Wojciech Halejak (JBG-2 CryoSpace): “dobro zawsze zwycięża” | Bike Atelier MTB Maraton, Tarnowskie Góry

HomeKomentarzeSport

Wojciech Halejak (JBG-2 CryoSpace): “dobro zawsze zwycięża” | Bike Atelier MTB Maraton, Tarnowskie Góry

W Tarnowskich Górach odbyły się kolejne zawody z cyklu Bike Atelier MTB Maraton. Tym razem jak zwykle całe podium w kategorii elita (oraz open) wywalczyli zawodnicy JBG-2 CryoSpace. Po solowym ataku z dużą przewagą wygrał Wojciech Halejak, a podium uzupełnili Adrian Brzózka i Mariusz Michałek.


Komentarz postartowy:

To był super weekend. Po maratonie w Tarnowskich Górach usłyszałem bardzo wiele miłych słów i dowiedziałem się, że sporo osób już czeka na mój komentarz :) Dziękuję Wam!

W niedzielę na Bike Atelier MTB Maraton było super, ale tym razem muszę zacząć od tego co działo się w sobotę. Nie wszyscy z was wiedzą, że moja żona Karolina wraz z Pawłem Wiendolchą, Piotrkiem Słomczykowskim i kilkoma jeszcze osobami tworzą markę Accent Bikes. W dodatku, cała wyżej wymieniona trójka postanowiła zorganizować imprezę dla swoich kolegów z działu z okazji okrągłych urodzin (30. Karoliny i Piotrka oraz 40. Pawła). Taka impreza urodzinowa na otwartym powietrzu to było marzenie mojej Karoliny. Wyszło świetnie i bawiliśmy się do późna. Wszystkim mogę życzyć takich współpracowników. W takiej atmosferze i przy wspólnej rowerowej pasji można pracować i robić wiele fajnych rzeczy!

W niedzielę wstałem trochę niewyspany, ale trudno, naprawdę było warto! Dwie filiżanki kawy, a do tego mała miska płatków owsianych z bananem – jak dla mnie to mikro śniadanie, ale tym razem jakoś mi wystarczyło. W sumie i tak w planach miałem spalić wczorajszy sernik upieczony przez teściową, któremu jak zwykle nie mogłem się oprzeć i zjadłem chyba połowę. Kurczę, ja chyba nigdy się nie wycieniuję ;) Gdzie moja silna wola? Dalej lekko śnięty stanąłem na starcie.

Ostatnio na BAM ścigałem się raczej treningowo i bez presji, głównie z moimi kolegami z drużyny, tak trochę bawiliśmy się naciągając się na podjazdach i spuszczając sobie nawzajem łomot. Tym razem dość nieoczekiwanie jednak pojawił się mocny rywal w postaci Marka Konwy. No to będzie się działo, pomyślałem. Marek ma niesamowitą moc w nogach i mógłby nam (JBG2 CryoSpace) sporo namieszać.

Na szczęście trasa miała być w większości płaska, co działało na naszą korzyść. Ruszyliśmy dość mocno. Przez pierwszą część trasy trochę testowałem swoje nogi i nogi kolegów. Nie miałem jednak w planach jakiegoś odjazdu, bo do mety było wciąż daleko. Takie jechanie 78 kilometrów “w trupa” czułbym pewnie do końca tygodnia, a ja we wtorek lub w środę chętnie wybrałbym się w góry skorzystać z lata i pośmigać po singlach.

W drugiej części dystansu tempo było raczej spokojne, a naszym głównym przeciwnikiem były głębokie kałuże pozostałe po nocnych ulewach. W sumie to nie czułem się jakoś wyśmienicie. Trochę zmęczony po wczoraj, czułem, że mój silnik chodzi dość ciężko.

Tempo dyktowali zawodnicy CST Accent MTB Team. Pewnie chcieli sprawić prezent mojej żonie i wygrać dla niej kwiatki :) A tak serio to szacun dla chłopaków, bo w sumie to nie są zawodowcami, a potrafią jechać bardzo solidnie i długo utrzymać się w naszym gronie!

Nie obyło się bez problemów. Podczas przejazdu przez jedną z tysiąca kałuż dość mocno wywrócił się Adrian Brzózka i w dodatku przebił oponę. Czekałem na niego, nie podkręcając tempa. Adrian jest mocny, uporał się z kołem i po kilkunastu kilometrach pogoni ponownie dołączył do czołówki. Do mety było już tylko 30. kilometrów, czas zacząć zabawę! Dla naszej drużyny kwestią podstawową było urwanie Marka. W końcówce mogłoby być z nim ciężko. Adrian zaatakował jako pierwszy, później po kolei ataków próbowali moi koledzy, jednak wszystkie próby kasowane były przez Marka i chłopaków z CST-Accent.

Ja nauczony doświadczeniem z moim atakiem poczekałem aż zrobi się ciężej i wszyscy wystrzelają się trochę z amunicji ;) Kosztowało mnie to więcej siły, ale nikt nawet nie podniósł tyłka z siodła i szybko oderwałem się od grupki. Ostatnie 25 km cisnąłem na solo ile wlezie i na mecie zameldowałem się z ponad 2. minutami przewagi. Za moimi plecami Adrian Brzózka i Mariusz Michałek.

Misja wykonana – całe podium dla JBG-2.

Po przejeździe linii mety spotkałem się z Olgą i jej tatą, z którymi trenowałem w tygodniu, z okazji wygranej na WOŚP licytacji. Wymieniliśmy nasze spostrzeżenia co do trasy. Olga w swoim wyścigu zajęła drugie miejsce!

Organizatorzy przed startem nieco zmienili trasę i doszło parę kilometrów technicznej ścieżki, której nie ćwiczyliśmy razem. Trzeba więc uwzględnić taką małą reklamację co do naszego treningu i chyba winien jestem jeszcze jeden. No w sumie to mi też takie objazdy służą :)

A co do naszej aukcji WOŚP❤️ to bardzo wszyscy mnie za nią chwalili, no i czułem się fajnie robiąc coś dobrego, ale przecież największe podziękowania należą się właśnie Oldze i jej tacie, bo to oni wykazali się hojnością! Oby więcej takich dobrych ludzi z pasją do dwóch kółek i niesienia pomocy. Spotykanie na swojej drodze takich osób i dzielenie się pasją sprawia, że nie wypalam się tym co robię i cały czas sprawia mi to radość.

Na koniec jeszcze kilka danych z mojego licznika dla tych co sobie lubią analizować cyferki. Dystans: 78.5km, średnia prędkość: 30.2 km/h. Moc znormalizowana: 320 W, a z ostatnich 25 km, czyli mojego solowego ataku: 350W. Tętna nie znam, bo opaska ostatnio mnie uwiera i rzadko ją zakładam. No i najważniejsze! Spaliłem ponad 2800 kcal, więc moje wyrzuty sumienia związane z sernikiem są teraz trochę mniejsze.

PS. Bardzo podoba mi się na Bike Atelier Maraton zwyczaj wręczania kwiatów dla zwycięzców. Znacznie lepiej jest wrócić do domu z pachnącym bukietem, niż kolejnym pozłacanym pucharkiem. Uśmiech Karoliny bezcenny!

Więcej komentarzy postartowych Wojtka można znaleźć na jego fanpage.

COMMENTS

DISQUS: 0