Jarosław Wołosiuk (CryoSpace Olsztyn) – Kadyny MTB Maraton / Milko Mazury MTB, Krutyń

HomeKomentarze

Jarosław Wołosiuk (CryoSpace Olsztyn) – Kadyny MTB Maraton / Milko Mazury MTB, Krutyń


Patryk Piasecki (CryoSpace Olsztyn) – Milko Mazury MTB, Szymany
Jarosław Wołosiuk (CryoSpace Olsztyn) – Milko Mazury MTB, Mrągowo
Jarosław Wołosiuk (CryoSpace Olsztyn) – Milko Mazury MTB, Olsztyn

Jadąc do Kadyn wiedziałem, że będzie ciężko. Widząc na liście startowej takie nazwiska jak Banach, Repiński czy Kowalkowski trzeba być przygotowanym na wszystko, nie wspominam tu o Andrzeju Poczopko, bo jego wiem na co stać ;)

Oczywiście od samego początku poszło mocne tempo, ustawiając początkowo hierarchię w wyścigu. W połowie wyścigu na dwu kilometrowym wzniesieniu na zmianie był Andrzej, który nadał niesamowite tempo. Po chwili kiedy się obejrzałem, za sobą nie miałem już nikogo, a przede mną byli Andrzej i Paweł Kowalkowski. Andrzej zaczął pracować jeszcze mocniej, tworząc między nami lukę. Na początku na parę metrów, a z każdą chwilą wyrobił przewagę na miarę zwycięstwa.

Ambicjonalnie widząc co się dzieje na początku chciałem „dospawać” do Andrzeja koła, jednak zdawałem sobie sprawę, że pociągnął bym za sobą Pawła Kowalkowskiego. Pozostało mi walczyć z Pawłem o drugie miejsce.
Pod koniec, kiedy do mety zostało ok 2-3 km byłem gotowy na Pawła atak, jechałem więc na 70%. Długo nie czekając usłyszałem „ Jaro, jedziemy !!”, „NO TO JEDZIEMY”.

Zacisnąłem zęby, przetrzymałem atak Pawła i zrobiłem kontrę, która dała mi 2 miejsce w wyścigu.

Z wyścigu jestem więc bardzo zadowolony, forma mimo że sezon zmierza ku końcowi jak widać dopisuje, pozostaje więc cieszyć się ostatnimi wyścigami i walczyć o jak najlepsze lokaty.


Po wyścigu w Kadynach, przyszedł czas na Milko Mazury MTB , które odbyły się w Krutyni na znanej mi z ubiegłego roku trasie. Wiedziałem doskonale gdzie mogę zaatakować i z kim będę walczył o wygraną.

Jak pomyślałem, tak też zrobiłem wjeżdżając jako pierwszy w single. Nie oglądając się na nikogo zacząłem pierwszy atak, a kiedy się obejrzałem ku mojemu zdziwieniu za mną nie było już nikogo. Z jednej strony extra – atak się udał, z drugiej strony nie uśmiechało mi się jechać 70 km na solo. Dobrze że pojechałem z żoną na zawody, to chociaż na bufetach miałem z kim porozmawiać ;)

A tak na poważnie, widząc co się dzieje postanowiłem jechać równym tempem cały wyścig – już bez żadnych skoków, wypracowując nad drugim zawodnikiem – Arturem Korcem ok 16 minut przewagi.

Tak więc podsumowując miniony weekend, jestem bardzo szczęśliwy ze swojej dyspozycji, szczęście mnie w tym sezonie nie opuszcza, a ciężka praca i czas który włożyłem w przygotowania owocuje dobrymi lokatami.

COMMENTS

DISQUS: 0