Bike Expo 2017 – czy warto?

HomeRelacje

Bike Expo 2017 – czy warto?

Informacje o Bike Expo w Warszawie pojawiły się późną jesienią. Nie ukrywam, że byłem sceptycznie nastawiony do tej imprezy, tym bardziej że w kraju mamy jedną rowerową imprezę targową o ugruntowanej pozycji, a kilkukrotnie próby powołania do życia wiosennych targów rowerowych spełzły na niczym. Trzeba jednak pamiętać, że Kielce Bike Expo to targi B2B, które tylko w sobotę otwierają swoje podwoje dla klienta indywidualnego, a jakby nie było rynek warszawski jest największym w kraju i poniekąd rządzi się swoimi prawami.

Na kilka dni przed targami wciąż brakuje wielu informacji, co nie wróży nic dobrego. NA FB ludzie dopytują się o listę wystawców, ceny biletów itp. Wszystko przez to, że próżno szukać tych informacji na stronie internetowej. A jeśli nawet zostały na niej umieszczone to są bardzo mało czytelne i chaotyczne.

Magnesem dla zwiedzających mają być pokazy rowerowego freestyle’u oraz obecność kilku znanych osób ze środowiska kolarskiego – Czesława Langa, Lecha Piaseckiego oraz – wypychanych trochę na siłę przed kamery i mikrofon – zawodników z kadry torowej.

Mimo, że im bliżej targów tym bardziej byłem sceptyczny to jednak zdecydowaliśmy się podjechać i zobaczyć jak wyszło w praktyce. W końcu mamy je dosłownie na wyciągnięcie ręki.
Sobota co prawda zaczęła się słonecznie, ale szybko naszły zapowiadane chmury i opady. Przed wejściem na teren targowy w otwartej dla wszystkich strefie przygotowano dziesiątki rowerów testowych takich marek jak Canyon, Cube, Kross, Romet czy Specialized. Mimo padającego deszczu chętnych do sprawdzenia rowerów nie brakowało. Tu pojawił się w zasadzie pierwszy słaby punkt wynikający z lokalizacji – „trasa” testowa była po prostu otaśmowanych chodnikiem…

W środku przywitała nas zarówno kolejka do kasy, jak i do szatni, co było już dowodem na to, że zainteresowanie targami przerosło oczekiwania organizatorów.

Na „dzień dobry” trafiamy na stoisko Lang Team, gdzie Czesław Lang rozdaje autografy do swojej książki „Zawodowiec”. Chętnych nie brakuje, a co chwila do kilkunastoosobowej kolejki dołączają kolejne osoby.

Obszar targowy to w zasadzie jedno duże pomieszczenie, z którego rozciąga się widok na murawę stadionu. Tym razem jednak nie ma żadnego meczu. Jest za to naprawdę tłoczno i dość gorąco. Ludzie wędrują między stoiskami wypatrując czy to znanych twarzy czy też wnikliwie oglądając prezentowane rowery i akcesoria.

Obszerna lista marek rowerowych tak naprawdę sprowadzona została do kilku stoisk sklepów, które mają wiele z nich w swojej ofercie – AirBike, Skleprowerowy.pl, Ski Team oraz Go Sport. Tylko trzy marki były reprezentowane bezpośrednio – Canyon, Colnago oraz Specialized.

Na tle stoisk z różnego rodzaju akcesoriami czy odzieżą w oczy rzucał się polski producent „błotników” Race Fender.

Z kolei Shimano chyba po raz pierwszy pojawiło się na typowych targach konsumenckich pokazując swój system STEPS.

Na stoisku Szosy, która właśnie kończy dwa lata do nabycia najnowszy oraz archiwalne numery, ale także budzący zainteresowanie egzemplarz kolarskiej książki kucharskiej „Bike and Cook”.

Duże zamieszanie na stoisku Mazury MTB, gdzie odbywa się rywalizacja na trenażerze na trasie Bike Park Mrągowo, a stawką są pakiety startowe na cały sezon.

Wisienką na trocie całych targów są odbywające się co półtorej godziny na specjalnie zbudowanych przeszkodach pokazy freestyle, która gromadzą dużą widownie i budzą emocje. Miałem wrażenie, że dla wielu osób to było nie lada przeżycie do tego stopnia, że reakcją było milczenie, a nie gorący aplauz ;)

Koniec końców targi okazały się okazją dla wielu osób do tego, by w jednym miejscu zobaczyć oraz przejechać się na wielu różnych rowerach próbując znaleźć ten pasujący najbardziej. Mam nadzieję, że mimo umiarkowanego wrażenia przed imprezą i dobrym odbiorem samej imprezy organizatorzy spróbują ją rozwijać tak, by wiosną 2018 roku zaproponować zwiedzającym jeszcze szerszą ofertę.

COMMENTS

DISQUS: 0