Karol Michalski (Pronghorn Racing) podsumowuje starty w Czechach i Francji

Karol Michalski (Pronghorn Racing) podsumowuje starty w Czechach i Francji

Komentarze postartowe 42/2014
Plan na weekend 39/2016
Bartosz Mikler (Victoria Jarocin Accent) najszybszy w Kartuzach i Laskowicach
Komentarze postartowe 3(2)/2014 – Bieganów
Tylko 2-3 takie dni w roku…

W sobotę startowałem po raz drugi w życiu w kolejnej edycji czeskiego pucharu w cyklokrosie – Toi Toi Cup. Kategoria C1 ściąga wielu zawodników zza granicy zbierających punkty do rankingu UCI. Dla mnie jeszcze trochę szybko by walczyć o czołowe miejsca, ale mam wielką frajdę ze startowania w takich wyścigach. Świetna organizacja, trasa, telewizja, naprawdę dobrze to wygląda u tych naszych południowych sąsiadów. Dwa tygodnie temu w Slanach po dobrym starcie, ktoś mnie zahaczył i wywrócił, przez co znalazłem się na samym końcu, a przede mną prawie 60 chłopa. Starałem się przejść ile się da, skończyłem na 23 miejscu, także w Kolinie chciałem się poprawić. Niestety na szybkiej trasie trochę przespałem początek, zrobiłem kilka błędów na piaszczystych sekcjach i ostatecznie skończyłem na 19 miejscu. ‘Tak se’, więc cel Top 15 na C1 wciąż przede mną!

Pierwotny plan na niedzielę zakładał pokazanie się na krajowym pucharze w Koziegłowach i sprawdzenie formy kolegów z naszego podwórka. I pewnie by tak było, gdyby w środę nie zadzwonił do mnie mój dobry czeski kolega Emil Hekele (obecnie jeden z najlepszych czeskich przełajowców, mimo że pesel mówi 1977…) i zapytał mnie: Karol, chcesz jechać na zavod do Francji? Długo się nie zastanawiałem i oczywiście się zgodziłem, nie wiedząc do końca na jaki to wyścig jedziemy. Okazało się, że wylądowaliśmy w Burgundii, niedaleko słynnego z musztardy Dijon, na zawodach Cyclo-cross d’Hauteville-lès-Dijon. Piękna okolica i pierwszy w tym sezonie kontakt z błotem. Wyścig był raczej małym wyścigiem, natomiast oprócz nas Słowian zostali też zaproszeni przełajowcy ze Szwajcarii, Belgii a wyjątkową postacią na liście startowej był mistrz olimpijski MTB z Sydney – Miguel Martinez. Ja byłem trochę nieprzygotowany na takie warunki, ponieważ zabrałem ze sobą tylko jeden rower, ale na szczęście udało się dojechać na 5 miejscu tuż przed wspomnianym mistrzem. Emil wygrał z łatwością, także w podróż powrotną na wschód wracaliśmy w dobrych nastrojach. Ciao!

fot. jmphoto

COMMENTS

DISQUS: 0