Dlaczego nie mam licencji Masters?

HomeOpinie

Dlaczego nie mam licencji Masters?

Utarło się, ale też na szczęście przeterminowało mocno stwierdzenie, że jeśli masz licencję to jesteś kolarzem zawodowym. Miało to może sens jakieś 20, jak nie 30 lat temu, bo rzeczywiście kolarstwo zarezerwowane było tylko w zasadzie dla klubów i trenujących tam zawodników. Cała reszta po prostu jeździła na rowerze.


Pretekstem do tego wpisu jest dyskusja, która zawiązała się pod komentarzem postartowym Pauli Budzyńskiej, w którym podkreśliłem bardzo liczną obsadę kategorii Amator na tegorocznych Mistrzostwach Polski w kolarstwie przełajowym. W efekcie pojawiło się kilka głosów, że liczna kategoria Amator to przede wszystkim efekt wyższej ceny licencji Masters oraz nieudolności niektórych Okręgowych Związków Kolarskich z wydawaniem tejże.

Sam nigdy kolarstwa nie uprawiałem, co nie zmienia faktu, że zdarzały mi się okresy systematycznej jazdy, a nawet realizowania planu treningowego. Zdecydowanie więcej z kolarstwem mam wspólnego od strony śledzenia tego co się dzieje w peletonie oraz pisania o tym tutaj.

Mam licencję czyli jestę kolarzę

Najbardziej „kolarzem” poczułem się w 2017 roku, kiedy wiosną wymyśliłem sobie projekt Mistrzostwa Polski MTB XCO bez dubla. Kilka miesięcy treningów i wtedy też pierwszy raz (mając 39 lat) stałem się posiadaczem licencji, w kategorii Masters I. Czy dzięki temu stałem się kolarzem? Zdecydowanie nie. Byłem po prostu zewidencjonowany w systemie, ubezpieczony (na własną rękę) oraz objęty przepisami PZKol/UCI, czyli tymi samymi co wszyscy inny posiadacze licencji kolarskiej, w zasadzie bez względu na kategorię.

Jeszcze chyba rok później także przy okazji kolejnych Mistrzostw Polski MTB XCO w Mrągowie ponownie wyrobiłem licencję (dla tego jednego jedynego startu w sezonie), by pojechać w wyścigu mistrzowskim a nie tzw. towarzyszącym. Skończyłem oczywiście z dublem, a może nawet dwoma.

Prawie pięć lat temu zakończyła się moja przygoda z licencją kolarską i na razie nie widzę najmniejszego powodu dlaczego miałbym rozważyć ponowne jej wyrobienie.

Dlaczego nie mam licencji Masters?

Wracając do pytania z tytułu tego wpisu. Pomijając zarówno kwestie finansowe, jak i braku transparentności Związku dodatkowo demotywujące chęć do bycia jego częścią czy braku realnych korzyści z posiadania licencji Masters, od jej posiadania odstrasza nie tylko mnie jedna rzecz. A może przede wszystkim ta jedna rzecz – kosmicznie wysoki poziom sportowy zwłaszcza w ramach kategorii Masters I i Masters II, ale także coraz bardziej także w Masters III.

Większość zawodników, którzy brylują dziś w kategoriach Masters to osoby ze sportową przeszłością zarówno w juniorze, jak i w orliku czy elicie. To normalne i nic w tym dziwnego, że są w dyspozycji do wygrywania – w końcu genezą kategorii Masters było stworzenie przestrzeni do ścigania się dla „zawodowców na emeryturze”. Pośród Mastersów co jakiś czas znajdują się także osoby, które nie mając sportowej historii ciężką pracą doszły do poziomu, który pozwala im bezpośrednio rywalizować.

Jest jednak cała rzesza zawodników czy ambitnych amatorów, którzy w wyścigach kategorii Masters nie mają czego szukać, bo zgodnie z przepisami i zasadą 80% nie przejadą wszystkich okrążeń, a często ściągani są z trasy już dużo wcześniej. Mam tu na myśli nie tylko siebie, ale wielu mi podobnych.

Może to jest zasadnicza odpowiedź dlaczego ludzie tak niechętnie myślą o wyrabianiu licencji Masters? Jest na to jednak rozwiązanie – gotowe i sprawdzone co najmniej w dwóch krajach – Wielkiej Brytanii oraz Stanach Zjednoczonych, gdzie obok kategorii wiekowych funkcjonują także kategorie sportowe, które umożliwiają osobom na podobnym poziomie bezpośrednią rywalizację, ale także wymuszające na tych wyróżniających się zawodnikach awans do wyższej kategorii. Warunkiem jest jednak to, że nie kilkanaście wyścigów, a zdecydowana większość zawodów jest objęta tym systemem.

Masz mniej niż 35 lat? Elita albo Amator – wybór należy do Ciebie

Sytuacja dodatkowo komplikuje się w przypadku kolarstwa przełajowego, ponieważ kilka lat temu UCI zdecydowało, że w tej dyscyplinie kategoria Masters będzie obowiązywać od 35 r.ż. (wcześniej od 30 r.ż.), a dodatkowo na naszym lokalnym podwórku z programu wyścigów przełajowych usunięto kategorię Cyklosport, która była czymś pomiędzy Amatorem i Mastersem dla osób w wieku 18-34. Aktualnie jeśli ktoś w tym przedziale wiekowym chce startować np. w Pucharze Polski w kolarstwie przełajowym, to ma do wyboru albo ściganie się z Markiem Konwą i Bartkiem Miklerem albo start w Amatorach, gdzie mimo rosnącej popularności cyclocross, cały czas można spotkać sporo osób na rowerach górskich.

Płać, płacz i spadaj

Kilka lat temu licencja Masters kosztowała 40 złotych, później 50, w ostatnich dwóch latach 70. Na kilka dni przed Nowym Rokiem pojawiła się informacja, że licencja Masters na 2022 będzie kosztować 150 złotych. Żadna z tych kwot dla kogoś, kto ambitnie podchodzi do tematu kolarstwa nie jest bardzo dotkliwa, nawet najnowsze 150 złotych jednorazowej opłaty rocznej, która jest niższa niż cena dobrej opony, o szytce nie wspominając.

Niemniej jednak trzeba zapytać, co za tą kwotą idzie? Tym bardziej, że antyprzykładów jest bez liku. W przypadku kolarstwa górskiego w Boguszowie Gorcach doszło do bardzo przykrej sytuacji – rozstawienie zawodników Masters na starcie odbyło się na zasadzie losowania, bo nikt z sędziów ani organizatorów nie zadbał o prowadzenie klasyfikacji Pucharu Polski dla tej kategorii. To na szczęście było ostatni raz i od 2022 klasyfikacja PP MTB XCO Masters ma wrócić.

Niejednokrotnie słyszałem od znajomych, że zarówno sędziom, jak i organizatorom (oczywiście nie wszystkim!) na rękę byłoby, żeby w ogóle Ci Mastersi nie startowali. Mimo najwyższej opłaty startowej, najwyższej opłaty za licencję nie ma tu równowagi w relacji znanej chociażby z handlu gdzie zarówno sprzedawca, jak i klient ma swoje prawa oraz obowiązki.

PZKol – robicie to źle, od dawna!

Za podwyżką opłaty za licencję Masters i to o ponad 100% nie idzie absolutnie nic. To jest tylko i wyłącznie opłata, dzięki uiszczeniu której możemy wystartować w zawodach z kalendarza PZKol w kategorii do której jesteśmy przypisani. Podwyżka też nie była w żaden sposób zakomunikowana, po prostu podano kwotę i płać albo nie.

Dopiero w dyskusji wyszło, że środki zgromadzone z licencji Masters zostają w Okręgowych Związkach Kolarskich i przeznaczone są przede wszystkim na sport dzieci i młodzieży. To akurat dobrze, ale szkoda, że taka wiedza pojawia się przypadkiem, a nie jest filarem komunikacji jak to ma miejsce chociażby w Polskim Związku Triathlonu, gdzie gros dochodu ze wszystkich licencji przekazywana jest na szkolenie młodzieży.

Kilkanaście lat temu w Pruszkowie ktoś zauważył, że rozkręca się amatorski peleton maratonów MTB, rosła też turystyka rowerowa. Czemu na tym nie zarobić? Wtedy też pojawiły się takie efemerydy jak licencje „Kolarz turysta” czy „Hobby – Maraton”. Na szczęście chyba nikt się na to nie nabrał.

Gotowe rozwiązania czekają do skopiowania

Wcześnie już pisałem o Polskim Związku Triathlonu, którego zarządzanie jest wzorem do naśladowania. Gotowe rozwiązania do zrobienia „kopiuj/wklej”. W kolarstwie też nie trzeba szukać daleko – British Cycling już kilka lat temu pochwalił się ponad stoma tysiącami członków. W zależności od poziomu zaangażowania można wybrać jeden z czterech poziomów członkostwa, tak jak na poniższym zrzucie ekranu. Za każdym pakietem stoi szereg korzyści – od zniżek i rabatów po kompleksową ofertę obejmująca ubezpieczenia zarówno OC, jak i roweru, do tego wsparcie treningowe, prawne. I jak łatwo zauważyć wysokość opłat nie jest wiele wyższa od tych, które trzeba dziś płacić za licencję Masters.

Link do oferty British Cycling

Dyskusje o licencjach wracają co jakiś czas. Moment po wyborach i wraz z nowymi władzami jest na pewno najlepszym, żeby coś zmienić. Jak widać powyżej problemy są jasne, a rozwiązania gotowe. Najwyższa pora, żeby Polski Związek Kolarski zaczął zabiegać o naszą uwagę i to byśmy chcieli być jego częścią, a nie tak jak dzisiaj kiedy chęć wyrobienia licencji kolarskiej wymaga od kolarzy naprawdę ogromnej determinacji, bo nawet tak oczywista rzecz jak procedura jej wyrabiania nie jest ani łatwo dostępna, ani czytelna, a tym bardziej nie da się tego zrobić online.

Podsumowując. Patrząc na to co dziś dzieje się w Polsce wydaje się koniecznym wprowadzenie sprawdzonych w innych krajach i dyscyplinach systemów oraz rozwiązań obejmujących wszystkie wyścigi, także te amatorskie oraz rozwiązania problemu osób w wieku 18-35, które z oczywistych względów nie chcą jeździć w elicie.

Wtedy może ja, i mi podobni, spojrzą w kierunku kolarskiej licencji przychylniej.

COMMENTS

DISQUS: 2