Jakub Solarz (UKS GK Four Bike) – Cyklokarpaty, Wierchomla

Jakub Solarz (UKS GK Four Bike) – Cyklokarpaty, Wierchomla

Wyniki – 30 czerwca-1 lipca 2018
Sławomir Dziwisz (Fil-bike.com) – Cyklokarpaty, Komańcza
Wielkimi krokami zbliża się kultowy etap Maratonów Rowerowych Cyklokarpaty w Kluszkowcach
Cyklokarpaty #4 – Zjeżdżając zboczem wulkanu…
Szymon Brzoza [Przed sezonem 2016]

Sobota 7 rano wyjeżdżam z Krakowa na Cyklokarpaty do Wierchomli. Na termometrze zaledwie 1 stopień na plusie, po drodze na górkach leży śnieg, co utwierdza mnie w przekonaniu że to będzie fajna przygoda. Dojeżdżam na miejsce, zimno, mokro i z nieba co chwila sypie śnieg :) Organizator w związku z tym wyścig zaplanował na rundach, hobby 1, mega 2, giga 3. Super pomysł , bo jeżeli ktoś zmarzł zawsze mógł szybciej wrócić czy nawet się przebrać w trakcie.

Zdaję sobie sprawę, że wygranym dziś będzie ten kto się odpowiednio ubierze. Długo się zastanawiam co na siebie włożyć, a sprawy mi nie ułatwił fakt iż do torby spakowałem pół szafy. W końcu mi się udało, koszulka termo bez rękawków, na to kamel z wodą (stwierdziłem , że bidon będzie słabym pomysłem bo picie zimnej wody nie należy do przyjemnych rzeczy w tak niskiej temperaturze, a woda w plecaku pod bluzą będzie ciepła ), lekka a zarazem bardzo ciepła bluza od Raso i na to cieniutka kamizelka, tak żeby mnie nie przewiało. Buty i rękawice oczywiście zimowe, pod kask ciepła czapka Tutu. Na sztycę mocuje solidny błotnik coby moje 4litery nie zmokły.

Przygotowania do startu zajęły mi tyle czasu , że nie było się już kiedy rozgrzać, kilka minut pokręciłem i na start. 11:00 ruszamy, od razu pod górę, wszyscy wiedzą że nie będzie lekko więc jedziemy spokojnie. Rękawy podwinięte, bluza i kamizelka rozpięta. Pod koniec podjazdu nawierzchnia z szutru zmieniła się w śnieg i lód. Chłopaki troszkę odjeżdżają, ale ja miałem jeden cel, jechać równo i spokojnie, bo przecież do pokonania ponad 70 km i 2700 w pionie, poza tym wiem że na zjazdach odrobię ‘’kilka’’ sekund. I tak też się stało, przed zjazdem rękawy na dół, bluza i kamizelka zapięta, można gonić.  W dół po śniegu a niżej po szutrach jadę dość szybko, błoto chlapie po oczach, jadę na pirata, jedno oko zamknięte , drugie i tak mało co widzi. Wyprzedzając kilka osób dojeżdżam do Tomka Leśniaka i w dalszą przygodę brniemy razem , dzięki Tomek!

Drugi z sześciu podjazdów na dziś pokonujemy razem. Na zjeździe który powinien dawać mi fun, cierpię strasznie, nie czuję palców u rąk, ciężko mi hamować, więc jadę jak wariat, po kamieniach i błocie tak, żeby tylko nie wylecieć z drogi (wszystko to za sprawą grubych zimowych rękawic , w których chwyt kierownicy jest słaby i trzeba się namęczyć, żeby nam jej nie wyrwało). Po zjeździe okazuje się, że przede mną już tylko jeden zawodnik z mega, a za mną dziura.  Kolejną rundę jadę spokojnie sam, pamiętając że ciepłota organizmu jest najważniejsza, wiec płynnie ją reguluję za pomocą w/w rękawów i zamków.

Na koniec drugiej rundy, na zjeździe wyprzedzając zawodników z hobby, zbytnio nie widząc gdzie jadę poprzez warstwę błota zalegającą mi w oczach popełniam błąd. Przy dużej prędkości wpadam przednim kołem na duży wystający kamień, od razu czuję że będzie kapeć . Na szczęście dzięki mleczku Trezado dziura się uszczelniła tak, że da się jechać. Dojeżdżam do parkingu przy starcie/początku rundy , tam pożyczam od kogoś pompkę  stacjonarną, bo swojej nie chce mi się wyciągać z plecaka (dziękuję za użyczenie), pompuję i jadę dalej.

W tym czasie dojeżdża mnie dwóch zawodników, w tym Tomek. W głowie chwila niechęci do jazdy przez kapcia, na szczęście szybko mija i na najbliższym zjeździe udaje mi się znowu odjechać – skutecznie, zwycięstwo dowiozłem do mety. Tam szybka rozmowa przed mikrofonem i szybko biegnę pod ciepły prysznic, żeby wypłukać błoto z oczu i oczywiście doprowadzić się do stanu czystości .

Podsumowując, nie ma złej pogody, są tylko źle dopasowane ciuchy, często zbyt grube które doprowadzają nas do tego że się przepacamy i później przez to marzniemy. Mój na szczęście trafny dobór ciuchów, do tego ciągłe rozpinanie/zapinanie zamków i podwijanie rękawów sprawił że ani przez chwilę nie było mi zimno.

Niech żałują nieobecni ,

których wystraszyła pogoda ,

Ci co byli nieustraszeni ,

To była super przygoda .

COMMENTS

DISQUS: 0