Amator donosi: “dlaczego nie ma klasyfikacji najszybszego DNF?” – Bike Atelier MTB Maraton, Racibórz

HomeRelacje

Amator donosi: “dlaczego nie ma klasyfikacji najszybszego DNF?” – Bike Atelier MTB Maraton, Racibórz

Racibórz. Nie wiem dlaczego, ale od razu jak usłyszałem o jego debiucie na myśl przyszedł mi etap z Jastrzębia Zdroju – też debiut, trasa jakaś taka pokręcona miejscami, dość blisko granicy z Czechami, też szalony upał. Taka mała refleksja.

Dojazd rano trochę mnie zmęczył, bo nawigacja w pewnym momencie postanowiła pokierować mnie trasą turystyczną po okolicznych bezdrożach. Na miejscu miłe zaskoczenie – organizator zadbał o osoby, które wskazywały wolne miejsca parkingowe, więc mimo mojego późnego przybycia nie traciłem czasu na błądzenie w koło.

Drugim zaskoczeniem był układ miasteczka. Chwilę mi zajęło rozgryzienie co się gdzie znajduje. Ogólnie jednak pozytywnie – dość sporo cienia.
Pakiet odebrany, ja przebrany, rower przygotowany. Czas na krótkie zapoznanie z początkiem trasy. Teraz kolejna zagwozdka – w którą stronę startujemy? Już od paru wyścigów zwracam na to uwagę, że początki od startu są słabo lub w ogóle nie oznaczone. Wiem, że są mapki, ale telefon zostawiam w aucie po przebraniu, a pamięć zawodzi. Dwie, trzy dodatkowe taśmy i jakaś strzałka załatwiłby sprawę.

Początek trasy totalnie płaski, szybki, ale z małymi zwężeniami / zakrętami-niespodziankami. Przejechałem pierwsze 7km – licznik pokazał 23m przewyższenia. Nie dojechałem do pierwszego podjazdu. Zrobiło się późno, więc postanowiłem wrócić. Gdzieś w polu zabłądziłem i znalazłem się na finiszu trasy – to dobrze, znajomość ostatnich metrów jest równie ważna co znajomość początku. Okazało się jednak, że to kolejne 6km płaszczyzny i jazdy polami. Do tego wiatr i otwarte przestrzenie. Jak na razie wrażenie umiarkowanie pozytywne, ale jestem ciekaw środka, tam gdzie są górki. Wstrzymuję się z oceną, wyjdzie w praniu.

11.30 – poszli! Znajomość wspomnianych zwężeń/zakrętów niespodzianek pozwoliła na dobre ustawienie i wysoką pozycję mimo startu z końca pierwszego sektora. I to by było na tyle, bo moja opona postanowiła się trochę rozerwać, rozedrzeć jak bachor w sklepie. Znów pchanie do mety, dobrze, że niedaleko. Obsługa pomiaru czasu już mnie zna, niestety poinformowali, że nie ma klasyfikacji najszybszego DNF. Poprosiłem tylko o nagrodę pocieszenia na finale, może coś da się zrobić ;)

W ten oto sposób pierwszy raz w życiu obejrzałem finisz Hobby. Równie ciekawy co Pro. Polecam.

Ostatni okres to przerwa w treningu. Forma przestaje istnieć. Dodając defekty, obecny poziom frustracji przekroczył wszystkie progi. Z jednej strony powoduje to chęć rzucenia roweru w krzaki i nigdy nie wracanie, z drugiej strony motywuje, żeby wrócić na dawny poziom.

Jeden z moich idoli mówił: “Jeśli nie czerpiesz radości z tego co robisz, robisz to źle”. Muszę więc robić to inaczej. Trzymajcie za mnie kciuki.

COMMENTS

DISQUS: 1