“Czuję się tu jak wśród swoich” – Dariusz Poroś, o nowej drużynie i nie tylko

“Czuję się tu jak wśród swoich” – Dariusz Poroś, o nowej drużynie i nie tylko

[PR] Udany początek sezonu Romet Racing Team
Dariusz Poroś (Romet MTB Team) – II Puchar Strefy MTB Sudety – Bielawa
Magia etapówek Beskidy MTB Trophy oraz Sudety MTB Challenge

Dariusz Poroś od ponad 20 lat związany jest z kolarstwem górskim, w Polsce znany przede wszystkim z wygranych w największym cyklu maratonów MTB Bike Maraton oraz walki w wyścigach etapowych.

Ma tak wiele na głowie i pełni tyle funkcji, że z podziwem można patrzeć na to jak uporządkowane życie prowadzi jako pracownik naukowy, zawodnik, trener, mentor, dziennikarz, tester sprzętu, ojciec wspaniałej córki Karoliny i mąż wyrozumiałej Kasi. W 2018 roku, ku zaskoczeniu wielu, oficjalnie zasilił szeregi drużyny Mitutoyo AZS Wratislavia z Wrocławia, z którą był związany już wcześniej 10 lat temu. Zapraszamy do przeczytania wywiadu, który przeprowadził Maciej Mikołajczyk.

W obecnym sezonie ścigasz się w barwach Mitutoyo AZS Wratislavia Wrocław. Co zdecydowało o twoim przejściu do tego teamu?

Dariusz Poroś: Jeśli chodzi o moją jazdę w tym klubie, to jest to dla mnie pewnego rodzaju powrót. Kiedyś byłem założycielem sekcji kolarskiej na Politechnice Wrocławskiej. Jednym z moich podopiecznych był wówczas Kamil Dziedzic, który jest obecnie menedżerem tego teamu i po latach zaproponował on mi funkcję przede wszystkim trenera, ale także zawodnika. Jestem w tej drużynie ze względu na możliwość współpracy z młodymi ludźmi oraz realizowanie swoich sportowych ambicji. Bardzo mi ta oferta przypadła do gustu. Muszę przyznać, że czuję się trochę jak u siebie. Wróciłem w pewnym sensie na stare śmieci. Praca z młodzieżą daje mi dużo radości, a szczególnie, gdy obserwuję jej efekty, czyli coraz lepsze wyniki moich podopiecznych na wyścigach (srebrny medal MP XCO Dominika Dańkowskiego czy 4. miejsce sztafet drużynowych na tegorocznych MP w Mrągowie) oraz ich rosnące zaangażowanie w kolarstwo.

Jesteśmy świeżo po wygranej przez ciebie w parze z Łukaszem Klimaszewskim etapówce Sudety MTB Challenge – czy to jest Twój największy dotychczasowy sukces?

– Niewątpliwie jest to spory sukces, siedem (7) razy startowałem w Sudety MTB Challenge, najtrudniejszej etapówce MTB w Polsce i śmiało można powiedzieć, że jednej z bardziej wymagających na świecie, ale dopiero teraz w parze z Łukaszem Klimaszewskim wygrałem. Tych sukcesów było więcej, wygrane w pojedynczych zawodach MTB w Polsce czy regularne zwycięstwa w klasyfikacjach generalnych największych cykli maratonów MTB, jednak w ostatnim czasie to faktycznie zwycięstwo w Sudety MTB Challenge to największy z sukcesów sportowych. Co ważne do tych sukcesów zaliczam także te trenerskie, jak ostatni medal Mistrzostw Polski juniorów czy miejsce tuż za podium sztafety drużynowej.

Co jest w twoim obecnym klubie, czego nie było w Romet MTB Team?

– Jeśli chodzi o sam zespół Mitutoyo AZS Wratislavia, to jest to drużyna bardzo zróżnicowana. Mamy tu zawodników bardzo młodych, są studenci i są kolarze i kolarki profesjonalnie startujący w wyścigach cross country oraz w maratonie MTB. Myślę, że dlatego znalazło się w tym teamie miejsce także dla mnie. Mogę wielu osobom pomóc swoim doświadczeniem. W związku z moją pracą na uczelni mam umiejętność dzielenia się wypracowaną wiedzą. Myślę, że dobrze odnajduję się w tej ekipie, która mnie szybko zaakceptowała. Z kolei Romet MTB Team, gdzie spędziłem dwa sezony, był drużyną półprofesjonalną. Mieliśmy wyznaczone cele, budżet i byliśmy oceniani w zależności od realizowania naszych założeń. Sytuacja tam była dosyć prosta. Nie dzieliliśmy się specjalnie wiedzą i doświadczeniem. Nasza praca polegała na realizacji ambitnych celów oraz odpowiednim przygotowaniu do sezonu. Zespół ten radził sobie świetnie i byłem dumny z tego, że mogłem tworzyć tę drużynę. Bardzo mile wspominam spędzony w niej czas, z kolei moją jazdę w Mitutoyo mogę nazwać misją, którą jest dzielenie się swoim doświadczeniem i wiedzą. Staram się to robić jak najlepiej. Myślę, że drużyna to docenia. Nie można obu tych ekip specjalnie porównać. Romet MTB Team był zespołem na maratony, natomiast mój obecny klub specjalizuje się w pracy z młodzieżą oraz ściganiu na krótkich rundach, co bardzo mi odpowiada, ponieważ lubię dynamiczne wyścigi.

Tegoroczny sezon na poważnie zacząłeś od występu w Pucharze Czech w Pradze. Jesteś zadowolony z jedenastej pozycji, czy czujesz pewien niedosyt?

– Sezon rzeczywiście rozpoczęliśmy niezwykle ambitnie. Osobiście jestem zadowolony z osiągniętego tam rezultatu. Był to jeden z moich pierwszych startów w cross country po dłuższej przerwie. Jak już wspominałem, jestem specjalistą od dłuższych dystansów bądź wyścigów wieloetapowych, jednak rywalizacja na krótkich rundach daje mi sporo satysfakcji, bo na pętli można wykazać się doskonałymi umiejętnościami technicznymi oraz dynamiką. Liczę, że moje wyniki będą z biegiem czasu coraz lepsze.

Jak oceniasz swój występ i trasę przygotowaną przez Czechów?

– Trasa przygotowana przez organizatorów bardzo mi się podobała. Było na niej wiele efektownych technicznych przeszkód, których pokonanie na pierwszy rzut oka jest piekielnie trudne. To powoduje, że nasze ściganie jest ciekawsze, a kolarstwo górskie zyskuje, kiedy jest więcej widzów. Gdy jest hałas na trasie, to wtedy zawodnicy dają z siebie jeszcze więcej. Zmagania w Pradze były świetnie zorganizowane pod względem logistycznym. Trasa dawała możliwość podziwiania wielu trudnych odcinków z jednego miejsca. Kibice nie musieli się wiele przemieszczać, by bacznie obserwować walkę i emocje na trasie.

By startować w maratonach czy XCO potrzebny jest nie tylko sprzęt i trening, ale także odpowiednio bogata w węglowodany dieta. Jak wygląda twoje codzienne menu? Co jesz przed startem?

– Nie jestem najlepszym przykładem, jeśli chodzi o dietę sportowca. Uwielbiam pić ogromne ilości kawy, rano na śniadanie jem płatki owsiane, a przed startem pochłaniam mocno kaloryczne batoniki. W naszym ulubionym ośrodku przygotowań Ski&Bike House w Stroniu Śląskim mam nawet własną filiżankę do kawy. Mimo wszystko dbam o dietę, aby była zróżnicowana. Dodatkowo owoce, warzywa i węglowodany chłonę w przemyślanych ilościach. Nie objadam się słodyczami. Myślę, że w obecnych czasach wszyscy chcą być fit. Mam swoje sprawdzone metody i wiem, że każdy organizm jest inny.

Co robi Darek Poroś, gdy nie zajmuje się kolarstwem? Twoją drugą pasją jest dziennikarstwo.

– Mało kto wie, ale jestem wykładowcą Politechniki Wrocławskiej. Zdobyłem na niej tytuł doktora inżyniera i pracuję jako adiunkt. Zajmuje się wykładami i laboratoriami przygotowanymi dla studentów obcojęzycznych w ramach programu Erasmus. To jest moja główna praca i bardzo ją lubię, ponieważ dzięki niej poznaję wielu młodych, ambitnych i zdolnych ludzi z różnych krajów i kultur. Oczywiście pracuję również jako naukowiec i aktualnie myślę o habilitacji. Dziennikarstwo też jest moją pasją. Czuję się bardziej jako ekspert w temacie treningu i sprzętu, tam gdzie się udzielam. Złamałem przeszło dwadzieścia ram rowerowych, jeżdżąc na nich wyczynowo. Jestem w stanie o rowerach, o ich geometrii i stosowanych materiałach sporo powiedzieć. Męczą mnie za to teksty marketingowe, bo firmy przygotowują z reguły ofertę, gdzie niekoniecznie są prawdziwe nowości i udoskonalenia.

Teraz można łatwiej zrozumieć, dlaczego od lat startujesz w Akademickich Mistrzostwach Polski MTB, które w połowie maja odbyły się w Chorzowie. Jak oceniasz tam swój start?

– Jest mi niezmierni miło być w drużynie Politechniki Wrocławskiej, która wywalczyła złoty medal AMP i chociaż w małym stopniu się do tego przyczynić. Jeszcze rano przed zawodami motywowałem chłopaków – studentów, że nie ważne jest kto jaką ma nogę i dzień, tylko jedzie się do końca, bo oprócz wyników indywidualnych liczy się także wynik drużynowy. Osobiście pojechałem tyle ile mogłem, dałem z siebie wszystko i w dyspozycji na ten czas, wystarczyło to na lokatę w pierwszej piętnastce, predyspozycje u mnie do XC powoli się wyczerpują i nie jestem w stanie już walczyć z samą czołówką cross-country, ale skurcze w nogach czułem na każdym podjeździe ostatniej rundy, więc był zapiek do samego końca – na każdym okrążeniu kogoś wyprzedzałem, był to dobrze pojechany przeze mnie wyścig.

Jak rozpoczęła się twoja przygoda z kolarstwem? Od razu złapałeś bakcyla?

– Moja miłość do roweru górskiego zrodziła się wraz z wycieczkami, na które jeździłem zwykle wspólnie ze starszym bratem. Dla niego były to wyprawy, dla mnie prawdziwa katorga. Myślę, że kształtowało to po części mój charakter i zamiłowanie do jazdy na rowerze. Jeśli chodzi o rower górski, to z pewnością poczucie wolności, jakie on daje, zauroczyło mnie już od najmłodszych lat. Uwielbiałem wsiąść na dwa kółka, zdecydować samemu, po jakim terenie będę się przemieszczał, czy będę zdobywał góry, czy może jadę do lasu, jaką wybiorę prędkość. Od początku podziwiałem kolarzy górskich wspinających się po stromych zboczach w wysokich górach. Oglądałem z otwartą buzią relacje z terenowej wersji Tour de France VTT. Jak tylko w Polsce pojawiły się etapówki MTB to wpisałem Sudety MTB Challenge na listę celów długookresowych. Potrafiłem bardzo szybko nauczyć się rowerem bawić i ta umiejętność została mi do dziś. Uważam, że to jest tajemnica, dlaczego uprawiam ten sport tak długo .

Jak spełniasz się w roli trenera? Jak zachęcasz młodzież do pójścia w twoje ślady?

– Moja praca trenerska wynika z niszy jaka jest na rynku. Mamy bardzo wielu ekspertów internetowych, którzy budując swoją stronę lub fanpage, dbają o jak najwięcej „lajków” i nazywają siebie trenerami, choć nie posiadają żadnych dokumentów ani odpowiedniego doświadczenia, ale ludzie z ich usług korzystają. Ja jestem takim trenerem, który wypełnia tę lukę, jedzie z zawodnikiem na trasę do lasu i robi wszystko, by jego podopieczny jeździł szybciej i się nie wywracał. Kolarstwo górskie jest pod względem technicznym coraz bardziej wymagającą dyscypliną, gdzie pokonywanie przeszkód wymaga coraz większego wysiłku. Jestem pełen podziwu dla drobnych dziewczyn, które wyczynowo startują w cross country i widzę, jak doskonale one radzą sobie na tych wielkich skałach. Odnajduję się najbardziej w tych treningach, kiedy mam bezpośredni kontakt z zawodnikiem. Korzystamy oczywiście z pomiaru mocy i różnych nowinek. Im bardziej da się trening kontrolować, tym szybciej w razie potrzeby można go odpowiednio zmodyfikować. Trening prowadzony jest tak, by w trakcie regeneracji zyskać superkompensację i trafić z nią na zawody. To się udaje i w tym pomagają te wszystkie narzędzia, ale nic nie zastąpi kontaktu z kolarzem, kiedy widzimy, jakie ma słabe strony i jesteśmy w stanie szybko mu pomóc, podpowiedzieć co powinien udoskonalić.

Można tą filozofię treningową sprowadzić do pewnej teorii?

– Wyznaję trochę taką teorię łańcucha, gdzie najsłabsze ogniwo, jak poprawimy, to zmienia się bardzo wiele, a kiedy doskonalimy tylko FTP czy inne naukowe pojęcia “z software’u”, to nie ma to aż tak bezpośredniego wpływu na zawodnika, który “w realu” musi pokonywać pełne korzeni górskie podjazdy czy trudne sztuczne przeszkody w rywalizacji cross country.

Jak mobilizujesz swoich podopiecznych do większego wysiłku?

– Jeśli chodzi o motywowanie zawodników na treningach, to staram się sam świecić przykładem. Przykładem jest mój tegoroczny start w Mistrzostwach Polski w drużynie, gdzie razem z moimi podopiecznymi wywalczyliśmy czwarte miejsce, a ja pomimo problemów sprzętowych dałem z siebie wszystko. Uczę ich co znaczy „cierpieć godnie”, czyli „nie pękamy, jedziemy dalej, nogi nie odpadły” :-). Uczę ich przede wszystkim odpoczywać, ponieważ młodym zawodnikom nie brakuje pasji i zaangażowania w treningu. Dbam, aby ćwiczenia były jak najbardziej efektywne, a następnie tłumaczę im zasady regeneracji, żeby wiedzieli, jak ważny jest sen i dobre odżywianie. Sami widzą postępy, jakie czynią i to daje im kopa do dalszej pracy.

Jaka jest obecna kondycja polskiego kolarstwa górskiego? Jaką przyszłość wróżysz twojej ukochanej dyscyplinie w naszym kraju?

– Jeśli chodzi o obecny poziom kolarstwa górskiego w Polsce, to chyba nie było nigdy gorzej, co nie znaczy, że nie może być lepiej. Jest to dyscyplina olimpijska. Mamy w MTB wicemistrzynię IO Maję Włoszczowską, mamy na szosie medalistę IO Rafała Majkę, mamy mistrza świata Michała Kwiatkowskiego. Działacze nie potrafią tego jednak wykorzystać. Są to stracone szanse. Jest to zmarnowany czas. Jako klub padliśmy ofiarą tej najgorszej kondycji PZKolu. Nasz zawodnik wyjechał na Mistrzostwa Europy klubowym autem i z pieniędzy klubowych, choć wcześniej pracowaliśmy na cel, którym było zakwalifikowanie się na wyjazd kadrowy na tą imprezę, jednak na dzień przed wyjazdem związek odwołał wyjazd z braku finansowania. Recepta jest chyba tylko jedna: każdy powinien skoncentrować się na swojej pracy i to wcześniej czy później, przyniosłoby plony- zwłaszcza jeśli będzie szersza kadra. Obecnie brakuje sponsorów do współpracy z kolarstwem. Struktury Polskiego Związku Kolarskiego są na tyle słabe, że nawet ministerstwo nie chce z nim działać. Trzeba szukać sponsorów z zewnątrz, spoza branży. Życzę sobie, żebym doczekał się tych czasów, w których będziemy mogli być z tego związku dumni.

Czego życzyć Ci na koniec rozmowy?

– Chciałbym jak najlepiej łączyć pracę trenera z pracą naukową i przede wszystkim byciem głową rodziny. Czas spędzony z zawodnikami jest super, ale nie wyobrażam sobie mojego życia bez rodziny. Odnajduję się jako ojciec. Moja ukochana córka interesuje się rowerami, nie nakłaniam jej do kolarstwa, ale jeśli ma ochotę na przejażdżkę, to nigdy jej nie odmawiam, choćbym był po najcięższym treningu. W tym miejscu chciałbym też podziękować żonie Kasi za cierpliwość i nieocenioną pomoc dzięki którym mogę realizować się w pracy trenera. Jeśli chodzi o sportowe osiągnięcia, to po zwycięstwie w drużynie z Łukaszem Klimaszewskim na SUDETY MTB CHALLENGE, pragnę na kolejnych etapówkach powalczyć o podium.Poza tym byłbym szczęśliwy widząc motywację i pełne zaangażowanie swoich podopiecznych. Dziękuję bardzo za wywiad.

Wywiad z Dariuszem Porosiem przeprowadził Maciej Mikołajczyk

Cały wywiad na www.mitutoyo-team.pl

fot. sudety mtb challenge / bikelife.pl

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0