Mateusz Rejch (SST Lubcza) – Poland Bike XC, Warszawa

HomeSportKomentarze

Mateusz Rejch (SST Lubcza) – Poland Bike XC, Warszawa

Jadę sobie spokojnie, jak co dzień do pracy rowerem, mijam park na Ursynowie i widzę wielki baner-metę: Poland Bike Maraton?! W głowie kotłują się myśli: nie mogłem pomylić terminów! A jeśli? Co teraz? Nie mam nawet górala, tylko szosa. Wchodzę do pracy i siadam do komputera. Dwa zdania wymienione z Poland Bike Marathon i jestem spokojny, to biegacze dziś opanowali Kopę Cwila ;)

Tak było tydzień temu… i rok, i dwa lata temu też. Nigdy nie pamiętałem o terminie Poland Bike XC – Kopa Cwila – Warszawa Ursynów 2016 i zawsze w drodze do pracy, okazywało się że to dziś! W tym roku pilnowałem terminu, bo miała to być impreza kończąca sezon moich maratonów a oprócz tego świetna zabawa.

Przyjeżdżamy na start autem, termometr pokazuje 3 stopnie. Mamy 10 rano! Oczywiście nie zastanawiając się długo, wbijam się w najcieplejsze ciuchy jakie mam i pędzę do biura zawodów na zapisy. Wszystko bez komplikacji, do startu zostaje jakieś 40 minut i przede mną mission impossible: rozgrzewka. Jadę kilka okrążeń, żeby zapoznać się z trasą, ręce zamarznięte, termometr nieubłaganie wyświetla: 2 stopnie. Do tego lodowaty płn-wsch wiatr, który zdejmuje z roweru.

Wreszcie godzina startu, zdejmuję z siebie część rzeczy, chowam się za chłopakami z TRW i ruszamy. Mamy do pokonania 5 rund, w sumie około 80 zawodników. Na pierwszym okrążeniu jedziemy grupką w jakieś 7 osób, dopiero pod górkę robi się mocniej, każdy próbuje rozerwać peleton. Trasa nie jest skomplikowana, jedziemy po płaskim przez 90% okrążenia, później krótka hopka na Kopiec i w dół do mety.

W sumie podjazd to jedyne sensowne miejsce gdzie można zaatakować, bo jazda solo pod wiatr niestety wykończy każdego. Drugie i trzecie okrążenie pokonujemy podobnie, jedynie grupa się zmniejsza. Z dużą obawą lecę środkowy odcinek, gdzie zakręty czołówka pokonuje dość mocno wyhamowując, podobnie jak na krótkim podjeździe pod mostek. Kilka razy robi się niebezpiecznie, ktoś mało nie uderza mnie w tył.

Na czwarte okrążenie wjeżdżam z myślą, że przez tą nerwówkę zaraz ktoś we mnie wjedzie. Decyduję się na przejęcie prowadzenia na środkowej części trasy i nieco zyskuję, jednak tylko do momentu, kiedy trasa zawraca o 180 stopni, a podmuch wiatru zaczyna bawić się ze mną jak z latawcem. A że nie mam metr dwadzieścia, szybko łapię się na tym, że przez złą decyzję, chyba właśnie straciłem szansę na pudło.

Kamil Kuszmider wykorzystuje mój błąd bardzo szybko, atakuje, przelatuje przez metę i odjazdem rozpoczyna finałowe okrążenie. Skupiam się na utrzymaniu swojej pozycji, ale najważniejsze to złapać swoje tempo. Ostatnie okrążenie pokonuję w równym rytmie, widzę kątem oka, że mam kogoś z chłopaków na plecach, spokojnie jadę swoje i czekam na podjazd.

Pod górkę zyskuję parę metrów nad goniącym mnie Marcinem Michalczewskim i tą przewagę dowożę do kreski. Rywalizację kończę na 2 miejscu open, co jak na debiut w XC jest dla mnie bardzo fajnym wynikiem.

Z maratonem, zwłaszcza w górach to trochę jak w szachach, jedziesz, myślisz, masz czas. Tutaj, w tak krótkim wyścigu jest jak na ringu: nie zasłonisz się i pach! nokaut. Trzeba działać szybko.

Mimo lodowatej aury i bardzo wysokiego tętna było doskonale! Już zaczynam myśleć gdzie jeszcze w przyszłym roku zameldować się na XC, bo na Ursynowie już wiem, że chcę być. Ogromne podziękowania dla Organizatorów, szacun dla wszystkich startujących za podjęcie wyzwania na przekór aurze i piąteczka dla rywali z pudła!

fot. Zbigniew Świderski/Poland Bike Marathon

COMMENTS

DISQUS: 0