Zuzanna Wieczorek (Bike Salon): „podjazdy, podjazdy i jeszcze więcej podjazdów” | MTB Cross Maraton, Chęcinyfot. MTB Cross Maraton

HomeSportKomentarze

Zuzanna Wieczorek (Bike Salon): „podjazdy, podjazdy i jeszcze więcej podjazdów” | MTB Cross Maraton, Chęciny

Hej! #mtbxcpl jest na Google News - kliknij tu i bądź na bieżąco z tym, co słychać w kolarstwie!

Trasa w Chęcinach należy do jednych z najciekawszych tras maratonów MTB w Polsce. Nie ma co prawda charakterystyki znanej z tych w wyższych górach, z długimi podjazdami, ale interwałowy charakter potrafi nieźle wymęczyć, a trudności techniczne też są wyzwaniem dla większości. To dlatego co roku pod zamkiem w Chęcinach gromadzą się setki chętnych by zmierzyć się z tym, co w tym roku przygotowali organizatorzy.

Advertisement

Komentarz postartowy:

Niedziela znowu minęła na ściganiu, tym razem start na mojej ulubionej trasie, póki co ulubionej ;)

Tydzień poprzedzający start był dla mnie bardzo wyczerpujący – upłynął pod znakiem Akademickich Mistrzostw Polski, na których co prawda „tylko” robiłam zdjęcia i kibicowałam, ale i tak mocno się zmęczyłam. Do tego pojawiły się problemy z oddechem. Tyle dobrego, że miałam chwilę, żeby zająć się rowerem i przynajmniej nie obawiać się o jego stan. Za to mój był wielką niewiadomą.

Z lekką niepewnością co do następnych ok. 3h stanęłam na starcie i zaczęliśmy walkę z trasą i samym sobą. Trasę tym razem znałam i wiedziałam jakie męki sobie zaserwowałam. Początek asfaltem, z grupą, schowałam się za dziewczynami, później kawałek szutrem pod górę. Tam trochę zostałam z tyłu, ale wiedziałam, że zaraz wjedziemy do lasu i tam odżyję. I nie pomyliłam się. Pierwsze 10km minęły bardzo szybko, wyścig niemal wzorowy, choć czułam, że tempo może minimalnie za mocne. Do tego przypomniało mi się dlaczego rok temu złapałam tu moją pierwszą w życiu kolarską bombę – mimo wielu podjazdów trasa była dość szybka i na tyle urozmaicona, że nie było zbyt wielu miejsc, żeby zjeść.

Zabrakło tego co było na innych MTB Cross Maratonach – błota, telepania po dziurawej łące i kolein zalanych wodą. Nie tęskniłam. Dostaliśmy za to ładne fragmenty po łąkach, ale takich wyprasowanych, łączących poszczególne odcinki lasu, który krył kolejne podjazdy.

Poza tym wyścig dość tradycyjny – zaatakowanie mnie przez maliny, wyprzedzanie Panów zawodników pod górę, przepuszczanie ich lecących szybciej w dół. W pewnym momencie dojechał do mnie zawodnik, który jechał za mną w Starachowicach, pogadaliśmy chwilę, rzucił motywującymi słowami, na przecince na łące zaoferował nawet podwózkę na swoim kole (dziękuję bardzo, takie fragmenty zawsze mnie męczą najbardziej!). Ogólnie Panowie, którzy już nie dawali rady pod górę byli wyjątkowo uprzejmi i w większości nie mieli problemów z puszczaniem mnie. Co ciekawe kilka podjazdów, których nie spodziewałam się wyjechać – wyjechałam. Choć po 30km bolało to już zdecydowanie bardziej niż na początku. Pomijając kolegę na podjeździe, który pozostał głuchy na moje „lewa” (choć chwilę wcześniej puścił chłopaków z dłuższego dystansu bez problemu), bądź kolejny nie wpadł na to, że jak wyprzedza na podjeździe z korzeniami, to warto ostrzec, że zaraz wypadnie mi zza pleców i może mnie przyblokować, to atmosfera była naprawdę sympatyczna. Nie obyło się też oczywiście bez pytania o mój wiek.

I w takich okolicznościach dojechałam do mety, choć uwielbiam podjazdy to pod koniec już i ja miałam ich dość, ale założenia zrealizowałam. Mówiłam już o jakiś tradycjach? Znowu zajęłam drugie miejsce.

A oddech pozostawiał nieco do życzenia i trochę mnie ograniczał, dlatego trzeba sprawdzić co tam się dzieje.

Dzięki ekipie Bikesalon Team za wypad i chłopakom, którzy dopingowali na trasie.

A do Chęcin z wielką przyjemnością wrócę za rok!

Hej! #mtbxcpl jest na Google News - kliknij tu i bądź na bieżąco z tym, co słychać w kolarstwie!

COMMENTS

DISQUS: 0