Filip Atłas: „zawody były dla nas, a nie my dla zawodów”

HomeRóżności

Filip Atłas: „zawody były dla nas, a nie my dla zawodów”

Była to już V edycja tej imprezy której organizatorem jest Michał Kucewicz i wiele wspierających go osób nie tylko ze świata kolarskiego. Jak sama nazwa wskazuje jest to jedna z rund krajowego Pucharu Polski w kolarstwie przełajowym, których sporo w tym roku odbywa się na Śląsku. Jednak ja podchodzę do niego z perspektywy MTB. Odbywa się ona praktycznie w mojej okolicy, więc grzech było nie wystartować.

W zeszłym roku byłem zobaczyć jak to wszystko wygląda, czym są przełaje i czym to się je. Mimo zimowej atmosfery zapragnąłem sprawdzić się w tego typu zmaganiach. Od pierwszej edycji jednym z wyścigów jest wyścig Open dla amatorów lub zawodników nie posiadających rowerów przełajowych, w którym panuje dowolność sprzętu. Według mnie dla zawodników mtb nie startujących w sezonie przełajowym jest to dobra odskocznia od monotonnych zimowych treningów. Kilka pierwszych edycji wygrał Michał Ficek, ale jego panowanie skończyło się już w zeszłym roku. O czym to świadczy? Możliwe, że to słabsza dyspozycja wyżej wymienionego zawodnika (któremu jak sam mówi brakuje ostatnio motywacji), jednak nic mu nie ujmując sądzę że to jednak rywale i pozostali zawodnicy nie śpią, a poziom na krajowym podwórku jest coraz wyższy.

Wyścig ten można uznać za swego rodzaju zakończenie roku i wstęp w kolejny sezon startów pasjonatów kolarstwa górskiego ze Śląska i okolic.

Przechodząc do samych zawodów, z całego mnóstwa pozytywów po długich rozmowach w gronie znajomych znaleźliśmy tylko jeden minus, była to olbrzymia kolejka do posiłku ;) Tak naprawdę organizatorzy zasługują na olbrzymie słowa uznania. Po zmaganiach narodziła nam się taka refleksja:

„zawody były dla nas, a nie my dla zawodów”

 

Złożyło się na to kilka bardzo prostych czynników: na pewno była to niska opłata startowa, genialna trasa na której świetnie się bawiłem, perfekcyjne oznakowanie, zabezpieczenie techniczne, rozgłos w mediach na długo przed imprezą, jak i w trakcie, relacja na żywo, co w kraju jest rzadko spotykane nawet na zawodach wyższej rangi, dostęp do myjek a właściwie do sporej ilości węży ogrodowych podpiętych do wozu strażackiego, dzięki czemu nie było kolejki, wszystko dopięte na ostatni guzik, starty zgodnie z harmonogramem, dekoracja szybka, krótka, treściwa i co najważniejsze punktualna, która odbyła się ona w pobliskim hotelu, w którym było ciepło, był dostęp do kawy i ciastek.

Nagrody zdecydowanie kolarskie, była szansa że będą pasować zawodnikom z danych kategorii i znając polskie realia były one po prostu bogate. Do tego duży parking, mnóstwo fotografów na trasie, media, spiker, dobre nagłośnienie oraz możliwość testów rowerów.

W dodatku było coś co w Polsce zdarza się rzadko, na trasie był doping, byli kibice, co prawda nie takie tłumy jak w Belgii, ale było czuć atmosferę święta kolarskiego. Znając ostatnie wydarzenia w PZKol, dobrze że są ludzie którzy potrafią zorganizować taką imprezę i ze Związkiem nie mają za dużo wspólnego. Oby tak dalej i oby więcej organizatorów brało przykład z ekipy Michała. Ja z wielką przyjemnością wystartuję w przyszłym roku i polecam wszystkim wpaść i przekonać się na własnej skórze.

COMMENTS

DISQUS: 0