezagrożona. Za mną dojechała Klaudia Czabok, a na trzecim stopniu podium znowu stanęła Gabriela.

Dla kibiców był to bardzo emocjonujący wyścig, z walką do samego końca. Dla mnie piekielnie ciężki emocjonalnie. Pojechałam jednak na swoim poziomie, nie popełniając błędów i radząc sobie z kryzysową sytuacją ze sztycą. Kontuzje właściwie mi nie przeszkadzały (swoje zrobiła też adrenalina), maksymalny wysiłek jednak je pogłębił i po wyścigu było znacznie gorzej niż przed nim.

W tym roku o zwycięstwo walczyło pięć zawodniczek. Świadomość, że to krajowy czempionat wszystkim dodała skrzydeł. Cieszę się, że po dziesięciu latach znowu będę mogła startować w koszulce z orzełkiem. To wszystko nie byłoby możliwe bez niezłomnej pracy mojego trenera Andreasa Kurmanna i bez wsparcia naszego głównego sponsora, firmy Strüby, dziękuję! Podziękowania też dla mojego partnera indywidualnego – Duo Life oraz partnerów sprzętowych naszej drużyny – DT Swiss, Schwalbe, PTN, Rudy Project, Squirt. No i oczywiście dla mojej rodziny, przyjaciół i kibiców! 

Teraz czas na chwilę odpoczynku, doprowadzenie organizmu do ładu (sztyca już opanowana ;-) i przygotowania do najważniejszej części sezonu – mistrzostw Europy, mistrzostw świata i finału Pucharu Świata.

COMMENTS

DISQUS: 0