Karol Ostaszewski (Warszawski Klub Kolarski): “pojechałem ten wyścig wręcz idealnie”| Puchar Polski MTB XCO, Krynica Zdrójfot. Ola Sulikowska

HomeKomentarzeSport

Karol Ostaszewski (Warszawski Klub Kolarski): “pojechałem ten wyścig wręcz idealnie”| Puchar Polski MTB XCO, Krynica Zdrój

W sobotę 10 kwietnia 2021 w Krynicy Zdrój odbył się Wyścig o Perłę Polskich Uzdrowisk, który był jednocześnie inauguracją Pucharu Polski MTB XCO. W rywalizacji mężczyzn wygrał Filip Helta (SGR Specialized. Karol Ostaszewski z Warszawskiego Klubu Kolarskiego zajął trzecie miejsce tracąc niespełna minutę do zwycięzcy. Drugie miejsce zajął Krzysztof Łukasik (JBG-2 CryoSpace).

Z poniższego komentarz postartowego dowiecie się jak przebiegł cały wyścig, w tym walka o podium:

Przed wyścigiem w Krynicy spędziłem kilkanaście dni w Brennej, gdzie skupiłem się na trenowaniu, szybkim zjeżdżaniu oraz konsultacjach z panią promotor :) Pierwsze dni były wspaniałe, a kilka ostatnich fatalne. Nawet udało mi się “zrobić trening” w 50 minut. Zresztą z tego co wiem podobna pogoda była w całej Polsce…

Trasę pierwszej edycji Pucharu Polski MTB XCO objechałem w piątek po południu. Warunki były bardzo wymagające. Śnieg, błoto, korzenie, luźne kamienie i inne ciekawe naturalne utrudnienia. Czułem się tym wszystkim przytłoczony. Popełniłem wiele błędów na moim pierwszym, zapoznawczym okrążeniu. Na kolejnym już mnie puściło, pewność siebie i czucie roweru wzrosły, a trasę pokonałem bez żadnego problemu. Bardzo mi się spodobała!

Po takim czasie w izolacji wspaniale było spędzić trochę czasu z Warszawskim Klubem Kolarskim na noclegu. Porozmawiać, pośmiać się, po prostu wyluzować i zapomnieć. Przyznaję, że się trochę zasiedziałem i całkiem późno poszedłem spać, bo o 23:15 (wiem, że dla niektórych to jeszcze czas kolacji :).

Sobotę rozpocząłem od śniadania, potem wykonałem poranną przejażdżkę z klubowymi kolegami. Odpoczynek, lekkie rozciąganie, ostatnia wieczerza, a po drodze na start skoczyliśmy na kawę. 14:45 rozgrzewka, 15:30 ustawianie i 15:45 gwizdek sędziego.

fot. Ola Sulikowska

Plan był prosty. Od startu jadę z przodu. Od pierwszej sekundy wyścigu staram się objąć czołowe lokaty. Krzysztof Łukasik rusza dobrze i trochę mnie tym motywuje do jeszcze mocniejszego naciskania na pedały. Wychodzę na prowadzenie. Wskakuję na chodnik, łuk w prawo, lewo i wjeżdżam w wąskie gardło jako pierwszy, (punkt nr. 1  planu odhaczony – nie utknąć w korku). Pokonuję błoto i wyjeżdżam na pierwszy, bardzo długi podjazd. Jadę bardzo mocno, ale mija mnie Filip Helta i Krzysztof Łukasik. Po chwili również Piotr Konwa i Kuba Zamroźniak. Jadę swoje, a oni delikatnie mi odjeżdżają. W połowie podjazdu jakby zwalniają, powoli się do nich zbliżam.

Pierwszy zjazd – nie mam pojęcia jakie warunki na nim panują, więc pokonuję go z zapasem. Fast-tracki dobrze trzymają więc na dole zdecydowanie przyspieszam. Wyprzedzam Kubę i po chwili jestem za Piotrem i Krzychem. Drugi podjazd, który głównie idzie po kostce jadę równo i mocno. W międzyczasie wyprzedzam gdzieś zawodnika z JBG-2 i dojeżdżamy do zjazdu, który doprowadzi nas do finiszowej prostej na deptaku. Tutaj już jest sucho i szybko, zjeżdżam za Piotrem i siadam mu na koło. Dajemy sobie zmiany. Po pierwszej rundzie jadę trzeci. Mamy kilkanaście sekund straty do Filipa i podobną przewagę nad Krzyśkiem.

Rozpoczynamy wspinaczkę. Taktyka stała. Nie podpalam się na początku i jadę swoje. Wyprzedza mnie Łukasik i leci w górę, za nim rusza Piotr. Na szczęście po chwili “zatrzymują się”, a ja nadrabiam stracony do nich dystans. Na szczycie już jedziemy razem. Na dole czeka na nas Filip, który traci kilkadziesiąt sekund na zakładanie łańcucha.

Trzecie okrążenie prawie identyczne, tylko że już w czwórkę. Coraz większe problemy sprawia mi błoto na podjazdach. Czasem trzeba zejść z roweru i podbiec. Zdecydowanie tracę na odcinkach w “głębokim błocie”. Na szczęście jestem w stanie odrobić te straty na podjeździe i zjeździe.

Drugi zjazd trzeciego okrążenia. Jadę drugi, za Filipem. Między nami pojawia się dublowany junior. Nagle odbija w moją stronę i we mnie wjeżdża. Hamuję prawie do zera. Wpada na mnie Piotrek Konwa i przelatuje przez kierownicę. Zjeżdżamy na płaską prostą do mety i czekamy. Zawodnik SGR-u na szczęście się pozbierał i po około dwóch minutach wycieczkowego tempa jedziemy ponownie razem. Wracamy do ścigania.

Myślę, że odczuł ten wypadek i traci do nas na podjeździe. Zostajemy w trójkę. Jedziemy tak całe czwarte okrążenie. Coraz więcej zdublowanych juniorów, którzy różnie reagują na prośby i nakazy przepuszczenia. Dystans daje się we znaki i powstają między nami małe różnice. Tracę około 10 sekund do Filipa i 5 sekund do Krzysztofa. Ostatni zjazd na rundzie i niestety utykam za jakimś juniorem. Krzyczę aby mnie puścił, ale niestety uznaje, że “nie ma gdzie”. Zestresowany moimi okrzykami wywala się na schodach. Łukasika koło na płaskie i perspektywy na lepszy wynik odjechały…

Na ostatnią rundę wjeżdżam już tylko z planem utrzymania najniższej pozycji na podium. Biegnę więcej niż normalnie, walczę z błotem. Na szczycie widzę zbliżającego się Piotrka. Szybko zjeżdżam i podjeżdżam. Moja przewaga się powiększa. Bezpiecznie pokonuję ostatni zjazd i dojeżdżam do mety na trzecim miejscu w Elicie mężczyzn. Wspaniałe rozpoczęcie sezonu w olimpijskiej formule kolarstwa górskiego.

fot. Ola Sulikowska

Jestem z siebie bardzo zadowolony. Idealnie zarządzałem swoimi kartami i pojechałem ten wyścig wręcz idealnie. Uniknąłem błędów i jak na siebie bardzo szybko biegałem z rowerem.

Kończąc… Szanowni koledzy juniorzy. Nic wam się nie stanie jak zwolnicie na pięć sekund i przepuścić zdecydowanie szybciej jadących zawodników elity. Zwłaszcza tych walczących o czołowe pozycje. Mieliśmy bardzo wiele niebezpiecznych sytuacji na trasie, które na szczęście skończyły się tylko jednym wypadkiem. O ten jeden za dużo.

Dziękuję za wsparcie Warszawskiemu Klubowi Kolarskiemu oraz naszym sponsorom: Specialized, Sixt, Airbike, Skleprowerowy.pl, Strefa Mocy i oczywiście zapraszam do śledzenia mnie w mediach społecznościowych:

COMMENTS

DISQUS: 0