Amator donosi: “DNF, ale była walka do końca” – Bike Atelier MTB Maraton, Rybnik

Amator donosi: “DNF, ale była walka do końca” – Bike Atelier MTB Maraton, Rybnik

Amator donosi: “jak te konie po betonie…” – Bike Maraton, Zdzieszowice
Amator donosi: “prawdziwa górska wyrypa” – DARE2b MTB Maraton, Stryszawa
Amator donosi: “pierwsze w tym roku góry szybko weryfikują co kto ma” – Puchar Strefy MTB Sudety, Bardo
Amator donosi: “wymęczające interwały” – Mazovia MTB, Olsztyn
Amator donosi: “pętla Mega to było Pure MTB” – Puchar Strefy MTB Sudety, Mieroszów

,,Najgorszy wyścig może być najlepszym treningiem” – dlaczego najgorszy? Myślę, że kiedy pęka rama w kilkumiesięcznym rowerze to dla większości osób byłby to najgorszy wyścig. Mimo to, udało mi się tak dojechać aż do 50 kilometra (brakło tylko 10 km do mety). Przez cały czas powtarzałem sobie w głowie: pracuj, pracuj, trenuj, walcz i się nie poddawaj.

Ale od początku. W tym roku jedna z ostatnich inauguracji dużych cykli maratonów była zaplanowana w Rybniku. Może to dobrze, że tak późno, bo pogoda była wyśmienita, prawie jak latem. W okolicy było mało imprez konkurujących z Bike Atelier MTB Maraton w tym terminie. To wszystko sprawiło, że na starcie pojawiło się 1100 uczestniczek i uczestników, co jest sporym sukcesem organizatora.

Wiedziałem, że przygotowana trasa będzie płaska jak stół, ale już na poprzednich zawodach przekonałem się, że taki typ trasy również może zmęczyć. Nie za bardzo odpowiada mi taka charakterystyka, ale nastawiony byłem bojowo i gotowy dać z siebie wszystko. Od startu zaczęły się szutry, piachy i szerokie, szybkie drogi leśne. Po wpadnięciu na nie czołówki na kolejnych miejscach widoczność natychmiastowo spadła (można było poczuć się jak we mgle). Wszyscy wyglądali jakby właśnie wyszli z kopalni. Czarne twarze, ręce, nogi oraz stroje, a do tego mnóstwo piachu i pyłu w układzie oddechowym. Przez szybki charakter trasy nie było nawet czasu aby się napić, ani zjeść żela. Na bufetach pełne butelki wody też nie ułatwiały nawadniania. Mimo to jechało mi się bardzo dobrze.

Wystartowałem dosyć spokojnie, przeskakując z grupki do grupki, aż tu nagle przy pierwszym zwężeniu zakotłowało się i kraksa. Rowery latały we wszystkich kierunkach. Podobno nie obyło się bez ofiar w ludziach- jeden z zawodników skończył z urazem obojczyka. Powstał korek i grupa się podzieliła. Może dzięki temu w dalszej części trasy było luźniej. Kolejne kilometry mijały bardzo szybko, aż do problemów sprzętowych. Jest to mój drugi DNF w życiu i to w dodatku drugi przez pękniętą ramę. Co prawda lepiej uszkodzona rama niż zdrowie, ale czyżby to było jakieś fatum?!

Szczęście w nieszczęściu, że spotkałem na trasie fotografa, który wraz z kierowcą byli uprzejmi podrzucić mnie autem te ostatnie 10 km do mety, za co wielkie ,,DZIĘKI”. Perspektywa powrotu na nogach na metę nie była dla mnie zbyt przyjemna. Na szczęście wszystko skończyło się szczęśliwie. Bardzo przyjemnie spędzona niedziela. Oby rama szybko wróciła do mnie po reklamacji.

Organizator spisał się bardzo dobrze, zwłaszcza wielki szacun za biuro zawodów, które wytrzymało nacisk tak dużej ilości ludzi. Gratulacje dla zwycięzców, a zwłaszcza dla zawodnika JBG2 MTB Team’u, który na maraton przyjechał z domu na rowerze, wygrał i wrócił do domu również na rowerze.

COMMENTS

DISQUS: 0