Karol Ostaszewski (Warszawski Klub Kolarski) – Górale na Start UCI C1, Warszawafot. Tomek Ferenc

HomeKomentarze

Karol Ostaszewski (Warszawski Klub Kolarski) – Górale na Start UCI C1, Warszawa

Mateusz Rejch (t-bike.pl Racing Team): “każdy chciał jak najszybciej wpaść w radosne objęcia piątej strefy tętna” – Mała Liga XC, Józefów
Finał XX edycji Pucharu Smoka MTB w Kątach
Antoni Świderski (Trezado) – Mała Liga XC, Wiązowna
Bartłomiej Wawak (Kross Racing Team) – Górale na Start, Wałbrzych
Bolesławiec XC – otwarcie sezonu cross-country już 24 marca

Górale na Starta w Wałbrzychu to najprawdopodobniej najlepiej obsadzony wyścig w Polsce od kilku lat. Na starcie ponad 50 zawodników, a blisko połowa z nich przyjechała do nas zza granicy!

Dzięki dobremu bilansowi punktów UCI ustawiono mnie w trzecim rzędzie. Zgodnie z moim planem stanąłem bliżej lewej krawędzi i cierpliwie czekałem na gwizdek Pani sędziny.

Start w moim wykonaniu był niezły, ale niestety zostałem przymknięty przy barierkach i nie udało się zyskać za wiele pozycji. Do lasu wjeżdżam około 18-20 miejsca, ale korzystając z ultra szybkiego „chickenline-a” zyskuje 2-3 pozycje. Kolejne podjazd jadę tuż za dobrze mi i Wam znanymi Stanisławem Nowakiem i Michałem Toporem.

Tempo jest mega mocne, ale czuje się spoko. Na zmianę ciśniemy i zwalniamy z powodu tworzących się korków.

Pod koniec okrążenia tracę kilka metrów i drugie kółko rozpoczynam ze stratą paru sekund do Top15. Jeszcze na prostej startowej łapię koło Mistrza Polski Krzysztofa Łukasika, który nadrabia straty po nieudanym starcie i przebija się do przodu. Pierwszy podjazd po asfalcie jadę mocnym, równym tempem, a następnie kieruję się na „rozgrzewkę” – czyli bardzo stromy zjazd po korzeniach, gdzie tłumy kibiców czekają na twoje nie powodzenie. Zjeżdżam jak dla mnie fajnie i cisnę dalej. Kolejny podjazd wchodzi ładnie i zjeżdżam „harcówkę”. Niestety na ostatnim, już stosunkowo łatwym zakręcie trafiam przednim kołem w wyślizgany korzeń i ląduje na ziemi. Od razu wstaje i staram się wrócić do tempa sprzed wywrotki, ale nie jest to takie łatwe. Cały czarny, w nie najlepszym tempie podjeżdżam najdłuższy podjazd na rundzie, pokonuje zawijasy po drewnianych kładkach, przelatuje rockgarden i z rozpędu śliski zjazd za nim. Kolejny podjazd znowu jedzie się ciężko, a ja mam wrażenie, że mój oddech słyszy cały las. Polewam się wodą na bufecie i cierpliwie czekam na lepsze czasy. Być może już na podjeździe pod punkt widokowy.

Noga powoli się rozkręca, a oddech powoli cichnie. Równym i jak na ten dzień optymalnym tempem pokonuję trzecie oraz czwarte okrążenie, w międzyczasie mijając kilku zawodników z reprezentacji Wielkiej Brytanii. Jem, pije, dbam o siebie i z niecierpliwością czekam, aż zaczną mi się pojawiać kolejni zawodnicy do wyprzedzania.

Piąte kółko rozpoczynam wywrotką na „rozgrzewce”. Scenariusz ten sam co ostatnio – przednim kołem w korzeń i na ziemię. Delikatnie tracę orientację, obraz jakiś taki rozmazany, ale wsiadam na rower i próbuje jechać dalej. Długo nie trzeba było czekać, bo już na kolejnym podjeździe wyprzedza mnie Maciek Jeziorski i Mateusz Nieboras. Myślę sobie, przecież łatwo skóry nie sprzedam i siadam im na koło. Bolą rany, a głowa nie chce jechać. Zaciskam zęby aby to przetrwać. Pod koniec okrążenia najprawdopodobniej zaatakował Mateusz i zyskuje nad nami kilkanaście sekund.

Maciek nie był chętny do nadawania mocnego tempa, więc wychodzę na przód naszej grupki i jadę co jestem w stanie. Jezior w połowie szóstego okrążenia zalicza wywrotkę i pozostaję sam w tej pogoni. Na wjeździe na ostatnie kółko widzę Mateusza. Powoli się zbliżam, ale gdy jestem już naprawdę blisko opadam z sił i ostatnie dwa podjazdy pokonuję zdecydowanie wolniej. Wjeżdżam na metę na 20miejscu w Elicie i 7 w U23.

Teraz tak szczerze:

Jak na ten przeklęty Wałbrzych, to jest życiowy sukces. Najprawdopodobniej powinno być 5:0 dla Wałbrzycha, ale ta klasyfikacja powoli traci sens. Powinienem skupić się bardziej na sobie i swoich odczuciach, a z siebie jestem po prostu zadowolony. Walczyłem na każdym metrze trasy, goniłem, uciekałem, wyprzedzałem, atakowałem i odpierałem ataki. Pojechałem ile tego dnia byłem w stanie i chyba było to widać. Kilkanaście osób przyszło pogratulować mi za walkę, za jazdę do końca i nie odpuszczanie – dziękuję Wam za te słowa.

To był ostatni wyścig w Polsce w tym sezonie, ale już za niedługo opowiem Wam co dalej. Bądźcie czujni!

Dziękuję za wsparcie moim sponsorom: Specialized, Hurom, Airbike, Skleprowerowy.pl oraz zapraszam na moje profile w mediach społecznościowych:

COMMENTS

DISQUS: 0