Bartosz Borowicz (Cozmobike Team) – Cisowianka Mazovia MTB Marathon, Józefów

Bartosz Borowicz (Cozmobike Team) – Cisowianka Mazovia MTB Marathon, Józefów

Bartosz Borowicz (APS Polska Cozmobike) – Mazovia MTB, Łódź
Bartosz Borowicz (APS Polska Cozmobike) – Mazovia MTB, Józefów
Bartosz Borowicz (APS Polska Cozmobike) – Mazovia MTB Maraton, Olsztyn
Bartosz Borowicz (Cozmobike Team) – Cisowianka Mazovia MTB Marathon, Puławy
Bartosz Borowicz (Cozmobike Team): “Koledzy zimy nie przespali…”

Wyścig w Józefowie był przedostatnim w sezonie 2018 w ramach Mazovia MTB. Generalki praktycznie wyjaśnione, ja swoją musiałem już “tylko” przyklepać” dla pewności. Udało się, kończę rywalizację na 2-gim miejscu Open po niesamowicie mocnej walce o przeżycie.

Jeśli są 2-gie miejsca bardziej wartościowe od niektórych 1-wszych, to to zdobyte w Józefowie było jednym z nich. Walka na finiszu z Patrykiem Piaseckim i Mateuszem Rejchem to niepodważalny zaszczyt i ciężka robota… :) W  życiu każdego trzepaka takie towarzystwo na podium to super satysfakcja.

Trasa w Józefowie już od kilku sezonów jest jedną z najlepszych w cyklu, biorąc pod uwagę odległość od Warszawy. Niestety w tym roku dystans PRO został skrócony do 63 km (jak cała reszta wyścigów na każdym dystansie), choć chyba nie ma sensu w tym wypadku narzekać, bo trasa i tak zdołała wykonać selekcję, a rywale uczynić wyścig bardzo wymagającym.

Początek należał do Patryka, który od razu po wjeździe do lasów na single i hopki nadał mocne, równe tempo. Po nim sytuację kontrolowało kilku zawodników, w tym mój teamowy, niezawodny kolega Kacper Cacko. Po kilkunastu kilometrach w czołowej grupce zostało nas już ~9 osób. Na którejś “zmianie” postanowiłem trochę podkręcić tempo, wykorzystując szybki singiel i kilka hopek. Po chwili na moim kole został już tylko Artur Mioduszewski, zaraz doskoczył Patryk Piasecki i Mateusz Rejch. Wystarczyło jeszcze trochę docisnąć, by nasza 4. osobowa ucieczka zupełnie zniknęła z oczu pozostałych zawodników.

Kolejne kilometry mijały głównie pod znakiem ataków Mateusza i Patryka, ja też coś tam próbowałem, ale nie porywałem się na próbę urwania Patryka i nie znałem możliwości Mateusza.

Z całej naszej długiej gonki do mety pamiętam dwa krytyczne momenty. Pierwszy to bardzo mocny atak Mateusza na jednym z dłuższych i piaszczystych podjazdów. Obrałem tu złą ścieżkę i niestety stanąłem dęba. Musiałem ostro gonić, co kosztowało mnie trochę sił. Trochę został za nami Artur, ale w końcu udało mu się do nas dołączyć.

Drugi moment, który miał być już moim zgonem, nastąpił na drugiej pętli na najbardziej wymagającym fragmencie trasy. Mateusz tu pocisnął, i w pewnym momencie, na kolejnej hopce i piachu, dosłownie na 2 metry przed “szczytem” po prostu mnie odcięło. Stanąłem praktycznie w miejscu, Patryk i Mateusz kontynuowali swój rajd. Zorientowałem się jednak, że za mną nie ma już Artura, musiał zostać trochę wcześniej. Uznałem, że nie mogę odpuścić w tej chwili.

Całe szczęście mam to do siebie, że nawet po ekstremalnym wysiłku, kiedy płuca rozrywają pięty a nogi uciekają do lasu, dość szybko dochodzę do siebie. Stanąłem w korby, zlekceważyłem ból i próbowałem dojść do uciekinierów. Ku mojemu zdziwieniu nie byli daleko i pomału, sukcesywnie kasowałem dystans. Na koło wjechałem im przed ostatnim, decydującym fragmentem wyścigu, czyli ostatnich singlach i wyrypach. 10 kilometrów fantastycznej zabawy. Tu udało mi się nieco odetchnąć, a i zabawa była przednia.

Ten długi i wymagający fragment kończył się wylotem na kilkaset metrów trzymającego szutru, który zakręcał 90* w prawo. Tam delikatnie pod górę ok 300 m, wprost na metę. Cóż, nie wypadało nie spróbować, po zakręcie każdy z nas rzucił chyba wszystko co miał. Patryk był najmocniejszy tego dnia, ja na dobrych ostatnio dla mnie finiszach wydarłem 2-gie miejsce.

Świetna trasa, mocni konkurenci, blisko domu, super zabawa i dużo satysfakcji z rywalizacji… Dla mnie bomba.

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0