Karol Ostaszewski (JBG-2 CryoSpace): „Nie poddaję się i walczę. Po to tu przyjechałem!” | Puchar Świata MTB, Albstadt, Niemcyfot. Ola Sulikowska

HomeSportKomentarze

Karol Ostaszewski (JBG-2 CryoSpace): „Nie poddaję się i walczę. Po to tu przyjechałem!” | Puchar Świata MTB, Albstadt, Niemcy

Karol Ostaszewski od tego sezonu zdobywa kolarskie doświadczenie w barwach zawodowej drużyny JBG-2 CryoSpace. Na polskim podwórku to prawdopodobnie najlepsze, co może spotkać młodego, zdolnego i ambitnego zawodnika jakim jest Karol. Sezon zaczął wcześnie, bo jeszcze w styczniu i lutym zaliczył pierwsze starty w Hiszpanii. Teraz przyszedł czas na poważne starty, w imprezach rangi Pucharu Świata!


Komentarz postartowy:

Późnym czwartkowym wieczorem razem z Krzysztofem Łukasikiem i Michałem Górnym (menedżerem JBG2 Cryospace) dotarliśmy do Albstadt.

Pierwsze piątkowe spotkanie z rundą było dla mnie dość ciężkie. Było mokro i bardzo ślisko, nie potrafię tego opisać, ale miałem wrażenie, że jeżdżę po lodzie, a moje odczucia przypominały jazdę na sankach lub bobsleje. Kilkukrotnie wypadłem z trasy i nie mogłem się odnaleźć w tych trudnych. Byłem przerażony i niepewny czy dam radę ogarnąć rundę do niedzieli.

Na szczęście w sobotę było już zdecydowanie lepiej. Ja czułem się pewniej na rowerze, a trasa przeschła i była dużo przyjemniejsza do jazdy. Złapałem fajną prędkość na zjazdach i już nie mogłem się doczekać niedzielnych zmagań.

Puchar Świata to naprawdę niesamowita impreza. Mimo, że już kilka razy miałem przyjemność brać udział w wyścigu tej rangi, to pierwszy raz (!) w czasie mojego startu byli również obecni na trasie kibice.

fot. Ola Sulikowska

Ustawiono mnie na starcie gdzieś koło 90-100 pozycji. Stanąłem po prawej stronie aby pierwsze zakręty móc pokonać po zewnętrznej. Na kilka minut do startu czułem luz i radość. Spokojny i skoncentrowany czekałem na pojawienie się zielonych świateł!

15 sekund do startu (i od tego momentu w każdym momencie może być sygnał oznajmiający początek rywalizacji). Sędziowie wystartowali nas tym razem dosłownie 2 sekundy po tej komendzie. Ruszyliśmy! Jest mega ciasno, nie ma żadnych „korytarzy” do przejścia, co chwile ktoś o kogoś się ociera. Jest nerwowo, ale dość bezpiecznie. Mocne dohamowanie do pierwszego zakrętu i znowu ogień. Zyskuję kilka pozycji w tym zamieszaniu. W każdy kolejny zakręt wchodzę optymalną, szeroką linią, dzięki której zyskuję kilka pozycji, a jednocześnie unikam korków, które zawsze się robią po ciaśniejszej stronie zakrętu.

Dojeżdżamy do wyboru dwóch linii, schodzę z roweru i podbiegam, wskakuję na rower, na krótkim podjeździe tracę kilka pozycji. Ale na Pucharze Świata albo się wyprzedza, albo się traci – nie ma tutaj innej opcji rywalizacji.

Jeszcze chwila w kolejnym korku do zakrętu o 180 stopni i zaczyna się pierwszy długi podjazd tego wyścigu. Udaje mi się jeszcze bezpiecznie przepuścić mojego klubowego kolegę Krzysztofa i po chwili oczekiwania w kolejce wracamy do ścigania.

Niestety dla mnie to ciężki moment. Nie jestem w stanie jechać tak szybko jak inni i dość mocno się męczę. Co chwilę ktoś mnie wyprzedza. Jadę równo i mocno, ale to za mało na Puchar Świata.

W przeciągu 150 sekund tracę ponad 20 miejsc. Kończę rozbiegówkę na 94 pozycji.

fot. Klaudia Czabok

Zaczynamy pierwsze pełne okrążenie. Mimo, że to już ponad 10 minut ścigania za nami, staję w kolejnych korkach. Delikatnie odpuszczam na podjeździe, widząc, że i tak zaraz będę stał w miejscu. Oczywiście każde takie zwolnienie wiąże się z dużą szansą utraty pozycji, ale co mam zrobić skoro „nie idzie”. Kolejne podjazdy i kolejne korki, w końcu pod koniec pierwszego okrążenie da się już jechać bez zbędnego hamowania na podjazdach. Utrzymuję mniej więcej swoją pozycję, choć odczucia nadal są słabe. Nie poddaję się i walczę. Po to tu przyjechałem.

Strata do czołówki wciąż rośnie, a ja mam w głowie chęć przejechania pełnego wyścigu. Staram się przyspieszyć, zmusić organizm do mocniejszej pracy. Mimo to trzymam równe, mocne tempo. Powoli „wracają” do mnie zawodnicy, którzy przesadzili w pierwszej części wyścigu. Bardzo powoli, ale zyskuje kolejne pozycje!

Na dwa okrążenia do końca zaczynam czuć się lepiej i przechodzę kolejnych rywali. Czuję się fajnie na zjazdach i zdecydowanie lepiej na podjazdach. Przy okazji zaczyna lekko kropić deszczyk, a trasa robi się śliska i niebezpieczna.

Wjeżdżam na ostatnie okrążenie z Reprezentantem Niemiec, który ma taki doping jak byśmy walczyli o zwycięstwo, a jesteśmy ostatnimi wpuszczonymi na finałowe kółko. Wyprzedzam jego i kolejnych zawodników. Jadę 86. Chwila nieuwagi i na bardzo śliskim zjeździe, tracę kontrolę nad rowerem i ląduję na ziemi. W jeden moment cały wyścig staje pod znakiem zapytania. Czuję jeden ogromny ból prawej nogi. Nie wiem czy dam radę ukończyć wyścig – do mety zostało mniej niż pół okrążenia.

Powoli wchodzę pod górę, wiem że jestem już ostatni i nikt mnie nie wyprzedzi (reszta zawodników została zdjęta). Jadę najmocniej jak jestem w stanie, ale to i tak jest bardzo wolno. Z całą zakrwawioną nogą docieram do mety. Mimo potężnej, 13 minutowej straty wszyscy mi kibicują, zbijam piony z kibicami. Czuję satysfakcję i radość z dotarcia na metę.

Ostatecznie zajmuję 89 miejsce. Zdecydowanie nie jestem z niego zadowolony, ale kolejny mały cel został osiągnięty – ukończyć Puchar Świata bez dubla.

fot. Klaudia Czabok

Obiektywnie patrząc moja jazda nie była zbyt dobra. Byłem w stanie po prostu jechać mocno i nic więcej. Świadczą o tym również moje czasy okrążeń: 13:12, 13:10, 13:08, 13:11, 13:16, ostatniego nie podaję z powody wywrotki, ale wszystko wskazuje, że też by było 13 z małym haczykiem.

Co dalej? Robić swoje, trochę potrenować, trochę odpocząć i w najbliższą niedzielę w NMNM już się pościgać. Tym razem to ja planuje wyprzedzać, a nie być wyprzedzanym :)

COMMENTS

DISQUS: 0