Amator donosi: “trochę znudzony maratonami wybrałem XCO”- Mała Liga XC, Józefów

Amator donosi: “trochę znudzony maratonami wybrałem XCO”- Mała Liga XC, Józefów

Amator donosi: “Tak, dzisiaj będę narzekał.” – Bike Maraton, Zdzieszowice
Amator donosi: pierwsze starcie z górami – Bike Maraton Polanica Zdrój
Amator donosi: “najcięższa trasa tego cyklu” – Bike Atelier MTB Maraton, Brenna
Amator donosi: “Błoto stwarza czasem pozory głębi” – Bike Maraton, Polanica Zdrój
Amator donosi: “Niech żałują Ci, którzy przestraszyli się deszczu!” – VLLTMR, Dąbrowa Górnicza

Na pierwszy start rozpoczynającego się sezonu wybrałem Małą Ligę XC rozgrywaną na Górze Lotnika w Józefowie. Był to dla mnie pierwszy start w jako takim XCO, wcześniej głównie maratony i obowiązkowo przełaje zimą. Zmiana z klasycznych maratonów podyktowana jest głównie lekkim znudzeniem tego typu zawodami i chęcią odkrywania czegoś nowego. Mieszkając na płaskim Mazowszu bardziej adekwatna wydawałby się zmiana nomenklatury z kolarstwa górskiego na kolarstwo leśne, ewentualnie: konkursową jazdę rowerem po polach i lasach. W przypadku XCO organizatorzy Małej Ligi udowadniają, że nawet w okolicach Warszawy da się poprowadzić ciekawą rundę dostarczając więcej emocji niż na popularniejszych maratonach.

Sama trasa usytuowana jest w okolicach wspomnianej już Góry Lotnika, na którą podczas wyścigu mamy przyjemność kilkakrotnie wjeżdżać. Runda licząca 3,4 km dostarcza wielu atrakcji: technicznych singli, odcinków piaszczystych czy fragmentów usłanych korzeniami.

Startuję w wyścigu na 6/7 rund w kategorii Elita. Elita elity odjeżdża na pierwszym podjeździe zaraz po starcie, gdzie mniej elitarna część elity (w tym ja) podbiega z rowerami. Czteroosobowa ucieczka jest poza moim zasięgiem, przez pierwsze kółko niewyraźnie migocze jedynie między drzewami stopniowo powiększając przewagę. Mi pozostaje uformować zgrany duet z bratem bliźniakiem i nie dać się zabić trudnościom trasy. Na pierwszym zjeździe usłanym nierównościami Leszek (brat bliźniak) gubi bidon. Mimo, że rywalizacja między nami jest zawsze zaciekła dzielimy się moim piciem, przekazując sobie bidon na nielicznych płaskich odcinkach trasy.

Dopiero podczas jazdy zaczynam uświadamiać sobie ekonomiczne uzasadnienie rowerów z pełną amortyzacją w miejscu, gdzie jako takich gór nie ma, bo to właśnie głównie zawodnicy jadący na fullach (w ilości trzech) w kategorii masters wyprzedają nas w trakcie wyścigu. Fajną rzeczą w wyścigach na stosunkowo krótkiej rundzie jest rosnący skill z każdym okrążeniem i możliwość optymalizacji trasy co korzystnie wpływa na czasy okrążeń. Mimo tego wąska trasa i niedawna przesiadka z przełajów (o znacznie węższych kierownicach) na MTB daje nam się we znaki, nie oszczędzamy drzew rosnących w pobliży trasy. Jeden z odważniejszych ataków Lecha na niewinne drzewa kończy się nawet upadkiem i rozbitym łokciem. Takie ryzyko jednak wliczyliśmy w cenę już przed startem. W zamykaniu oczu na zjeździe pomaga nam myśl, że mamy wykupione ubezpieczenie na zawody rowerowe, co z resztą wszystkim polecam.

Cały wyścig jedziemy we dwóch, robiąc po dwie zmiany prowadzącego na każdym kółku. Może nie jest tu taka ważna aerodynamika i opór powietrza jaki bierze na siebie pierwszy zawodnik, ale takie zmiany wprowadzają powiew świeżość. Przekorny los tym razem mi sprzyjał, w ostatni zakręt wchodzę przed Lechem, ten rozjuszony wizją bycia drugim wybiera wewnętrzną trajektorie pakując się na korzenie i przebija dętkę. Na metę wjeżdża już na flaku w tylnym kole i z kwaśną miną. Jak mówią: głupi mają szczęście, co możne również potwierdzić, że w tomboli po wyścigu jako pierwszy pada numer 112.

Podsumowując, zawody mi się bardzo podobały, zdecydowanie utwierdziły mnie w przekonaniu, że w tym sezonie skupimy się głownie na XCO. Osobiście nie jestem fanem tak późnych startów, bo wyścig zaczął się o 12:30, ale wszystkim nie da się dogodzić. Jasną sprawą jest, ze fenomen popularniejszych wyścigów MTB bierze się z dostosowania trasy do wszystkich rowerzystów, tak żeby nawet nie wprawieni amatorzy mogli spróbować swoich sił. Może też lepiej jest się pochwalić w poniedziałek w pracy, że było się np. 47 na 238 niż 7 na 39. Za to zdjęcia z Małej Ligi zdecydowanie pokazują, że sam przejazd takiej trasy to nie bułka z masłem i osobnik z takimi zdjęciami na Facebooku niczego się nie boi. XCO nie jest dla początkujących, ale bardziej wprawionym serdecznie polecam spróbować, bo zdecydowanie więcej frajdy i adrenaliny z tego płynie niż z „kolarstwa leśnego”

COMMENTS

DISQUS: 0