Tacx Flux 2 Smart – trenażer z wyższej półki

Tacx Flux 2 Smart – trenażer z wyższej półki

REKLAMA
Trenażery tradycyjne, smart oraz interaktywne [2019]
Garmin podpisuje porozumienie o zakupie akcji w celu przejęcia Tacx
Trenażery i rolki – oferta 2017/18
Tacx Neo Smart – niech moc będzie z Tobą
Trenuj Smart z Tacx

Wystarczy spojrzeć za okno by dostać niezbity dowód na to, że czas dłuższych i konkretniejszych treningów na zewnątrz minął. Mimo, że jesień była w tym roku wyjątkowo dla nas łaskawa, zapewne niejeden (i niejedna!) z Was przegląda oferty trenażerów i po cichu liczy na promocje Black Friday, czy to na sprzęt, czy na tak popularny w niektórych kręgach Zwift.

Ja kilka tygodni temu dostałem do testów najnowszą wersje trenażera Tacx Flux 2 Smart i poniższa recenzja, mam nadzieję, przybliży Wam nieco ten sprzęt i ułatwi wybór, przed którym stoicie.

Znów pragnę zaznaczyć, że nie jest to recenzja głęboko wchodząca w technikalia sprzętu (bo np. dla mnie maksymalny opór 2000W czy nachylenie do 16% są mniej ważne), a szczegółowe parametry nietrudno znaleźć w sieci – na przykład na stronie internetowej dystrybutora. Opisuję sprzęt kierując się subiektywną „przydatnością” trenażera w warunkach domowych, dla kolarza amatora regularnie ćwiczącego i startującego w zawodach.

Będzie to też po części recenzja porównawcza Tacx Flux 2 Smart i używanych przeze mnie wcześniej trenażerów Elite Direto oraz Elite Suito. Warto zaznaczyć że Flux jest najdroższą opcją z całej trójki, jego cena katalogowa to 3 649 PLN. Jak jednak praktyka pokazuje da się często wynegocjować gdzieś odrobinę lepszą cenę na tego typu sprzęt. Czy jest warty swojej ceny? Czytaj dalej.

Odpudełkowywanie, czy jak kto woli „unboxing”

Trenażer choć dość ciężki, spakowany jest przemyślanie i kompaktowo, a po wyjęciu z pudełka i chroniących go styropianów gołym okiem widać dobrze wykonany sprzęt. Koło zamachowe jest zabudowane (jak w Direto), plastiki dobrze spasowane. Nic się nie ugina, nie trzeszczy. Tutaj duży plus.

Jednak w przeciwieństwie do aktualnego trendu w tańszych trenażerach (Suito, Wahoo Kickr Core), nie jest gotowy do użycia po wyjęciu z pudełka. Montaż solidnej podstawki dołączonymi śrubami i kluczem nie nastręcza trudności. Schody zaczną się, jeśli pod ręką nie mamy kasety, klucza do kaset i tzw. bacika oraz umiejętności podstawowego posługiwania się nimi. Bez tego ani rusz i przyznać trzeba, że rozwiązanie proponowane przez Elite Suito jest nie do pobicia w tym względzie – wystarczy wyjąć trenażer z pudełka rozstawić nóżki i już można przypinać rower.

Obudowa Fluxa nie ma też żadnego uchwytu do przenoszenia go, a nóżki się nie składają, więc lepiej mieć przeznaczony dla niego kąt (a idealnie „jaskinię bólu”).

W pudełku znajdują się oprócz kabla zasilającego adaptery do różnych zacisków kół, w tym sztywnych osi 142x12mm i 148x12mm, skrócona instrukcja oraz kupony na darmowe miesiące kilku popularnych aplikacji do trenowania – słowem dobry standard.

Niech nie dziwi brak podstawki pod przednie koło (np. dodawanej do urządzeń Elite) – Flux 2 jest tak zaprojektowany, że wpięty rower jest wypoziomowany bez niej.

Jazda!

Po wpięciu roweru i odpaleniu mojej ulubionej gry komputerowej – Zwift – wszystko dzieje się standardowo (i bardzo prosto). Tacx Flux 2 Smart jest szybko znajdowany zarówno po Bluetooth, jak i ANT+, kalibracja przechodzi bez problemu (tutaj z Elite bywały kłopoty) i po kilkudziesięciu sekundach możemy zwiedzać Watopię.

Od razu czuć, że jest to urządzenie z wyższej półki – obciążanie jest bardzo płynne, doskonale symulujące prawdziwą jazdę po drodze, do tego szybkie i w zasadzie bezgłośne.

Stały hałas pracy, choć raczej niski, przypominający wirującą pralkę, jest bardziej słyszalny, niż w obu wspomnianych propozycjach od Elite.

Dzięki świetnej symulacji podjazdów i zjazdów nawet dłuższa jazda jest przyjemna i nie pozostawia frustracji, czy obaw że coś nie działa tak jak powinno. W wyścigach na platformie Zwift miałem subiektywne wrażenie mniejszego zmęczenia niż gdy używałem Elite – to sądzę zawdzięczam właśnie tej płynności i świetnie emulowanemu „road feel” m. in. dzięki ciężkiemu kołu zamachowemu (7,6kg vs 6kg Elite Direto). Stabilna, szeroka podstawa daje wystarczające oparcie do nawet najmocniejszych sprintów (przekraczających u mnie 1000W). Co ciekawe praktycznie niezależnie od prędkości (obciążenia) hałas jest stały, więc przy szybszych obrotach korby to raczej napęd jest bardziej słyszalny niż sam Flux.

Konkretny…. trening

No tak, fajnie się jeździ i zwiedza wirtualne światy, ale dla mnie trenażer to przede wszystkim narzędzie konkretnych katuszy przepisywanych przez trenera (pozdrowienia Maćq ;).

Dobry trening „po krokach”, to taki który jest na tyle zmienny, żebym nie zdążył się znudzić. Dobrze jest też, żeby w minimalnym czasie dawał maksymalne efekty – czyli mamy mocne interwały poprzedzielane odpoczynkiem i np. urozmaicone różnorodną kadencją, lub np. kręceniem tylko 1 nogą (ćwiczenie którego nie zrobiłbym na ulicy).

Jak pamiętamy z poprzedniej recenzji przy takich treningach produkty Elite radzą sobie tylko zadowalająco, zmieniając obciążenie z zauważalnym opóźnieniem, czasem zbyt mocno nim falując i wybijając z rytmu pedałowania.

Tacx Flux 2 Smart był bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Podobnie jak w luźniej jeździe po Watopii, obciążanie było bardzo płynne, a sam trenażer szybko korygował Waty przy krokach ze zmieniającą się kadencją. Znów miałem wrażenie, że te treningi zmęczyły mnie mniej niż na sprzęcie konkurencji.

Czyli co, brać?

„To zależy” – czyli ulubiony ostatnio zwrot blogerów.

Nie ukrywam że mój stosunek do Tacx Flux 2 Smart zmieniał się w trakcie jak go miałem. Początek to więcej minusów. No bo trzeba jednak go składać, zakładać kasetę, ustawić gdzieś żeby nie przeszkadzał, na dłużej (bo przenieść, schować nie jest tak łatwo), no i jest jednak głośniejszy od np. Elite.

Jednak jazda na nim, zarówno bez założeń, jak i bardzo konkretny trening są na tyle przyjemne na ile się da (na tym narzędziu szatana). Wg mnie, lepsze niż u w/w konkurencji.

Więc wybór będzie między tym, czy chcesz mieć bardziej podstawowy trenażer, który w mig możesz schować do szafy, a który używany nie będzie symulował wirowania pralki na 600 obrotów.

Czy jednak jesteś bardziej wymagającym zawodnikiem, potrafisz przykręcić sobie kasetę, masz już wygospodarowane miejsce na strychu, czy w garażu gdzie ani Tobie, ani Ty nikomu nie przeszkadzasz, a zależy Ci na jak najlepszym „czuciu drogi” i dokładności treningu.

Wybór, wg mnie nieoczywisty. 

COMMENTS

DISQUS: 0