Bartosz Borowicz (APS Polska Cozmobike) – Cisowianka Mazovia MTB Marathon, Ciechanów

Bartosz Borowicz (APS Polska Cozmobike) – Cisowianka Mazovia MTB Marathon, Ciechanów

Bartosz Borowicz (APS Polska Cozmobike) – Mazovia MTB, Puławy
Bartosz Borowicz (APS Polska Cozmobike) – Bike Maraton, Jelenia Góra
Bartosz Borowicz (APS Polska Cozmobike) – Mazovia MTB, Grudziądz
Bartosz Borowicz (APS Polska Cozmobike) – Mazovia MTB, Łódź
Bartosz Borowicz (APS Polska Cozmobike) – Mazovia MTB Maraton, Olsztyn

Ciechanów w tym roku znów okazał się dla mnie trochę pechowy. W 2016 było bardziej efektownie, bo wyścig zakończyłem niedaleko po starcie i na szyciu w okolicznym szpitalu. Powodem był zerwany łańcuch w nie do końca odpowiednim momencie.

Tym razem znów dał znać o sobie łańcuch, znów w kiepskim momencie.

Pierwsze 6 km stanowiły szybkie, szerokie drogi, więc spokojnie można było się ułożyć i mentalnie przygotować na kilkuset metrowy odcinek polnej brei. Chciałem wpaść tam jako jeden z pierwszych, co w sumie się udało.

Niestety, wyjechałem już daleko w sektorze, ponieważ ośliznęło mi się koło i musiałem zmienić kierunek jazdy na sam środek bagna. Kosztowało mnie to sporo siły i pozycji. Co gorsze, po wszystkim, “stanął” napęd. Myślałem, że to tylko kwestia założenia łańcucha z powrotem na zębatkę, jednak okazało się, że winowajcą był łańcuch w zmowie z dolnym kółeczkiem. Postanowili chwilowo przerwać współpracę i trochę czasu zajęło mi , zanim (przekopując się przez błoto na rowerze) doszedłem do źródła problemu. Sytuację udało się opanować, jednak czekała mnie długa pogoń.

Dopuściłem do siebie myśl, że “wynik odjechał”. Nie ma szans na dojście po takim zatrzymaniu tak licznej i mocnej tego dnia czołówki na tak szybkiej i mało selektywnej trasie.

Jednakże wyścig w Ciechanowie jechałem bardziej treningowo niż na konkretny wynik, dostałem zadanie ujechania się, nieoszczędzania. Dla realizacji tego celu zdarzenia nie mogły ułożyć się lepiej… Postanowiłem gonić ile fabryka dała, a co będzie dalej, to już obchodziło mnie mniej.

Pogoń urozmaicona wyprzedzaniem trwała dokładnie 21 km i kosztowała mnie dużo siły i nerwów. Ku mojemu zdziwieniu, czołówka jechała jeszcze razem, wszyscy w komplecie.

Całe szczęście nikt nie wpadł na pomysł ataków czy mocnego szarpania. Mogłem dojść do siebie, szczególnie, że przed nami były najciekawsze fragmenty trasy. Kiedy zaczął się ciekawy, bardziej wymagający teren z najdłuższym i dość stromym, błotnistym podjazdem znów dał o sobie znać duet kółko-łańcuch. Musiałem pokonać górkę z buta i znów dokonać “naprawy”. Wszystko trwało niby krótko, ale kosztowało 3-4 km pogoni w cięższym terenie.

W dalszej rywalizacji nadal wszyscy trzymali się razem. Dopiero kilkanaście kilometrów przed metą, na ostatniej sekcji stromych podjazdów i singli zaatakował D. Perkowski z P. Muśko, którzy wykazali się niezwykłą zdolnością szybkiego podbiegnięcia pod ściankę. Wybrali idealny moment, odjechali bardzo szybko i skutecznie. Ja, będąc zaraz za nimi po podejściu, miałem problem z wpięciem zapchanego błotem buta. Kiedy udało się bezpiecznie ulokować na rowerze i zaatakować singiel ruszyłem w pogoń. Jak mocny trening to mocny ;)

Duet Damiana i Patryka miał sporą przewagę, co widziałem na końcowych kilometrach szutrów. Ja też jednak zrobiłem sporą przewagę nad resztą grupy. Kilka kilometrów przed metą czekała jeszcze jedna błotna rzeź, która może nie była przyjemna, jednak sprawiła, że bardzo zbliżyłem się do prowadzącej dwójki. Ostatecznie zanotowałem stratę 19 sekund do zwycięzców, wypracowując jednocześnie na solo bezpieczną przewagę nad kolejnymi zawodnikami.

COMMENTS

DISQUS: 0