Piotr Truszczyński (Komobike Scott) – Poland Bike, Otwock

HomeKomentarze

Piotr Truszczyński (Komobike Scott) – Poland Bike, Otwock

WRÓCIŁEM :] Rywalizacje na trasie można podzielić na 2 akty. Pierwszy to popis jednego aktora Matt Rejch (SST LUBCZA), który nadawał tempo przed dobre półtorej godziny. I to niespecjalnie przejmując się tym, że nikt mu nie daje zmiany przez dobre 35 km !! Szacunek za trzymanie się założeń treningowych :]

Drugi akt należał już do mnie: „22km Solówka do mety” Po 90 min jazdy w roli drugoplanowej przeszedłem na pierwszy plan inicjując pierwszy i ostatni atak tego wyścigu, co było możliwe dzięki wspomnianej już ciężkiej pracy Mateusza bez której zwarta grupa 10 osób nie puściłaby mnie nawet na metr.

Ostatnio pozazdrościłem odjazdu na solo Arkadiusz Jusiński na zimowej edycji PB , to teraz ja postanowiłem rozwalić system :D Podbijam stawkę. 5 na 1 przez 22km. Do tego ostatnie 10 km z wbitym gwoździem (jak się potem okazało :P ) w tylnym kole na dętce ! Na szczęście powietrze schodziło powoli, jednak nie wytrzymało całego wyścigu. Na 3 km do mety, gdy każdy kamień czy nierówność dobijała dętkę, a limit szczęścia przed dobiciem dętki malał wprost proporcjonalnie z ubywającym powietrzem musiałem wykonać minutowy PITSTOP na dopompowanie koła. Jednak gdy zobaczyłem przyczynę ubytku powietrza, przeszły mnie dreszcze :D

A co to wystaje z mojego nowego ROCKET RON-a (Pomyślałem sobie} i to w dodatku na dętce? ZŁO w najczystszej postaci ! GWÓŹDŹ!!! Na szczęście odruchowo nie wyrwałem go z opony, tylko dopompowałem lekko oponę i ruszyłem na 3 km drogę krzyżową. Stresujący dojazd do mety, jadąc i modląc się by gwóźdź czasem nie wypadł z opony. Udało się dojechać do mety kontrolując sytuacje za mną – jednak co się postarzałem od stresu, to już zostanie :D
Ale nie ma tego złego co by na dobre…Ostatnio po obserwacjach polskiej czołówki kolarzy wynika, że czym starszy tym lepszy. Więc dzisiejszy start chyba podniósł moją formę jak po 2 tygodniowym zgrupowaniu w Calpe ;) Obym tylko nie wykorzystał czasem limitu szczęścia na sezon, bo taki uszczelniony kapeć nie miał szans przetrwać bez mleka, A JEDNAK !!!!

Pierwsza wygrana w sezonie cieszy i to bardzo, jeśli masz się z kim dzielić tym szczęściem :] (Dzięki Agnieszka i Marcin Bożko.) Ale najważniejsze jest to, że zeszło ze mnie całe napięcie gromadzone przez ostatnie miesiące, gdy nie miałem jak porównać efektów swojej pracy treningowej. Teraz ze spokojną głowę mogę brać się za dalszą część przygotowań do sezonu.


COMMENTS

DISQUS: 0