Amator donosi: “szybciej jedziesz, krócej cierpisz” – Bike Atelier MTB Maraton, Olkusz

Amator donosi: “szybciej jedziesz, krócej cierpisz” – Bike Atelier MTB Maraton, Olkusz

Amator donosi: “Jesteś mgłą. Stań na peronie, znajdę tobie miejsce w wagonie…” – Bike Maraton, Wisła
Amator donosi: “abstrakcyjne marzenia o mecie” – Ultra Bike Maraton, Szklarska Poręba
Amator Donosi: “walka z samym sobą” – Bike Maraton, Jelenia Góra
Podsumowanie finału Północnej Ligi MTB XC
Amator donosi: “frekwencja rośnie, ale umiejętności techniczne środka stawki już nie” – Puchar Strefy MTB Sudety, Walim

Olkusz klasycznie przywitał nas upałem. Dla jednych błogosławieństwo po niezbyt znośnym maju, dla innych (między innymi mnie) nienajlepsza z opcji. Start stosunkowo blisko domu, także rano pobudka na spokojnie o 7, śniadanie, o 8 zbierają mnie po drodze koledzy z zespołu, godzinka jazdy i na miejscu.

Cały dzień jak na razie na luzie. 10:15 a ja już ubrany, rower przygotowany, żelki zapakowane, bidony pełne. Trochę wcześnie, ale jadę sobie kręcić z nóżki na nóżkę. Przy okazji przemykania obok linii mety zatrzymałem się na start dziewczynek – oj, działo się, to był dopiero start ostry! Trzymam kciuki, żeby w tej grupie znalazła się przyszła mistrzyni :)

Robię rekonesans-przypomnienie startu. Szeroka rozjazdówka drogą jak zawsze. Jedyna zmiana, to nowo wybudowany dom na początku pierwszego podjazdu – pamiętam, że rok temu leciało się “skrótem” przez tę działkę. W tym roku strategia przeciwna – wejść w zakręt zewnętrzną, możliwie szeroko. To miejsce jest kluczowe, bo wyżej jest już przestrzeni na co najwyżej jazdę parami, a w ten zakręt rzucony jest cały sektor na raz.

Okolice 11:00, czas więc kierować się w stronę startu. Po drodze sprawdzenie końcówki poprowadzonej przez Silver Park – o tak! to jest ekstra, szkoda że tak krótko.

11:15 wchodzę do sektora, a tam tylko garstka zawodników. No tak, Maja Race troszkę nakradła. Nic to, dobrze, będzie luźniej.

11:30 start. Salwa kliknięć pedałów poszła. Tempo na początku stosunkowo spokojne, każdy szuka swojego miejsca. Pierwszy zgrzyt – przez środek jezdni ustawione pachołki. Było to mocnym zaskoczeniem, tym bardziej w pędzącej grupie. Wprowadziły one trochę nerwów – można było usłyszeć kilka liźnięć opon spowodowanych nimi. Próbuję przebijać się na lewo, aby mieć szansę wejść w kluczowy zakręt tak jak planowałem – udaje się to w końcu, tuż przed nim.

Taktyka okazała się skuteczna. Bardzo sprawnie zająłem dość wysokie miejsce w grupie. Podjazd wszyscy jadą nadzwyczaj równo, nikt nie puszcza koła. Dopiero na jego końcu i zjeździe zaczyna się rwać. Od tej pory nic, tylko gaz! Pierwsze 15km minęło w mgnieniu oka, na bufecie znaleźliśmy się zanim jeszcze zrobiłem łyk z bidonu. Niestety, od tej pory moja jazda pozostawia wiele do życzenia. Na płaskich, prostych odcinkach grupa mi odjeżdża, abym na zakręcie skorzystał z wolnej przestrzeni i dojechać do koła. I tak w kółko. 20km, rozjazd, decyduję się jednak na Hobby, bo czuję, że ze mną źle. Jedziemy czteroosobową grupką, aby w pewnym momencie trójka przede mną źle skręciła. Ja połapałem się w ostatnim momencie, że to jeszcze nie ten zakręt, krzyknąłem na kolegów, ale nie usłyszeli mnie. Jadę więc sam. 28km, wyjazd zza zakrętu i zdziwienie – to już prawie meta. Kompletnie zapomniałem jaki dystans był na Hobby, byłem przekonany, że jest to ~35km. Ucieszyłem się jednak, bo mimo tak krótkiego dystansu, to trochę cierpiałem. Włączyłem więc tryb – szybciej jedziesz, krócej cierpisz i doleciałem do mety, czerpiąc mnóstwo frajdy z tego odcinka w Silver Parku (mimo tego, że jechałem jak worek ziemniaków).

W tym roku nadzwyczaj szybko. Na tej samej trasie pierwszy OPEN mocno poprawił zeszłoroczny czas.

Krótkie podsumowanie. Trasa w Olkuszu jest bardzo przyjemna (nie licząc korzeni poprzecznych na duktach), jazda singlami daje dużo frajdy. Sama lokalizacja miasteczka także bardzo mi się podobała, choć minus za ustawienie tylko jednego wąskiego, przejścia przez trasę (aby wyjść trzeba było ją przeciąć). Duży minus za te pachołki na starcie – to było niebezpieczne. Moja forma leży (jak na razie), ale cudów ze średniej tygodniowej 5h się nie wyczaruje. Początkowa pustka w sektorze przywiała trochę wspomnień kiedy cykl BAM dopiero startował.

Przy okazji, ogromne gratulacje dla Piotrka Krawczyka! – widać, że zimą nie próżnował :)

COMMENTS

DISQUS: 0