Hat-six zawodników Trezado na Cisowianka Mazovia MTB Marathon w Piasecznie

Hat-six zawodników Trezado na Cisowianka Mazovia MTB Marathon w Piasecznie

Artur Mioduszewski – Trezado BikeTires.pl – Mazovia MTB / PP XCM – Olsztyn
[PR] DMP MTB Amatorów: dominacja BSA Pro Tour
Artur Mioduszewski (Trezado BikeTires.pl) – PP XCM – Jelenia Góra
[PR] Poland Bike Marathon: 600 kolarzy w Sochaczewie!
Artur Mioduszewski (Trezado BikeTires.pl) – Poland Bike Marathon – Marki

Piaseczno nie jest może w naszych oczach najbardziej pożądanym z kolarskich ekosystemów. Lepiej czujemy się w bardziej pofałdowanym środowisku, ale co robić – walcząc o generalkę nie możemy odpuszczać żadnej edycji. Na poprzednich wyścigach mieliśmy trochę kłopotów technicznych oraz niedyspozycji w składzie, więc biorąc pod uwagę warunki na trasie w Piasecznie nie spodziewaliśmy się, że będziemy tutaj rozdawać karty. Niemniej mobilizacja w drużynie pełna, duch bojowy, świetna atmosfera, a Dyrektor Sportowy – Daniel Pepla każdemu przydzielił zadanie i przygotował taktykę na wyścig. Wyścig blisko stolicy, pogoda piękna co podnosiło frekwencję i nie ułatwiało walki o zwycięstwo, w końcu każdy chciał się pokazać u siebie.

Trasa nie należała raczej do tych epickich, Piaseczno to jeden z monumentów podwarszawskiego MTB ;) Tym razem zawodnikom oszczędzono kąpieli w pokładach czarnego błota, a średnie czołówki na poziomie 30km/h najlepiej charakteryzują specyfikę tej imprezy.

Nasi zawodnicy nie byli może najliczniejsi na trasie, ale dzięki koncertowej jeździe i współpracy świetnie odnaleźli się na podium, szczególnie na jego najwyższych stopniach. Nie było jeszcze chyba takiej edycji, żeby jedna drużna wygrała Open wszystkie dystanse – długi, średni i krótki, i to zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn, czego wszystkim moim zawodnikom serdecznie gratuluję. W końcu Trezado uszczelnia najlepszych :)

Michał Świderski – Kierownik Ekipy Trezado


Dystans Fit


Antoni Świderski


Na kolejny etap Mazovii jechałem pozytywnie nastawiony, ze świadomością że będę startował z pierwszego sektora co pozwoli mi na walkę z czołówką od samego początku. Tak też się stało, od początku jechałem z przodu, przez cały wyścig kontrolując sytuację, aż do samego końca.

Wiedziałem że jeśli pierwszy wjadę na stadion (na którym była meta), wystarczy tylko nie dać się wyprzedzić. Dlatego na ostatnim singlu nie bez przeszkód wyjechałem na pierwszą pozycję, na finiszu nie pozwoliłem nikomu się dojechać, co pozwoliło zająć mi 1. miejsce open na dystansie Fit. Co prawda startując na tym dystansie nie walczyłem o punkty do klasyfikacji generalnej dla drużyny, ale dostałem zadanie przywieźć wygraną Open i dodatkową satysfakcją dla mnie było, że udało mi się założenia zrealizować.


Marcelina Świderska


Startowałam z drugiego sektoru i wiedząc, że w pierwszym sektorze nie ma żadnej kobiety musiałam skupić się na pilnowaniu koleżanek z mojego oraz dalszych sektorów. Wszystko poszło zgodnie z planem i od startu, aż do finiszu nie widziałam żadnej kobiety. Jechałam z samymi Panami w grupie, od czasu do czasu przechodząc po kole do przodu zawstydzając trochę kolejnych zawodników :) . Na finiszu docisnęłam pedały i dałam z siebie wszystko. Zajęłam 1 miejsce z kobiet open na dystansie Fit.


Dystans 1/2 Pro


Daniel Pepla


Kultowa trasa MTB w Piasecznie przyciągnęła jak zwykle całe tabuny miłośników długiej prostej. Poupychani w sektorach startowych zawodnicy niemal skwierczeli jak skwarki w promieniach saharyjskiego słońca. Tłum, duchota i perspektywa tumanów kurzu wzbijanych przez rowery rozpędzone do 40km/h nie nastrajały zbyt optymistycznie. Większość zawodników teamu Trezado preferuje warunki XC, jednak postanowiliśmy przyjąć to wyzwanie i spróbować ugrać cokolwiek.

Pełen sektor, my w trzeciej linii, dynamiczny start, asfaltowa prosta i tuż przed skrętem w leśną dróżkę przeciskam się do przodu. Jest to jedyna słuszna decyzja, odwracam się, z tyłu czarna ściana pyłu i czerwień koszulek naszych rywali. Tempo wzrasta, ale zwarta grupa mknie niczym lokomotywa, nikt nie chce puścić koła. Jedna, druga kraksa tylko na chwilę rozbija szyk, lecz po chwili wszystko wraca do normy. Wszelkie naiwne próby ataków kończą się niepowodzeniem i dopiero w drugiej części trasy zaczyna formować się czołówka z przyklejonym długim warkoczem ciężko dyszących zawodników. Na czele morderczą robotę wykonuje Kacper z Cosmo Bike za plecami prowadząc Bartka, kolegę z teamu. Trzymam się tuż za nimi z Arturem i dalej jeszcze kilka znajomych twarzy, ale czerwone koszulki nikną gdzieś z tyłu w zakurzonej przestrzeni. Robota Kacpra przynosi zdumiewające efekty i już nie tak wielka grupa dzieli się na rozjeździe. Do mety 1/2 lecimy w pięciu, mam jednak do pomocy Jacka i zaczynam powoli ogarniać taktykę. Kila razy atakuje dość silny rywal, jednak to lekceważę i dopiero po kolejnym dłuższym skoku zaczynamy równo gonić po zmianach. Na 1km do mety mamy go na widelcu i teraz ja atakuję uciekiniera tuż przed singlem. Dokładam parę metrów i na stadionie nie ma szans by mnie dopaść. Po chwili na metę wpada Jacek i cieszy się z mojej wygranej, jak by to on wjechał pierwszy. Budujący widok. Dzięki stary;)

Ale budujących chwil dopiero początek. Okazuje się, że nasza młodzież Marcelina i Antek ogolili dystans FIT. Iza wygrywa 1/2Pro, a niecierpliwie wyczekiwany dystans PRO pada łupem Artura i Uli. Na płaskim, szybkim wyścigu, obcym dla nas podwórku zgarniamy 6 zwycięstw OPEN!!! Prawda, że budujące :)


Izabela Macutkiewicz


Start w Piasecznie był prawdziwym sprawdzianem dla sprinterskich umiejętności. Lecz to pierwsza łacha kopnego piachu przeprowadziła selekcję w peletonie i to ona przesądziła o końcowych wynikach. Mimo sprawdzenia tego odcinka podczas rozgrzewki w czasie wyścigu zdobyte rozeznanie nie miało żadnego znaczenia. Tuman kurzu odebrał całkowicie widoczność, a kolarze tańczący w piachu musieli zdać się na własny refleks lawirując pomiędzy wywróconymi zawodnikami, trochę jak we mgle. Sprytnie poradziłam sobie w tym Tańcu z Gwiazdami i wraz z końcem piaszczystej sekcji wyskoczyłam na prowadzenie wśród kobiet. Tuż przed rozjazdem średniego i długiego dystansu dogoniła mnie Ula, to było kilka km przyjemnej drużynowej współpracy i chyba nawet udało nam się zawstydzić kilku Panów naszą jazdą po zmianach. Niestety na rozjeździe musiałyśmy się rozstać. Życzyłyśmy sobie powodzenia i już obie dowiozłyśmy nasze pozycje do samej mety :) Co tam Ronaldo i 3 bramki strzelone Hiszpanom. Dziś Trezado ustrzeliło Hat-Six! Marcelina i Antoni Świderscy wygrali Open na dystansie FIT, Ja i Daniel Pepla wygraliśmy OPEN na 1/2 PRO, a Ulka i Artur Mioduszewski powtórzyli to na dystansie PRO. W Drużynie siła!


Dystans Pro


Artur Mioduszewski


Wyścig w Piasecznie miał być dla wszystkich łatwą przejażdżką ” po kole “… nie był! Kacper Cacko nie dawał odpocząć przez większą część wyścigu, jakby się zawiesił ;) i mocnym tempem prał towarzystwo, potem na technicznym fragmencie ktoś zrobił lukę, z przodu każdy wyszedł na mocną zmianę, ktoś tam jeszcze strzelił i zostaliśmy we czterech z bezpieczną przewagą. W tej konfiguracji wjechaliśmy na ostatnią rundę, gdzie już chyba każdy “szedł wszystko” od zakrętu do zakrętu, a mi przypadło pierwsze miejsce i punkty dla drużyny Trezado. Oprócz sportowej rywalizacji, korzystanie z dawki dobrego humoru, obecnego wśród znajomych obecnych na imprezie, bezcenne :)


Urszula Luboińska


Start w Piasecznie to mój 9-ty start w tym roku, półmetek sezonu. W samym Piasecznie na maratonie byłam czwarty raz i niestety w sektorze chodziły mi po głowie słowa z mojej ubiegłorocznej relacji – „Mazovia w Piasecznie to maraton, o którym chcę jak najszybciej zapomnieć”. Wiadomo – płasko, piaszczyście, szybko i na zapalenie płuc. Wszechobecny entuzjazm i adrenalina nie udzielały mi się – być może było to trochę związane z wyświetlaną na ekranie garmina temperaturą – 46 stopni. Przedstartowe przepalenie dnia poprzedniego po ścieżkach Kampinosu przekonało mnie, że kopny piach powoduje u mnie jeszcze napinkę i wspomnienie upadku z ubiegłotygodniowej małej ligi. To wszystko jednak było niczym w porównaniu z teamową motywacją – Trezado w silnym składzie było gotowe do walki o utrzymanie prowadzenia w klasyfikacji drużynowej i znałam swoją rolę w tym zadaniu – przywieźć komplet punktów z długiego dystansu. A czego się nie robi dla drużyny? Po starcie nie było za wesoło – tumany kurzu utrzymywały widoczność na poziomie pół metra, praktycznie niewidoczne było podłoże i poprzedzający rower. Dodatkowo przez pierwsze kilka kilometrów czynna była tylko jedna ścieżka – po prawej stronie jechali zawodnicy z ostatnich sektorów dystansu fit. W tych warunkach ciężko mi było nawet stwierdzić na jakiej pozycji wśród kobiet się znajduję. Dogoniłam Izę Macutkiewicz, która zdawała się w ogóle nie odczuwać niedogodności trasy i szła jak burza, w ferworze walki dała mi znać, że jest pierwsza, co oznaczało, że mamy prowadzenie na obu dystansach – pro i ½ pro. Należało więc tę sytuację utrzymać. Podjęłyśmy teamową współpracę wzajemnie się motywując aż do rozjazdu. Po rozjeździe nie straciłam pozycji, co pozwoliło mi zrealizować założenie tego dnia. Piaseczno na nowo ożyło wśród maratonowych wspomnień, ale tym razem pod szyldem: „w drużynie siła”.

COMMENTS

DISQUS: 0