Krzysztof Woliński (kacper-rowery.com) – Peklo Severu, Česká Kamenice

Krzysztof Woliński (kacper-rowery.com) – Peklo Severu, Česká Kamenice

Mistrzostwa Polski w kolarstwie górskim 2018 [re-live]
Plan na weekend 20/2018
Bartłomiej Wawak (Kross Racing Team): “jak się chce, to się da”

Starty w Czechach to sama przyjemność, dlatego też w ubiegłą niedzielę zaliczyłem drugi wyścig w sezonie i drugi właśnie w Czechach. Mieszkając na południowym zachodzie Polski mam taką możliwość wyboru, pomimo, że tego samego dnia w pobliskim Sulechowie miał miejsce komercyjny maraton ja oraz czwórka żaran wybraliśmy start właśnie w Piekle Północy.

Peklo Severu to czeski cykl wyścigów: maratonów, czasówek oraz wyścigów XC rozgrywanych w północnych Czechach w pobliżu granicy Niemiec.

Był to już mój czwarty start na tej trasie, a w minioną niedzielę panowały idealne warunki na rundzie. Trasa nie zmieniona, perfekcyjnie przygotowana, 100% naturalna, gdzie poziom trudności nie przerazi nawet amatora, ale również są momenty, gdzie trzeba już umieć panować nad rowerem.

W Kamienicy w latach 2004- 2005 odbyły się Puchary Czech, a rok później: Mistrzostwa Czech XCO, gdzie ścigali się m.in.: Jaroslav Kulhavý, Jan Škarnitzl, Ondřej Cink, Zdeněk Štybar. Oczywiście nasza runda była znacznie okrojona, ale nie zmienia to faktu, że była również wymagająca!

W tym roku zadebiutowałem w wyścigu Masters II, co nie oznacza, że było łatwiej. Przygotowania do tego sezonu poprowadziłem troszkę inaczej niż w latach ubiegłych i jak na razie widzę poprawę. Wiadomo, że po 20 latach amatorskiego ścigania ciężko zauważyć i zrobić progres, ale mam wrażenie, że jest lepiej.

Niestety start i początek wyścigu w moim wykonaniu miałem fatalny. Start był bardzo ważny, gdyż po pierwszym podjeździe trasa przechodziła w wąski singiel i można było stracić i nie odrobić pozycji. Na szczęście po dojedzie do pierwszej sekcji technicznej sytuacja się wyklarowała i wyprzedziłem tych co miałem wyprzedzić i jechałem swoje. Co do samopoczucia podczas wyścigu muszę powiedzieć, że było idealnie, co widać było później na moich międzyczasach – rozbieżność między okrążeniami to tylko 19 sek, gdzie najsłabiej pojechałem pierwsze okrążenie.

Wyścig skończyłem po piątym okrążeniu z sześciu. Zwycięzca Herbert Schwartz (srebrny medalista Mistrzow Czech XCO Masters I) był bezlitosny i dopadł mnie tuż przed szóstym kółkiem. Wyścig ukończyłem na 12. pozycji co mnie bardzo cieszy, bo w końcu mnie zamykam tyłów.

Honor rodziny uratowała małżonka Kasia, która w swoim wyścigu zajęła 2. miejsce. Cieszy mnie fakt, że w imprezie wzięła udział koleżanka ze szkolnej ławy – Sylwia, która rok temu zaczęła przygodę z rowerem i zdecydowała się właśnie na starty w amatorskim XC!

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0