Erik Aagaard (Team Rask Cykler): “Sudety MTB Challenge był prawdziwym wyzwaniem!”

Erik Aagaard (Team Rask Cykler): “Sudety MTB Challenge był prawdziwym wyzwaniem!”

[PR] 11. edycja Sudety MTB Challenge startuje już w najbliższą niedzielę!
Kalendarz Mazovia MTB Marathon 2018
Amator donosi: “RRRR!” – Bike Adventure #4, Szklarska Poręba

Moje przygotowania do wyścigu nie były zbyt dobre, ze względu na przeziębienie, które złapało mnie kilka dni przed samym startem.

Oczekiwania wobec tegorocznego wyniku były dosyć niskie, bo cały mój organizm dawał mi znać, że jest zmęczony po chorobie i długiej podróży do Sudetów z Danii. Mimo wszystko, zdecydowałem się sprawdzić trasę prologu w sobotnie popołudnie. Decyzja okazała się jedną z lepszych, ponieważ było kilka trudnych sekcji na trasie.

Start był wyznaczony na niedzielę, o godzinie 14:23, więc zapowiadała się dłuższa przerwa między śniadaniem, a startem wyścigu. Mój organizm nie wydawał się być w najwyższej formie, ale byłem zdeterminowany dać z siebie wszystko – co też zrobiłem. Nie szczędziłem sił na pierwszym podjeździe licząc, że zregeneruję się nieco na zjeździe. Okazało się to trudniejsze niż zakładałem, ponieważ zjazd był bardzo techniczny. Niemniej jednak miałem wystarczająco dużo energii żeby utrzymać moc na drugim podjeździe przed ostatnim zjazdem prowadzącym do mety. Po prawie godzinie w siodle udało mi się jako przekroczyć linię jako pierwszy. Teraz pozostało mi czekać i patrzeć czy ktokolwiek da radę pobić mój czas. O 17:00 wiedziałem, że wygrałem prolog, co okazało się ogromną ulgą. I wtedy wiedziałem, że będę walczyć.

Pierwszy etap był dość podobny do wersji z poprzednich lat. Wiedziałem, że ważne jest, żeby utrzymać się na przodzie kiedy trasa odbije z asfaltu na pierwszy podjazd. Dlatego plan na pierwszy etap był prosty: być na przodzie, nieważne co by się działo!

Kiedy wjechaliśmy na podjazd, byłem na prowadzeniu i zdecydowałem dać z siebie wszystko i spróbować stworzyć sobie przewagę. Na końcu podjazdu, miałem mniej więcej 1,5 min przewagi. Od tego momentu postanowiłem ciągle naciskać, ale niedługo potem natrafiłem na problem. Zacząłem odczuwać mocne skurcze brzucha, które oznaczały, że nie miałem wystarczająco energii na dalsze 40 km wyścigu. Na ostatnim podjeździe minęły mnie dwie drużyny ze względu na moje wyczerpanie. Ale zebrałem się w sobie i przekroczyłem linię jako pierwszy zawodnik w kategorii solo.

Następnego poranka byłem zmęczony i wiedziałem, że drugi etap do Bardo będzie bardzo wymagający. Dlatego wybrałem bardziej zapobiegawczą strategię. Pomysłem było podążanie za drużyną, która wygrała pierwszy etap. Po 18 km byłem na przodzie razem z prowadzącym zespołem i zmienialiśmy się przez całą długą na 25 kilometrów, techniczną sekcję na polsko-czeskiej granicy. Nawiasem mówiąc, był to bardzo przyjemny etap, z mnóstwem korzeni, skał, wymagających podjazdów i zjazdów. Na ostatnim podjeździe tego dnia byłem w stanie zostawić zespół w tyle przed zjazdem do Bardo, który zawsze udowadniał swoją trudność. W jakiś sposób udało mi się złapać gumę, ale zawziąłem się i udało mi się doczołgać do mety i uplasować na pierwszym miejscu.

Trzeci etap był najkrótszym etapem w tym roku. Ale nie oznacza to, że był łatwy. Wszyscy wystartowali jak dzicy, w szczególności Sönke Wegner (drugi w klasyfikacji generalnej) wyglądał na bardzo silnego i parł niczym diabli! Po długim singlu udało mu się zdobyć drobną przewagę, ale byłem w stanie dogonić go na najbliższym podjeździe razem z podążającą za mną drużyną. Ostatnie 30 km etapu obejmowało mnóstwo drobnych podjazdów i równie dużo singli. W pewnym momencie, mniej więcej 20 km od mety, zostawiłem Sönke w tyle wraz z prowadzącą drużyną. Utrzymywałem dobre tempo przez cały czas, aż do mety, żeby zdobyć kolejne zwycięstwo i zdobyć istotny czas w klasyfikacji generalnej, który okazał się przydatny kolejnego dnia.

Następnego poranka dowiedziałem się, że prowadzący zespół nie ukończył wyścigu przez wypadek i złamany obojczyk jednego z zawodników. Wtedy zdecydowałem, że spróbuję trzymać się za Sönke podczas 4 etapu, żeby utrzymać moją przewagę, która wahała się w okolicy 20 minut na początku etapu. Mniej więcej 30 km do mety 4 etapu złapałem gumę jadąc za Sönke na zjeździe. Mój bezdętkowy płyn nie był w stanie uszczelnić opony, więc musiałem się zatrzymać i założyć dętkę. Oznaczało to, że od teraz musiałem jechać bardzo ostrożnie na zjazdach żeby uniknąć kolejnych dziur. Prócz gumy, zgubiłem też swój bidon, co wiązało się z jazdą 15 km bez wody, dopóki nie wezmę nowego. W normalnych warunkach przejechanie tej odległości bez picia nie wydaje się niczym trudnym, ale w piekącym słońcu i 30 stopniach sprawa nie miała się już tak kolorowo. Nigdy nie cieszyłem się z wody tak bardzo, jak tego dnia. Z nowym bidonem poświęciłem ostatnie 15 kilometrów na nadrabianie strat, ale nadal musiałem zwalniać na zjazdach. Udało mi się przekroczyć metę jako 4, ale z 7 minutami do pierwszego zawodnika. To oznaczało, że moja przewaga w klasyfikacji generalnej zmalała do 13 minut na początku ostatniego etapu.

Taktyką podczas ostatniego etapu było utrzymanie przewagi w klasyfikacji, a jaki jest najlepszy sposób na obronę? Atak.Tak też zrobiłem. Na pierwszym podjeździe wszedłem na ciężkie, ale równomierne tempo, żeby stworzyć przewagę i złamać morale innych zawodników. Po uzyskaniu zapracowanej przewagi jechałem bardzo ostrożnie na zjazdach i dawałem z siebie wszystko na podjazdach. Wygrałem ostatni etap z dość dużą przewagą i wygrałem w klasyfikacji generalnej.

Teraz mogę wrócić myślami do tego tygodnia z dużą dawką cierpienia, ale także cudownymi singlami w ramach nagrody. Co to był za wyścig! Trasa była wyzwaniem, ale nie była za trudna, żeby zrezygnować. Liczba kilometrów spędzonych na asfalcie i szutrach była zmniejszona w porównaniu do ostatnich lat, co większość z nas odczuła jako pozytywną zmianę. To już czwarty raz, kiedy biorę udział w tym wyścigu i muszę przyznać, że tegoroczna trasa jest zdecydowanie najlepszą, na jakiej miałem okazję startować. Jedyne co mogę zrobić, to polecić tę trasę na następny sezon startowy. Większość osób startuje tu na fullach, ale można sobie też poradzić na rowerze HT z dropperem.

fot. Sudety MTB Challenge / BikeLife

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0