Karol Ostaszewski (Warszawski Klub Kolarski) – Puchar Świata XCO, Nove Mesto na Moravefot. Przemek Gierczak

HomeKomentarze

Karol Ostaszewski (Warszawski Klub Kolarski) – Puchar Świata XCO, Nove Mesto na Morave

Do kolejnego startu w Pucharze Świata pozostało niewiele czasu, godziny. Już w sobotę o 15:00 stanę ponownie na starcie tej niesamowitej imprezy! A dziś spróbuję się „streścić”…

Razem z Reprezentacją Polski dojechaliśmy w piątek do Czeskiego Novego Mesta na Morave. Od samego początku pogoda nas nie oszczędzała. Zimno, deszczowo, błotniście, pochmurnie i inne jesienne zjawiska pogodowe nie były nam obce. Pierwsze dwa dni jeździłem po trasie na moim sztywnym, różowo-niebieskim rowerze. W niedzielę wieczorem dzięki ogromnemu zaangażowaniu Specialized Polska dojechał do mnie rower na pełnym zawieszeniu. Trasa nagle stała mi się płaska jak stół, a pokonywanie kolejnych korzeni wymagało dużo mniejszego zaangażowania i zużycia sił. Nie ma co ukrywać, że na tej trasie rodzaj sprzętu odgrywa ogromną rolę.

Dodam tylko, że rower sam nie przyjechał ;) Podziękowania się należą mojemu przyjacielowi Kornelowi Skórce, który pokonał wiele kilometrów aby rower był u mnie jak najwcześniej.

Już w czwartek stawiono mnie około 8-9 rzędu wśród 90 zawodników z całego świata. Chwila czekania i gdy zapaliły się zielone światła ruszyliśmy. Tłok i zamieszanie było ogromne, delikatnie skręciłem w kierunku prawej krawędzi prostej startowej i starałem się minimalizować straty spowodowane „skończonym zakresem przełożenia”.

Na pierwszy szeroki podjazd wjeżdżam bardziej z tyłu i jadę spokojnie. Wyprzedzają mnie pojedynczy zawodnicy. Szeroki zjazd i kolejny długi podjazd. Tutaj już jadę w tempie grupy i na górze rozpoczynam wyprzedzanie. Sekcję BMX przejeżdżam całą dłuższą linią, ale przy tym tłoku okazała się dużo szybsza (tak jak podejrzewałem). Chwila biegu pod górę i zjazd do mety. Pierwsze okrążenie kończę pod koniec Top50.

Odpoczynek na stadionie i rozpoczynamy pierwsze z 6 pełnych okrążeń. Co chwilę trzeba się przepychać na łokcie, podbiec kawałeczek, walczyć o każdy metr. Delikatnie i powoli przebijam się do przodu. Staram się panować nad emocjami i jeszcze nie jechać wszystkiego co mogę.

Na szerokim, długim podjeździe widać tłum zawodników, a jakby pójść to na maksa, to pewnie i by się udało wskoczyć na chwilę w Top10. Sytuacja na trasie przez kolejne 3 okrążenia, prawie jakby się nie zmieniała, a różnice się nie zwiększały. Ciągle dookoła ktoś jest, ciągle trzeba walczyć o każdy metr trasy. Udaje mi się z każdym kółkiem zyskać 2-3, może 5 pozycji.

Ostatnie okrążenie rozpoczynam na krawędzi Top30. Jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc i chęci na wynik są ogromne. Próbuję gonić trzech zawodników przede mną i licząc na trochę szczęścia marzę o Top25 i punktach UCI. Ale by było…

Na przedostatnim podjeździe jednak opadam z sił, a na ostatnim już nie istnieje. Podpieram się ze cztery razy na śliskich korzeniach. Odjeżdża Top30, a ja samotnie zjeżdżam do mety. Kończę 32!

Jak na debiut w Pucharze Świata uważam,to za świetny wynik. W sobotę kolejny start i ciężko nie myśleć o poprawie tej lokaty, ciężko nie budować sobie presji. Mimo wszystko nie zmieniam taktyki i  po prostu chcę dać z Siebie wszystko. Trzymajcie kciuki!

Dziękuje za wsparcie moim sponsorom: Specialized, CentalaGravelowa, Hurom, Airbike, Skleprowerowy.pl oraz zapraszam na moje profile w mediach społecznościowych:

COMMENTS

DISQUS: 0