Krzysztof Wolinski (Kacper-rowery.com Manubia): “Czesi potrafią się bawić w XC” | Peklo Severu, Elnika XC Hrádek, Czechy

HomeKomentarzeSport

Krzysztof Wolinski (Kacper-rowery.com Manubia): “Czesi potrafią się bawić w XC” | Peklo Severu, Elnika XC Hrádek, Czechy

Peklo Severu to amatorski cykl w olimpijskiej formule cross country rozgrywany w Czechach, a organizowany od wielu lat. Cieszy się przede wszystkim dużą popularnością wśród lokalnych amatorów kolarstwa górskiego, ale bliskość lokalizacji wyścigów do polskiej czy niemieckiej granicy sprawia, że o zawodach można mówić że mają międzynarodowy charakter. Regularnie startuje tam Krzysztof Woliński, znany dość powszechnie jako Kris MTB.


Komentarz postartowy:

Po prawie roku nieobecności zawitałem do Czech na mój ulubiony cykl jakim jest Peklo Severu. Podobnie jak rok temu serię wyścigów XC otwierał wyścig w Varnsdrof skupiony wokół zamku, stąd nazwa Hradek XC! Runda o długości niespełna 3 km, to naturalna trasa dość specyficzna, bo na pograniczu dwóch państw: Czech i Niemiec i przewyższeniu ok. 150m na rundzie.

Podczas podroży na miejsce – dokąd mam niespełna 2h jazdy z domu autem, rozszalał się deszcz. No to sobie myślę, będzie wesoło, mając na uwadze, że trasa jest najeżona skałkami i korzeniami, ale na szczęście po przybyciu na miejsce pogoda była całkiem inna.

Tym razem miałem “własnych kibiców”, których nie mogłem rozczarować, musiałem dać z siebie wszystko. Po zapoznaniu się z trasą, a raczej przypomnieniu stwierdziłem ponownie, że ta trasa jest mega ciężka, a wszystko to za sprawą podjazdu o wymownej nazwie TYRAN. Po Tyranie następuje zjazd technicznym odcinkiem, a potem ponownie wspinaczka…Całość możecie obejrzeć na moim filmie z objazdu.

Będę się streszczać. Rozgrzewka, następnie start i ogień na rozbiegówce do samej góry i wspomniany wcześniej zjazd. Na podjeździe nie poszedłem fulla, bo można to przypłacić szybką bombą. Na zjeździe jadę zachowawczo, a następnie niweluję stratę do poprzedzających mnie zawodników i wyprzedzam. Gdy zaczynam swoje drugie kółko z czterech jadę już praktycznie sam.

Monika i Gringos dopingują mi na Tyranie, który dosłownie miażdży, daję z siebie wszystko, wiedząc, że jakiekolwiek odpuszczenie na tym odcinku może spowodować duże straty. Świrus krzyczy, że robię świetne miny do zdjęć, więc cisnę ile sił w nogach. Wyścig kończę na 10. pozycji. Jestem ostatnim zawodnikiem, który nie został zdublowany, a organizator cierpliwie czeka, aż skończę wyścig powtarzając kilkukrotnie moje imię i nazwisko zanim dojechałem do mety. Jestem zadowolony pomimo potwornego zmęczenia, a dodatkowo cieszę się, że pokonałem znów Tyrana.

Cieszę się, że znów mogłem brać udział w kolarskim święcie w Czechach, ponownie spotkać się z moimi południowymi sąsiadami i wspólnie świetnie się bawić na ich imprezie, bo oni potrafią się bawić w XC.

COMMENTS

DISQUS: 0