Paweł Chrząszcz (72D Windsport powered by OSHEE) – MTB Cross Maraton, Piekoszów

Paweł Chrząszcz (72D Windsport powered by OSHEE) – MTB Cross Maraton, Piekoszów

Filip Atłas (72D Windsport powered by OSHEE) – Ochotnica MTB 4 Towers, Ochotnica
Anna Sadowska (72D Windsport powered by OSHEE) – Bike Maraton, Wałbrzych
Filip Atłas (72D Windsport powered by OSHEE) – Metrobikes.pl MTB Cross Maraton, Miedziana Góra
72 OSHEE WINDSPORT TEAM jedzie po zwycięstwo!
Filip Atłas (72D Windsport powered by OSHEE) – MTB Cross Maraton, Kielce

W Piekoszowie na dystansie Master startowałem już w zeszłym roku. Wówczas trasa była jedną z cięższych, po jakich zdarzyło mi się jechać – głównie ze względu na długi dystans i trudności techniczne. W tym roku trasę skrócono, tworząc jedną pętlę (a nie dwie), natomiast pozostawiono wszystkie trudne fragmenty. Dla mnie rozwiąznie idealne. Trasa była super, sama organizacja również bez zarzutu – jedynie brak jasnych oznaczeń rozjazdów zmylił niektórych zawodników.

Na starcie dość gorąco, podobnie jak rok temu. Na początku ruszamy średnim tempem, bez szaleństw. Utrzymuję się w okolicach 4. pozycji, jednak przez przypadkowe problemy techniczne jadących przede mną zawodników i brak chęci do zbędnego szarpania ląduję na pozycji 7. Nie daję za wygraną i lekko przyspieszam, co ku mojemu zdziwieniu już po 15 minutach owocuje dogonieniem czołowej czwórki – widać wyraźnie, że na technicznej trasie jazda koło w koło tylko przeszkadza. Jedziemy teraz w pięciu i zaczyna panować jakieś dziwne rozprężenie – koledzy coś zagadują do siebie, na bufecie jakieś zamieszanie, długo nie mogę dostać picia. Chwilę później, tak zupełnie z niczego na ziemi ląduje przede mną Marcin Jabłoński – jadąc tuż za poprzednim zawodnikiem nie zauważył podłużnego ziemnego garbu. Ja zawsze trzymam dystans do koła przede mną i to pozwala mi ominąć Marcina. Zwalniam i pytam, czy wszystko w porządku, nie wygląda to źle, a za mną jeszcze zwalnia Piotrek Truszczyński (jak się okazało, Marcin złamał kość w stopie – szkoda, zaskoczyło mnie to bardzo). Dwaj koledzy z przodu postanowili w tym momencie zaatakować i przyspieszają.

Teraz nadchodzi najdziwniejszy moment wyścigu. Nagle pojawiają się czerwone strzałki Mastera (do tej pory jechaliśmy wg niebieskich strzałek Fana). Zaskoczony widzę, jak dwóch uciekinierów nagle skręca 100 metrów przede mną w lewo za niebieskimi strzałkami dystansu Fan. Wszystko dzieje się w jednej chwili. Zwalniam i nie wiem, co robić – nie jestem pewien, kto ma rację. Z tyłu słyszę głos, że “w lewo, w lewo!” i mija mnie Piotr Truszczyński na pełnej prędkości. Jestem tak zaskoczony całą sytuacją, że nic mu nie odpowiadam – w pierwszej chwili nawet myślałem, że to ktoś z ekipy maratonu krzyczy, gdzie jechać. Wszyscy trzej zawodnicy, którzy pojechali za strzałkami niebieskimi, są weteranami w maratonach ŚLR, co powoduje, że niepewnie ruszam za nimi – może się jeszcze spotkamy i ustalimy razem, gdzie mamy jechać? Po 300 metrach widzę strzałki czerwone i niebieskie razem i w tym momencie rozumiem, że to ja miałem rację – w tym miejscu pętla Master się kończy i trasa wraca do mety. W takim wypadku chciałbym krzyknąć kolegom, że źle jadą, ale uciekli mi już z pola widzenia – co bardzo mnie dziwi, bo przecież widząc na przemian strzałki czerwone i niebieskie oraz mnie zatrzymującego się na rozjeździe powinni się zorientować, że coś jest źle. Może zaraz wrócą. Jestem sam. Przejeżdżam z powrotem ten krótki odcinek i będąc już na właściwej trasie widzę, jak tuż za mną pojawiają się kolejni zawodnicy. Wyścig trwa. Dostali za darmo 2 minuty. Ruszam do pracy, budując nad nimi przewagę.

Na bufecie za zjazdem z Belni upewniam się, że nie ma przede mną nikogo i rozpoczynam najciekawszą część trasy – rewelacyjne Pasmo Zgórskie. Przez jakieś 15 minut widzę kogoś za sobą, ale później już nikogo. Przede mną tylko widzę, słyszę i niestety czuję motocykl pilota. W ten sposób jadę już właściwie do końca – bez przygód, motywowany pierwszym miejscem. Wygrywam z przewagą 9 minut. Z 79 osób do mety dociera 70. Dwaj zagubieni koledzy z czołówki przyjeżdżają ponad 20 minut za mną. Wygląda na to, że na wyścigu nie można tylko patrzeć na moc i koło przed sobą – trzeba też umieć wybierać właściwą ścieżkę przejazdu przez trudne miejsca, śledzić oznaczenia trasy, być skoncentrowanym i nie przesadzać z ryzykiem. Należy też przestudiować trasę i regulamin zawodów przed startem (kolor strzałek!). No i przydaje się trochę szczęścia, które tym razem to mi dopisało.

COMMENTS

DISQUS: 0