Łukasz Klimaszewski (Mitutoyo AZS Wratislavia): “trasa jest naprawdę wyjątkowa” | Extreme MTB Challenge, Głuszyca

HomeSport

Łukasz Klimaszewski (Mitutoyo AZS Wratislavia): “trasa jest naprawdę wyjątkowa” | Extreme MTB Challenge, Głuszyca

Extreme MTB Challenge to odbywające się od kilku lat jednodniowe wyzwanie w postaci maratonu MTB poprowadzonego na jednej pętli na dystansie stu kilometrów i blisko czterech tysięcy metrów przewyższenia. Zawody startują i kończą się w Głuszycy, a trasa poprowadzona jest m.in. trasami Strefy MTB Sudety.


Komentarz postartowy:

Trzeci raz wygrałem Extreme MTB Challenge. Bardzo się z tego cieszę. Na równi z możliwością napisania w końcu w tym roku jakiejś pozytywnej relacji z zawodów dla portalu kolarskiego #mtbxcpl :) Różnie ten sezon się układał. Po wynikach z zeszłego roku i przygotowaniach były duże oczekiwania. Kilka jasnych punktów na pewno można odnotować: Bike Maraton Polanica, Bielawa, PP XCM w Połczynie. Na pewno Sudety MTB Challenge, które były dla mnie celem do zrealizowania od wielu lat. Po drodze niestety kontuzje i choroby. A po etapówce zdrowie niestety kompletnie się posypało. Totalnie frustrująca sytuacja takiego „sabotażu” ze strony własnego organizmu. Gdy z ciągu treningów, zawodów, kalendarza startów ląduje się na parę tygodni w stanie kompletnej niemocy. Nie miałem sił na wykonywanie normalnych czynności, w pracy próbowałem nie zasnąć przed komputerem…

Po tym mało optymistycznym wstępie można przejść do relacji z zawodów. Nie wiem, czy wyścig w Głuszycy to najtrudniejszy maraton w Polsce, jak go reklamują organizatorzy, ale trasa na pewno jest wyjątkowa. 100 kilometrów i 3800 metrów przewyższeń. Do tego wyścig rozgrywany na jednej pętli z minimalnym procentem szutrów i asfaltu. W tym roku bardzo ciężkie warunki. Po całotygodniowych ulewach, trasa była kompletnie rozmyta. Jechałem bardzo, bardzo ostrożnie. Z duszą na ramieniu, spodziewając się kapcia na melafirowych rumowiskach. Sześciu godzin w tym roku nie udało się złamać.

Rywalizacja przebiegała podobnie, jak rok temu. Od startu dwuosobowa ucieczka i pokonanie pierwszej części trasy, zachowując jak najwięcej sił. Zaatakowałem w połowie dystansu na stromym, trawiastym podjeździe. Kilkunastometrowa przewaga wystarczyła do oderwania się od przeciwnika na następnym szybkim, szutrowym odcinku. Do mety dojechałem już samotnie.

Moja forma w dalszym ciągu jest daleka od oczekiwań. Za tydzień Mistrzostwa Polski w maratonie MTB (XCM), w których wystartuję bez specjalnej presji na wysoką lokatę open, ale z chęcią zrobienia wszystkiego jak najlepiej. Może będę w stanie pojechać dobry wyścig. Może po starcie wszyscy wyprzedzą mnie, jak furmankę z sianem.

Przy okazji tej relacji mogę wspomnieć też o innym „osiągnięciu” z poprzedniego weekendu. Leżąc jeszcze chory w łóżku i przeszukując „zasoby Internetu”, natrafiłem na wyścig Warta Gravel. 400km wzdłuż Warty. Zapisałem się od razu, choć było to zupełnie niedorzeczne w przy stanie zdrowia. Czy każdy kolarz nie ma jednak w sobie tej nutki autodestrukcyjnego uporu? Trochę mi się poprawiło, więc wystartowałem. Było to moje pierwsze doświadczenie z jazdą na takim dystansie. Byłem też po prostu ciekaw psychofizycznych aspektów tak długiego wysiłku. Impreza super! Na pewno mogę polecić taki start jako urozmaicenie i nowe doświadczenie. Sportowo też wyszło ok. Po 15 godzinach jazdy non stop dojechałem drugi. Dłuższą relację można sobie przeczytać na stronie klubu.

COMMENTS

DISQUS: 0