Syrenka CX – historia prawdziwa

HomeOpinie

Syrenka CX – historia prawdziwa

Ta historia wydarzyła się naprawdę ;) Wszystko zaczęło się od tego, że rok temu kupiłem przełajówkę, a wcześniej już mocno kibicowałem błotniakom śledząc rywalizację na żywo czy na ekranie. Przełaj ma tę przewagę nad kolarstwem górskim, że można uprawiać go w zasadzie wszędzie, a wyznaczenie urozmaiconej trasy jest dużo prostsze niż rundy cross country. Taki sobie obrałem cel na jesień 2016 – znaleźć miejscówkę, wyznaczyć trasę i zarazić parę osób cyclocrossem. To co z tego wyszło przeszło moje oczekiwania :)

Miejscówka

Podstawą jest trasa. Im większe miasto tym trudniej, ale mi od zawsze chodziło po głowie wyznaczenie rundy gdzieś w centrum Warszawy. Padło na stadion Syrenki z przyległościami. Obiekt należy do AZS Warszawa i jest w dyspozycji Politechniki Warszawskiej. Jak się okazało uzyskanie pozwolenia na użytkowanie terenu sprowadziło się do jednej rozmowy i gwoli formalności złożenia stosownego pisma. Pomocny na pewno w tym miejscu był fakt, że jestem członkiem stowarzyszenia sportowego Crazy Racing Team. Nie wiem jak potoczyłaby się sprawa, gdybym o zgodę wystąpił jako osoba prywatna.



Trasa

Ktoś pewnie zapyta co to za trudność ścigać się na stadionie na rowerze. Otóż Stadion Syrenki jest dość starą konstrukcją okoloną wałami ziemnymi, do tego ma murowaną trybunę. W efekcie udało się wytyczyć trasę liczącą prawie 2.5 km obejmującą wszystkie elementy kolarstwa przełajowego – krótkie, sztywne podjazdy, zjazdy, podbieg, schody, a dzięki pomocy Michała ze stowarzyszenia Szybkie Kopyto mieliśmy także przeszkody z prawdziwego zdarzenia.

W założeniach miały to być tzw. „otwarte treninigi” odbywające się raz w tygodniu dające okazję do szlifowania kondycji, techniki i przepalenia nogi. Na początku wszystko było trochę na spontanie. Trasę miałem w głowie, nie była oznaczona, więc najpierw jeździliśmy w celach zapoznawczych a jak większość zapamiętała trasę to dopiero było „ściganie”. Bez sędziów, bez pomiaru czasu, ale w dzisiejszych czasach to nie jest wielki problem. Założenie segmentu na stravie jasno mówiło kto jest najszybszy danego dnia.

Jak już napisałem trasa na Syrence miała być trasą treningową, ale szybko okazało się, że jest zainteresowanie, żeby zrobić ustawki. Wiele osób nie lubi tego określenia, ale chyba nie ma lepszego. W końcu umawiamy się na ściganie, a prawdziwy wyścig to pomiar czasu, sędziowie, brama startowa, balony wzdłuż trasy i całe zaplecze z tym związane.



Ustawka

To nie MP czy MŚ, więc ani barierek, ani słupków z taśmami u nas nie można było uświadczyć. Tym bardziej, że korzystaliśmy z obiektu raptem przez godzinę w tygodniu i trzeba było znaleźć proste i szybkie rozwiązanie. Padło na markery piłkarskie, popularnie zwane grzybkami. Niezależnie od warunków atmosferycznych – czy to było zielono czy biało – rozłożenie grzybków okazało się bardzo dobrym i szybkim rozwiązaniem.

Dzięki wsparciu Specialized Polska na te właściwe ustawki, a było ich cztery, dostaliśmy rolkę taśmy do znakowania trasy oraz drobne nagrody rzeczowe dla najszybszych. To tylko dodało rumieńców całej rywalizacji.

Szybko przekonaliśmy się, że oznakowanie trasy w 4-5 osób zajmuje niecałą godzinę. Pewnym wyzwaniem była praca w kilkustopniowym mrozie i zmrożona gleba. Za to kiedy zrobiło się ciepło świetnym rozwiązaniem do mocowania taśmy wyznaczającej trasę (uzupełnienie dla grzybków) okazały się szpilki od namiotu. Jak to mówią – potrzeba matką wynalazku.

Zbiórka o 8.00. O 9.00 otwieraliśmy biuro zawodów na które składał się stolik turystyczny i kilka stołków wędkarskich. Numery startowe zaprojektowane przez zaprzyjaźnionego grafika, wydrukowane i wycięte trafiały do każdego w zamian za symboliczną dyszkę. Linia startu więcej niż umowna i jedziemy. W roli sędziego świetnie sprawdził się kolega z CRT, Darek Nagórski, który skrzętnie runda po rundzie notował kolejność zawodników, a na koniec przygotowywał wyniki. Po zakończeniu ścigania szybka dekoracja, tombola, pamiątkowa fotka, sprzątanie i „do następnego razu”.



Cztery pory roku

Może przesadzam, bo letnich warunków nie było ani razu, choć faktem jest że na finałowej ustawce kilka osób wystartowało na krótko :) W każdym razie w okresie grudzień – marzec mieliśmy i jesienne i zimowe i wiosenne warunki. A to oznacza, że w zasadzie za każdym razem ustawka miała inny charakter. Największym wyzwaniem była chyba ta trzecia, która rozgrywała się w naprawdę zimowych warunkach, było dużo lodu, ślisko. Była wyzwaniem dla każdego, ale jednocześnie doskonałym treningiem techniki.

Cztery ustawki, blisko 50 osób na starcie, prawie 100 osobostartów, wszyscy zadowoleni. Chciałby się jeszcze…



Ciąg dalszy nastąpi

Mimo, że dla wielu kolarstwo przełajowe to tylko takie jakby dopełnienie szosy czy mtb, to jednak coraz więcej ludzi jeździ przez cały rok. Czy to na przełaju czy na gravelu. Z jednej strony specjalizacja, z drugiej wszystko zaczyna się nawzajem przenikać. Jeśli Politechnika Warszawska nie rozpocznie zapowiadanego od dawna remontu to może w tym miejscu zrobimy jakiś letni mini cykl ustawek, może jednorazowo zorganizujemy eliminatora. Plany są trochę dalsze, bo jest apetyt na organizację na jesieni razem z MWZKol Mistrzostw Warszawy w kolarstwie przełajowym. Bo gdzie jeśli nie w samym centrum miasta? :)



Na koniec jedno zdanie podsumowania – jak się okazuje niewiele trzeba by przy odrobinie chęci, z pomocą kilku znajomych można zorganizować naprawdę fajną ustawkę, która jeśli się przyjmie może ewoluować do poważnego wyścigu.

COMMENTS

DISQUS: 1