Michał Topór – Puchar Polski CX Kurów

Michał Topór – Puchar Polski CX Kurów

Karol Dziambor (Teobike Evanlite Team) – Puchar Polski CX – Nowa Sarzyna / Kurów
Mistrzostwa Europy w kolarstwie przełajowym 2019 – Silvelle, Włochy
Bogdan Czarnota (Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team) – Puchar Polski, CX Katowice
Wyniki – 26-27 października 2019
Bartosz Mikler (Victoria Jarocin Accent) – Memoriał Edwarda Pełki, Szczekociny / Super Puchar Polski, Koziegłowy

Przełajowiec ze mnie przeciętny, w dodatku straszliwie nie lubię zimna, dlatego podczas gdy inni w sezonie zimowym startują niemalże co tydzień, ja z miłą chęcią wybieram inne atrakcje. Potrzeba rywalizacji prędzej czy później bierze jednak górę i prowadzi do kilku symbolicznych startów. Nie inaczej sytuacja wygląda w tym roku, oto więc krótka opowieść o tym jak zainaugurowałem swój sezon przełajowy. Przy okazji mam dla Was również wersję filmową, więc zwolenników ruszających się obrazków zapraszam poniżej :)

Początkowy plan zakładał start w sobotnim wyścigu w Nowej Sarzynie, niestety rower, który miał do mnie trafić w czwartek, na skutek opóźnień kuriera przyjechał dopiero w sobotę rano. Na przełajce nie jeździłem od stycznia, jednak godzinny wypad do lasu wypadł pozytywnie i zdecydowałem się na plan B, czyli start w niedzielnym Pucharze Polski w Kurowie. Wystarczył jeszcze tylko wieczór spędzony nad kołami, w celu przerobienia ich na tubeless i byłem gotowy ;)

Do Kurowa pojechałem razem z tatą, a na miejscu przywitała nas ładna pogoda (6*C i brak deszczu to jak na przełaje pełen luksus), niestety dobre nastroje szybko nas opuściły. W biurze zawodów okazało się bowiem, że nie mogę wystartować, ponieważ moja licencja (swoją drogą również wyrabiana na szybko w czwartek) wystawiona jest na rok 2020 i system tego nie przyjmie. Do wyboru były dwie możliwości – start poza konkurencją bez ujęcia w wynikach lub wyrobienie w trybie natychmiastowym kolejnej licencji, jeszcze na 2019. Pierwszą z nich po namyśle odrzuciłem – sam jestem zawodnikiem, więc wiem że “jeździec widmo” plątający się pod kołami, a faktycznie nie biorący udziału w wyścigu mógłby być dla innych irytujący. Pozostała więc druga opcja, niestety była niedziela, więc pomimo wykonania kilkudziesięciu telefonów do sekretariatu PZKOL, nie udało nam się dodzwonić. Z braku innych pomysłów, ze spuszczonymi głowami postanowiliśmy wracać do domu (220km w jedną stronę). Po 20km drogi powrotnej otrzymaliśmy jednak telefon, że udało się wyrobić mi ważną licencję i mogę startować. W tym momencie zacząłem już tracić poczucie rzeczywistości, ale oczywiście zawróciliśmy szybko i przyjechaliśmy (znowu) do Kurowa.

Została mniej więcej godzina do startu, więc szybko się przebrałem i pojechałem “na dziko” zapoznać się z rundą (oficjalny trening przepadł kiedy wracaliśmy do domu). Przejechałem może 300m, kiedy usłyszałem syczenie, a z przedniej opony zaczęło tryskać mleczko. Pomyślałem wtedy “Nie, to się nie dzieje, to jest niemożliwe”, ale na szczęście dziura prędko została zaklejona przez Trezado, wystarczyło więc jedynie dopompować oponę przed startem.

Sam wyścig jest chyba najmniej ciekawym elementem całej historii. Naturalnie zostałem ustawiony na samym końcu (w końcu to był mój pierwszy start w tym sezonie), więc plan był prosty – jechać swoje i się nie przejmować, bo po takiej dawce emocji oraz chaosu ciężko było liczyć na wiele. O dziwo założenia zrealizowałem wręcz idealnie, cały wyścig konsekwentnie polepszając swoją pozycję, aby finalnie skończyć na 12 miejscu Open (był to również mój pierwszy start w “czystej” Elicie, żarty się więc skończyły ;) Wszystkie okrążenia pojechane równo co do 10s, na technicznych sekcjach czułem się naturalnie, więc jestem z siebie zadowolony, przed startem nie liczyłem na więcej. W zasadzie nie liczyłem nawet że uda się wystartować…

Docelowym wyścigiem przełajowym (jeśli w ogóle można tak powiedzieć) są oczywiście styczniowe Mistrzostwa Polski, liczę jednak, że uda mi się do tego czasu jeszcze gdzieś wystartować, żeby obyć się z rowerem przełajowym na ile to możliwe.

Serdecznie dziękuję Panu Tomaszowi Cichemu oraz Pani Agacie Świeczce za błyskawiczne wyrobienie licencji i “uratowanie” mojego startu w Kurowie. Jeśli ciekawi Was rower, na którym startowałem oraz jak sobie poradzę w następnych wyścigach, zapraszam na mojego Facebooka, Instagram oraz Stravę :)

COMMENTS

DISQUS: 0