Maja Włoszczowska: Absa Cape Epic to największe wyzwanie w mojej karierze

Maja Włoszczowska: Absa Cape Epic to największe wyzwanie w mojej karierze

Absa Cape Epic – Etap IV
Plan na weekend 11/2019
[KONKURS] Wybieramy najlepsze zdjęcie ABSA Cape Epic 2013 – FINAŁ!!!
Plan na weekend 11/2018
ABSA Cape Epic 2019 – Prolog [wyniki]

Maja Włoszczowska już za dwa dni zadebiutuje w Absa Cape Epic – najtrudniejszym wyścigu etapowym MTB na świecie.

Przystąpi do niego bezpośrednio po bardzo udanym starcie w szosowym Tour of Good Hope, w trakcie którego wygrała trzy etapy i okazała się najlepsza w klasyfikacji generalnej. Jak sama przyznała, ostatnie chwile przed startem w, jak zwykło się to określać, „Tour de France świata MTB”, mijają jej niezwykle pracowicie.

Cape Epic uznawany jest za najtrudniejszy wyścig etapowy MTB na świecie. Skąd pomysł, by pojawić się na linii startu?

Absa Cape Epic to prawdziwa legenda świata MTB. Zawodnicy zgodnie twierdzą, że ten wyścig trzeba przejechać w swojej karierze przynajmniej raz. Mnie z kolei korciło, by te legendy zweryfikować, by przeżyć i posmakować tego wyścigu i mieć na jego temat własne zdanie. Na myśl o tej imprezie wielu dostaje gęsiej skórki, więc wiedziałam, że chcę pojawić się w Republice Południowej Afryki. Tym bardziej, że to nie tylko wielkie wyzwanie sportowe, ale i wydarzenie bardzo medialne.

Kiedy w Twojej głowie zakiełkowała idea, by w Absa Cape Epic zadebiutować? Kiedy zaczęła nabierać realnych kształtów?

Od zawsze najważniejsze dla mnie są starty w mistrzostwach świata, pucharach świata i igrzyskach olimpijskich. Ta ostatnia impreza od zawsze jest głównym priorytetem, więc nie pozwoliłabym sobie na start w Absa Cape Epic bezpośrednio przed Tokio. Już poprzedni sezon był idealny, by wreszcie spróbować. W 2018 roku, planowałyśmy z resztą start z moją ówczesną partnerką w Kross Racing Team, Jolandą Neff, ale z powodu jej kontuzji musiałyśmy odpuścić. Teraz pojawiła się z kolei możliwość startu z Ariane Luethi, z czego bardzo się cieszę.

Ariane to wielokrotna triumfatorka imprezy. Liczysz, że doświadczenie, które posiada pomoże wam w walce o najwyższe cele?

To zawodniczka, która ma bardzo podobny styl jazdy do mojego. Jesteśmy też rówieśniczkami, a wierzę, że rocznik 1983 jest naprawdę bardzo dobry. Okolica słynie z winnic i kto wie, może poszukam w jednej z nich wina właśnie z tego roku? (śmiech). Miejmy nadzieję, że po zakończeniu imprezy będzie nam towarzyszyć odpowiedni nastrój, by je otworzyć. Wracając jednak do Ariane, to doskonała zawodniczka, która, jak już mówiłam, prezentuje bardzo podobny styl jazdy do mojego. Być może odrobinę słabiej radzi sobie na podjazdach, ale za to jest bardzo mocna również w płaskim terenie. Z resztą, taki stan rzeczy może mi paradoksalnie… pomóc, bo pozwoli odrobinę oszczędzić siły. Nigdy nie zaliczyłam tak trudnej etapówki, a w wyścigach Cross Country jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że daje się z siebie wszystko od startu do mety. W Absa Cape Epic można łatwo przesadzić, i później – drogo za to zapłacić.

Już na początku roku mówiłaś o starcie w Cape jako „największym wyzwaniu w karierze” . Tuż przed startem czujesz już rosnącą ekscytację?

Prawdę powiedziawszy – nie ma na nią czasu. Za mną szosowy wyścig Tour of Good Hope, a obecnie trwają wytężone przygotowania do startu. Podczas treningów szlifuję nie tylko formę, ale i swoje umiejętności z zakresu serwisowania sprzętu, bo podczas etapów Absa Cape Epic pomoc mechaników jest w zasadzie wykluczona. Czas leci strasznie szybko, za moment będziemy na starcie. Bardzo się cieszę, że to już. Czuję się dobrze, oby tak pozostało jak najdłużej.

Za Tobą szosowe przetarcie w RPA, wygrany w znakomitym stylu Tour of Good Hope, podczas którego wraz z Ariane zaprezentowałyście nie tylko bardzo dobrą formę, ale i świetną, taktyczną współpracę. Podczas Absa Cape Epic taka współpraca może być chyba kluczem do sukcesu?

To była fajna nauka, bo na jednym z etapów ja pracowałam dla Ariane, na innym – ona dla mnie. Widać było, że w razie konieczności potrafimy schować własne ambicje do kieszeni i działać dla wspólnego dobra. I o to w Absa Cape Epic chodzi, bo tutaj obie zawodniczki muszą wjechać na metę razem, a przecież każdemu może przytrafić się kryzys i trzeba wiedzieć, jak na niego zareagować. Zgranie duetu jest bardzo ważne i cieszę się, że miałyśmy czas nie tylko potrenować, ale i się poznać, bo spędzamy ze sobą sporo czasu.

Twoja partnerka to bardzo mocna i utytułowana zawodniczka, ale staniecie do walki z naprawdę wymagającymi rywalkami. Który duet uważasz za najgroźniejszy?

Nikogo nie można lekceważyć. Jest wiele silnych, doświadczonych par, a większość naszych rywalek wystartuje w Cape już po raz któryś z kolei. Dla mnie to pierwszy start, więc pod tym względem mają na pewno przewagę. Ja za to mam tę przewagę, że jadę w parze z Ariane. Wierzę, że poradzimy sobie znakomicie. Gdyby jednak pokusić się o ocenę, najgroźniejszą parą wydaje się być Annika Langvad i Anna Van der Breggen. Obie niedawno jechały Strade Bianche i pokazały nieprawdopodobną moc. Gdyby szukać w świecie dwóch najsilniejszych zawodniczek, które można zestawić w duet na takim wyścigu, to byłyby właśnie one. Wygrać z nimi będzie nieprawdopodobnie ciężko, ale to Absa Cape Epic i my tanio skóry nie sprzedamy.

Po krótkim rozbracie z MTB powracasz na rower KROSS Earth. Jak spisuje się on w trudnych, afrykańskich warunkach?

Bardzo cieszę się, że po starcie na szosie, wróciłyśmy do MTB, tym bardziej, że trasy są absolutnie rewelacyjne i grzechem byłoby nie skorzystać z możliwości treningu na nich. Na Epic czeka nas kilka godzin w siodle, więc rower z pełną amortyzacją to absolutny „must have”. KROSS Earth z tutejszymi trasami radzi sobie świetnie i jestem przekonana, że pomoże nam na tyle, ile to możliwe, aby komfortowo i szybko przejechać wyścig.

Podczas odbywającego się w Republice Południowej Afryki wyścigu polska ekipa łączy siły ze Spur Steak Ranches. Zespół do rywalizacji przystąpi jako Kross-Spur Racing.

COMMENTS

DISQUS: 0