Łukasz Klimaszewski (Mitutoyo AZS Wratislavia) – Extreme MTB Challenge, Głuszyca

Łukasz Klimaszewski (Mitutoyo AZS Wratislavia) – Extreme MTB Challenge, Głuszyca

Sudety MTB Challenge – widok spoza trasy
Tego lata w Głuszycy. Trek Extreme MTB Challenge – 100km i 4000m w pionie
Mikołaj Jurkowlaniec (IM Motion Specialized Skoda Gall ICM) – Extreme MTB Challenge, Głuszyca
Trasa i profil Trek Extreme MTB Challenge 2018
Wyniki – 30-31 lipca 2016

Trasa była przepiękna! Mogę to napisać pogrubioną kursywą i jeszcze podkreślić wężykiem. Jeśli ktoś startuje w Pucharze Strefy MTB Sudety, to zna te klimaty. Tym razem było podobnie, tylko „bardziej”. W dodatku na dystansie 100 km. Nagle okazuje się, że jednak się da. Da się zrobić maraton GIGA na jednej pętli. Da się wytyczyć bezkompromisową trasę i uzgodnić ją z kim trzeba. Da się wytyczyć szlak 100 km i 4000 metrów w pionie po w sumie niezbyt wysokich i niczym nie wyróżniających się górach. I to bez pięciokrotnego wjazdu na Wielką Sowę. Wyrazy uznania dla organizatorów. Tym bardziej, że po rozmowie na mecie wiem, że cała impreza powstała dzięki niewielkiej grupce lokalnych działaczy.

Tego typu wyzwania są tym, co najbardziej kocham w kolarstwie górskim. Na kilka godzin zamykam się w swojej „bańce”. Tylko ja, rower i trasa do pokonania. Zaangażowanie 100% swoich możliwości fizycznych i siły woli, aby pokonać ostatnie kilometry. Jest to piękny sprawdzian całokształtu przygotowań treningowych. Już nie tylko W/kg w jakimś przedziale czasu. Wobec gór nie da się blefować i bezwzględnie weryfikują wykonaną pracę. Nie ćwiczyłeś na siłowni, olewałeś martwe ciągi, przysiady itp? Po czterech godzinach ból w plecach będzie nie do zniesienia. Jedziesz nieekonomicznie, nie dbasz o żywienie? Brak tych kilkuset kcal na ostatnich kilometrach będzie bolesny. Nawet taki bzdurny szczegół, jak ćwiczenie sprężynką dłoni, stojąc w korku w aucie zdaje się przydatny, gdy pod koniec na zjazdach już się nie widzi i nie myśli.

W liczbach wyścig mogę podsumować tak:

Dystans 101 km, przewyższenia 4062 m (po korekcji wysokości na mapie). Średnia prędkość niecałe 17,5 km/h, chyba najlepiej pokazuje, że nie była to gonka szutrostradami. Wyścig kosztował mnie niemal 350 TSS – już widzę wpisane treningi na przyszły tydzień i nie wiem jak je przeżyję, gdyż bomba na razie mnie obezwładniła. Wykonana praca, ponad 4 000 kJ.

Zwycięstwo w takim wyścigu smakuje wspaniale. W końcu coś się udaje. Po tylu latach treningów. Płacenia frycowego. Wielu straceńczych startach „po doświadczenie”, podczas których robiłem za „ruchomą przeszkodę” dla ścigającej się czołówki. W ramach swoich amatorskich możliwości, ograniczonych czasowo i finansowo, starałem się jednak wycisnąć ile się da. Czerwiec stał pod znakiem „jednodniowych klasyków”. Zacząłem udanym Malevilem, kończę zwycięstwem w Głuszycy. Lipiec zapowiada się jako miesiąc etapówek – Sudety MTB Challenge.

Podziękowania dla Kamila za obsługę na trasie. Miałem wrażenie, że trafiam na niego na każdym podjeździe. Bez dostawy moich ciasteczek ryżowych chyba bym nie dojechał.

Wynik nie byłby dobry bez skutecznego planu treningowego od Daniela Paszka. Drugi rok współpraca układa nam się bardzo dobrze i są rezultaty. Gdy zobaczyłem treningi na tydzień przed startem, myślałem, że jadę na samobója i pewną bombę. Okazało się jednak, że wręcz przeciwnie, wszystko zagrało i na starcie dyspozycja była doskonała.

fot. foto-adamczyk.pl

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0