Amator donosi: “to była esencja MTB” – MTB Cross Maraton, Baćkowice

Amator donosi: “to była esencja MTB” – MTB Cross Maraton, Baćkowice

REKLAMA
Amator donosi: “wynik poniżej możliwości zawsze boli” – Bike Maraton, Zdzieszowice
Amator donosi: “DNF, ale była walka do końca” – Bike Atelier MTB Maraton, Rybnik
Amator donosi: “przegiąłem, a za każde przegięcie w sporcie wytrzymałościowym płaci się podwójnie” – Bike Maraton, Miękinia
Amator donosi: “tylko las, cisza i BŁOTO” – MTB Cross Maraton, Miedziana Góra
Amator donosi: “Lubię Polanicę. Zawsze dobrze wspominam te zawody.”- Bike Maraton, Polanica Zdrój

Zapowiadały się bardzo dobre zawody, bo gdzie tak blisko od płaskiego Mazowsza można przejechać 60km na jednej pętli i zrobić 2000 m przewyższenia?

Miasteczko zawodów było usytuowane przy stawie niedaleko Baćkowic. Organizatorzy chyba przewidzieli to, że w nocy poprzedzającej zawody może padać deszcz i na trasie będzie sporo błota, dlatego umożliwili korzystanie ze stawu. Miejsce niedaleko zbiornika było idealne do ogarnięcia się po skończeniu swojego dystansu. Wielu zawodników korzystało z niego tak jak z wanny. Wchodzili do wody w pełnym opakowaniu, w butach, skarpetkach, stroju rowerowym, no i oczywiście, cali w błocie :)

Początek i koniec trasy bardzo przemyślany. Trasa rozpoczęła się 2 km odcinkiem asfaltowym, po którym skręcało się w las, dzięki czemu można było trochę się pobawić. Ten odcinek pozwolił ustawić cały peleton, tak aby nikt się nie denerwował, że musi wyprzedzić rywala pod górę czy na zjazdach. Do mety prowadziła nas asfaltowa droga, po której skręcało się w pola w kierunku stawu. Objeżdżaliśmy staw i wpadaliśmy na metę.

Odnośnie trasy, była to esencja MTB. Naprawdę morderczy wyścig, wielu zawodników walczyło na trasie z samym sobą. Mieliśmy do zrobienia 16 podjazdów pod największe góry w paśmie gór Jeleniowskich. Patrząc na samą mapę ukształtowania terenu stwierdziłem, że nie będzie to łatwy teren. Cieszyło mnie to, że mogłem pojeździć na ostrych zjazdach, które lubię. Podjazdy nie różniły się od siebie znacząco, były strome, dosyć długie oraz śliskie i czasami kamieniste. Błoto utrudniało jazdę tak, że w niektórych momentach tył ślizgał się na lewo i prawo. W ostateczności kończyło się to wypychem roweru na przyjemniejszą nawierzchnię. Zjazdy prowadziły w całości drogami leśnymi po wycince drzew, bądź szlakiem dla pieszych. Te pierwsze nie należały do najbezpieczniejszych, głębokie koleiny, woda, błoto i porastający mech na środku przejazdu + nocny deszcz + 30 stopni w cieniu spowodowały, że zjazdy były jechane na sporym ryzyku i myślę, że nie każdemu udało się przejechać tych zawodów bez kontuzji. Na dekoracji słyszałem, że ktoś złamał sobie palec.

Długie zjazdy, szlakami pieszymi były przyjemne. Nie było za wielu kałuż ani przerażających kolein, za to były fajne szybkie odcinki z ciekawymi ściankami. Od czasu do czasu trzeba było ominąć kamienie leżące na drodze co pozwoliło poczuć się jak na górskim maratonie.

Niestety osobiście nie za bardzo pobawiłem się na zjazdach, ponieważ klamka od tylnego hamulca na 10 km zaczęła mi się przycinać i nie mogłem zblokować koła, co wiązało się z tym, że na dwóch zjazdach widziałem siebie lecącego przez kierownicę, raz w drzewo, a kolejny, w luźno leżące kamienie. Najważniejsze jest to, że w miarę bezpiecznie udało się dojechać do mety. Po drodze biłem się z myślami czy jest sens jechania dalej czy się nie wycofać. Czy nogi dadzą radę?

W trakcie podjazdów stwierdziłem, że tą trasę można opisać w bardzo prosty sposób. Do góry błoto i kamienie, do dołu ślisko, szybko i też kamieniście. Walka z samym sobą nie była łatwa, co za tym idzie miejsce też nie do końca zadowalające – Open 30, piąty w kategorii. Czas pierwszego zawodnika open na dystansie MASTER to 3:30! Na przyszłość jak ktoś będzie chciał się zmierzyć z długim dystansem i sporym przewyższeniem to zdecydowanie polecam Baćkowice. Trasa idealna na ujechanie się i zmieszanie z błotem. Polecam 5004.

COMMENTS

DISQUS: 1