Małopolskie przełajowe klasyki | Michał Topór

HomeKomentarze

Małopolskie przełajowe klasyki | Michał Topór

Nie lubię obecnej pory roku. Okres lutego i marca od kilku lat kojarzy mi się niezmiennie z czarną dziurą w kalendarzu startowym, nudą i monotonnymi przygotowaniami do rozpoczynającego się w kwietniu sezonu letniego. Dodatkowo, po dwuletniej przerwie, ponownie okres przygotowawczy spędzam w Polsce, wystawiony na wszelkie kaprysy naszej lokalnej matki natury. Wszystkie te czynniki spowodowały, że w ramach walki z nudą wybrałem się na dwie lokalne imprezy, będące czymś w rodzaju hybrydy przełajów oraz XC.

Zawody w Kętach oraz Stroniach (Stroniu?) odbywają się na przełomie lutego i marca od niemalże 30 lat. Tradycyjnie Mistrzostwa Małopolski rozgrywane są naprzemiennie na jednej z miejscówek – druga pełni wtedy rolę imprezy niższej rangi. Znamiona długoletniej historii są całkiem nieźle widoczne. Niemalże niezmienione od lat trasy, numery startowe, które pamiętają chyba jeszcze pierwsze edycje i parę innych szczegółów. Ot, taki niepowtarzalny klimat tych zawodów.

Ściganie rozpoczęliśmy tydzień temu w Kętach. Tamtejsza trasa jest całkowicie płaska (nie licząc dwukrotnego przejazdu przez wał antypowodziowy) i składa się z długich prostych częściowo po gruntowych drogach, a częściowo nierównej trawie. Trudno orzec jaki typ roweru sprawdza się tam lepiej. Zarówno na przełajówce, jak i MTB jazda po niej idzie ociężale i jest irytująca. Testowałem już po kilka razy oba warianty, więc wiem co mówię ;) W tym roku padło jednak na rower przełajowy, czyli moje Rondo Ruut. Stawka podzieliła się więc na tych jadących przełajówkami (ja oraz chlopaki z JBG-2) oraz resztę startującą na rowerach MTB (na przykład Skomielna-Biała). Ostatecznie udało się wywalczyć 4 miejsce Open oraz 3 w Elicie (kolejna ciekawostka – Elita i Orlik są tutaj rozdzielone “na sztywno”), przegrywając wyższą pozycję o parę sekund. Relację z imprezy obejrzeć możecie poniżej.

Trasa w Stroniach jest nieco ciekawsza, a przynajmniej zawiera elementy mogące z przymrużeniem oka być uznane za podjazdy. Tradycyjnie w okresie rozgrywania zawodów zmienia się ona w totalne bagno, jako że poprowadzona jest pomiędzy polami, a pora roku w jakiej rozgrywane są zawody powoduje, że zmarznięta nocą ziemia w ciągu dnia roztapia się, zmieniając w błoto. Nierzadko dochodzi do tego również śnieg, tak jak miało to miejsce w tym roku.
O ile trasa w Kętach może uchodzić za dość neutralną dla sprzętu, ta w Stroniach zdecydowanie premiuje rower MTB, na którym tym razem startowali już niemalże wszyscy ;) Ja także wyciągnąłem z garażu swojego Synonyma i już na objeździe trasy pochwaliłem się za tą decyzję. Trzy kwadranse przepychania w błocie pozwoliły mi wywalczyć 3 miejsce. Tym razem “po prostu”, zarówno w Elicie, jak i open. Muszę przyznać, że całkiem nieźle się bawiłem. Jedynym mankamentem wyjazdu było kilka godzin spędzonych na skubaniu trawy z roweru oraz płukaniu ciuchów przed wrzuceniem ich do pralki…

COMMENTS

DISQUS: 0