265 XCM – 63 XCO – 7 XCS – 7 Uphill – 1 XCE

HomeOpinie

265 XCM – 63 XCO – 7 XCS – 7 Uphill – 1 XCE

Polska to jeden z największych terytorialnie krajów w Europie, niestety z cały czas umiarkowanej jakości siecią dróg. Zasadniczo nie ma niczego przyjemnego w tym, że co weekend czy dwa jadąc w góry na maraton za kierownicą trzeba spędzić często wielokrotność tego, ile spędzimy w siodle podczas zawodów. Są na to dwa sposoby.

Jakość, a nie ilość

Z mojej perspektywy wyjazd na Dolny Śląsk (Bike Maraton, Strefa MTB Sudety) czy Podkarpacie (Cyklokarpaty) to co najmniej 10-12 godzin za kierownicą i jakieś 60-70 litrów paliwa. Nigdy nie goniłem za generalkami, choć różne lokalizacje zawodów to dodatkowy magnes do tego, żeby pojechać i poznać różne zakątki kraju. Jednak poza kolarstwem też jest życie, więc jaki jest sens jechać w piątek, nocleg, start w sobotę i powrót? Nie licząc startowego i kosztów obsługi roweru to lekką ręką w taki weekend idzie 500-600 złotych (paliwo, nocleg, jedzenie). Niby kolarstwo to nie jest tani sport, ale skoro już się wydaje tyle kasy na hobby, to po co gonić jak głupi?

A gdyby tak wziąć sobie w poniedziałek wolne w pracy i po zawodach posnuć się po mieście, w niedzielę pojeździć po okolicy, a w poniedziałek nabić kolejne km na rowerze albo wcześniej wracając zobaczyć jeszcze 1-2 ciekawe miejsca po drodze? Co stoi na przeszkodzie? Na pewno nie rodzina, bo jeśli z Tobą jeździ na zawody i zabija nudę, kiedy jesteś na maratonie, to przynajmniej możesz jakoś im to zrekompensować kolejnego dnia…

Najciemniej pod latarnią

Jeśli masz obsesję ścigania, to warto rozejrzeć się co dzieje się „pod domem”. Wiadomo, że w różnych rejonach kraju jest różnie, ale z mojego mazowieckiego punktu widzenia i zainteresowania cross country mam Puchar Mazowsza, Małą Ligę XC, a „bazę” można robić na Mazovii, Poland Bike i Legii albo w Gassach czy Kampinosie ;) Podobną sytuację opisywał Marek Tyniec (link), który nie ruszając się bodajże dalej niż 80 km od Krakowa wypełnił swój kalendarz startów od maja do października. Oczywiście te dwa województwa to dość skrajne przypadki, ale zważywszy na fakt, że w kalendarzu zawodów na ten rok mieliśmy blisko 350 różnego rodzaju wyścigów to może w przyszłym roku warto lepiej się rozejrzeć dokoła, a nie klepać ten sam scenariusz co w poprzednich latach?

Daleko do nasycenia

To nie jest tak, że w którymś rejonie kraju jest nadprogramowa ilość wyścigów, bo ten rok pokazał, że ścigać jest się gdzie i co ważne komu. Dziesiątki pojedynczych lokalnych wyścigów (link), do tego duże cykle. W sumie w kalendarzu w tym roku mieliśmy 265 maratony i 63 wyścigi cross country. Do tego siedem etapówek, uphille, eliminatory oraz duathlony. Mimo to cały czas daleko do nasycenia rynku, bo sektory większości zawodów pękały w szwach. Większości, bo …

Wszyscy idą na łatwiznę

Kolarstwo górskie w Polsce to kolarstwo amatorskie. Osób zasługujących na miano „zawodników” w skali kraju to pewnie  kilkadziesiąt osób, które przewijają się przez Top10-20 zawodów w zależności od tego co jest stawką oraz jaki jest poziom sportowy. Warto jednak pamiętać, że Ci „zawodnicy” to nadal osoby, które nie utrzymują się z kolarstwa. Zdecydowana większość startujących po prostu jeździ na rowerze, a w weekendy staje na starcie „maratonu” na dystansie dopasowanym do swojej formy.

Przejrzałem sobie listy z wynikami największych cykli i w zasadzie powtarzalne jest, że na Giga startuje 10% tych, którzy stają na starcie Mini, a na Mega jakieś 50% tych, którzy wybierają Mini. Czy to jest pójście na łatwiznę? Trudno mi oceniać, dwa razy ukończyłem najkrótszy dystans – raz wracając na rower po złamaniu ręki, a raz zjechałem z Mega na Mini z powodu defektu sprzętu. Z punktu widzenia krajoznawczego krótkie trasy niczego w zasadzie nie oferują, w górach tym bardziej. Niemniej jednak ceniąc sobie krótki czas wyścigu, który nie wymaga wielu wielogodzinnych „treningów”, na przestrzeni ostatnich lat generalnie przestawiłem się z maratonów na cross country. Z wielu względów, ale najważniejsze to intensywna godzina rywalizacji, trening techniki i z reguły blisko domu. To także dużo bardziej „towarzyska” odmiana kolarstwa, kiedy podczas wyścigów innych kategorii możesz podopingować swoich znajomych :)

A Ty? Jaki masz plan na sezon 2018?

COMMENTS

DISQUS: 0