Piotr Truszczyński (Komobike Scott) – Metrobikes.pl MTB Cross Maraton, Masłów Ciekoty

Piotr Truszczyński (Komobike Scott) – Metrobikes.pl MTB Cross Maraton, Masłów Ciekoty

Michał Ficek (Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team) – Bike Adventure, Szklarska Poręba
Filip Atłas (72D Windsport powered by OSHEE) – Ochotnica MTB 4 Towers, Ochotnica
Bartosz Mikler: “To był bardzo ciężki weekend wyścigowy dla mnie.”

Jeszcze nie zamierzam składać broni i kończyć sezonu. Na sobotniego Garmina nie znalazłem transportu, ale nie żałuję. Niedzielny MTB Cross Maraton to był strzał w dziesiątkę. Pogoda świetna, trasa ciężka, wymagająca, interwałowa, na której znaleźć można było wszystko.. Od singli, szybkich zjazdów, stromych podjazdów, trawersów. Było gdzie się zmęczyć. Więc czego chcieć więcej. ?

Może to dla większości wystarczy, ale dla mnie liczyła się jeszcze mocna obsada. Na szczęście z tym też się udało i w rywalizacji o najwyższe lokaty miałem z kim powalczyć.

Rywalizacja stała na dość wysokim poziomie. Na starcie pojawił Tomasz Pierwocha – zawodnik z ogromną biografią w świecie Polskiego MTB z potężnym doświadczeniem i techniką nabytą przez dobre 20 lat ścigania oraz tandemowiec Michał Ładosz walczący o najwyższe trofea w Polsce i na świecie oraz jeden z czołowych Mastersów w Polsce, który co prawda “podobno” startował na rowerze MTB drugi raz w życiu :D Jednak ogromnej dysproporcji zjazdowej w porównaniu do mnie nie było widać :D To też miałem się z kim ścigać, bo mocy pod nogą Michał ma sporo..
Oczywiście dodając do grona faworytów jeszcze stałych uczestników ŚLR, co sprawiło, że stawka była przyzwoita i trzeba było trochę się namęczyć, by rozegrać ten wyścig na swoją korzyść.

Wiedziałem, że Michał będzie atakował od początku by wyrobić sobie przewagę przed trudniejszymi odcinkami trasy , jednak za wszelką cenę nie starałem się trzymać jego koła na pierwszym podjeździe. Widząc jednak, że Michałowi na kole jedzie Tomek nie mogłem pozwolić by obaj odjechali mi z pola widzenia. Po krótkiej rozgrzewce doskoczyłem do nich pod koniec sztywnego 10 min pierwszego podjazdu. I grzecznie ustawiłem się na kole rywali.

Wydawało się, że Michał przesadził z tak mocnym startem, bo zwolnił i został na chwilę z tyłu. Ja jechałem za Tomkiem zjazdy i próbowałem ogarnąć podłoże, które było najeżone ostrymi wystającymi z ziemi zaostrzonymi kamieniami, których na trasie było sporo, a chwila nieuwagi mogła skończyć się rozcięciem opony.

Gdy dogonił nas Michał jechaliśmy razem do podjazdu pod Klonówkę, gdzie Michał poczuł się jak ryba w wodzie i zrywając tempo starał się urwać nas na 9% asfaltowym 6 min fragmencie podjazdu. który trwał dobre 13 min.

Jednak nie było to dla mnie zabójcze tempo, choć Tomek spłynął dość szybko z koła i został z tyłu jadąc swoim tempem. Ja wjechałem pod ten szczyt za Michałem i kolejne zjazdy nie przemęczając się jechałem też na kole Michała, czekając na rozwój wypadków. Które z techniką Michała musiały gdzieś nastąpić :D. Po jakimś czasie dojechał do nas Tomek, który zdecydowanie nadrabiał techniką i we dwóch na asfaltowym szybkim zjeździe razem z Tomkiem podziwialiśmy odjazd Michała na -5% zjeździe w stylu Sagana, gdzie z niczego
wyrobił sobie tam z 10-15 sekund przewagi jadąc 60km/h przez prawie 2 minuty. Trzeba było to zniwelować na kolejnym podjazdach.

Spokojnie jechałem na kole Tomka czekając na kolejny podjazd, w czasie gdy Michał męczył się jadąc po odcinku w koleinach jako lider. Kontrolowałem Michała wzrokiem i gdy tylko pojawiła się kolejna spora górka, zmieniłem Tomka na prowadzeniu i przeskoczyłem do Michała zostawiając już Tomka na stałe na 3 pozycji.

Gdy na trasie pojawiła się mała sekcja XC i pierwszy tak stromy zjazd, Michał oznajmił że chce jeszcze żyć i puścił mnie bym go zjechał :D

W tym momencie uwierzyłem w swoje umiejętności techniczne i odwaliłem popisowy zjazd, (którego, gdyby nie Michał pewnie też bym nie zjechał, :] DZIĘKI :P ), po którym bez trudu uzyskałem przewagę dojeżdżając singlami do dłuższego fragmentu prostej, gdzie zjadłem i napiłem się na spokojnie, trochę czekając na Michała. Nie był to jeszcze czas na samotną jazdę. Gdy wjechaliśmy ponownie do lasu, na kolejnych technicznych stromych podjazdach widziałem, że Michał nie radzi sobie zbytnio z opanowanie roweru na luźnych kamieniach i na jednym z takich podjazdów podkręciłem tempo by sprawdzić, co tak naprawdę Michał ma jeszcze pod nogą i czy będzie chciał trzymać się koła.

Dość szybko zerwałem się i wyrobiłem minutową przewagę atakując każde bajoro na trasie, czego potem żałowałem, bo napęd cierpiał okrutnie. Jednak nie byłbym sobą, gdybym czegoś nie nawywijał i nie pomylił trasy. Całą przewagę roztrwoniłem wpadając na bufet, który 7 min wcześniej przejechałem jadąc krótką pętelkę trasy która prowadziła ponownie do bufetu, gdzie zamiast odbić w prawo, ja odbiłem w lewo ponownie na bufet, pytając obsługi gdzie prowadzi dalej trasa.

Na szczęście w międzyczasie gdzieś z krzaków wyjechał Michał i widząc gdzie on skręcił pojechałem za nim i tym sposobem wyścig zaczął się na nowo. Jednak już niezupełnie na nowo, bo z wiedzą potrzebną, by rozstrzygnąć ten pojedynek na moją korzyść.

Plan był prosty. Przeczekać na kole łatwiejszy fragment okrążenia, które pokonywaliśmy dwa razy, zaatakować na technicznym fragmencie jednego ze sztywnych podjazdów wykorzystując mojego Scotta z pełnym zawieszeniem, który na pośredniej blokadzie klei się do podłoża niesamowicie, wykorzystując swoją wytrzymałość na podjazdach w 100% bez zrywania przyczepności
i wyrobić sobie jako lider przewagę jadąc motywowanym przez jadących krótszy dystans zawodników :]

Plan zrealizowałem w 100%. Odrywając się od Michała kolejny raz tego dnia chyba lekko podłamałem jego morale, bo mimo pewnych problemów z napędem i brakiem najszybszych biegów za III bufetem przy wyjeździe na szutrówkę, na 15km prostej drogi do mety zrobiłem podobno 5 min przewagi. (Dzięki za analizę Rafał Kazana). Więc bardzo przyzwoicie :]

Po 2:54:15, 56.68 km i 1 548m przewyższenia wjeżdżam szczęśliwy na metę z pewną ulgą, częściowo zmazując plamę z ubiegłotygodniowej porażki na MP Masters. Jednak sezonu jeszcze nie kończę. Po prawdziwe odpokutowanie plamy z MP jadę na Finał Bike Maraton do Sobótki. I po tym maratonie mogę kończyć sezon.

Dzięki Slawomir Banasik za to, że zabrałeś mnie na ten wyścig, Twoja pomoc była nieoceniona .

PS. Miło było wrócić na Metrobikes.pl Mtbcross Maraton w roli faworyta. Motywowany przez masę osób na trasie, przed i po maratonie. Tego mi było ostatnio potrzeba, bym uwierzył w swoje umiejętności i odbudował się psychicznie .

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0