Bartosz Janowski (Romet MTB Team) – Cyklokarpaty, Zakopane

HomeKomentarzeRomet Racing Team

Bartosz Janowski (Romet MTB Team) – Cyklokarpaty, Zakopane

Cyklokarpaty kolejny raz w tym sezonie zawitały na moje ulubione Podhale! Tym razem przyszło mi się zmierzyć z maratonem zlokalizowanym bezpośrednio w zimowej stolicy Polski, czyli w Zakopanem, co tu dużo mówić miejscówce po prostu kultowej. Dla mnie osobiście również sentymentalnej z tego względu, że za młodu przyjeżdżałem tu z rodzicami na ferie :). Muszę podkreślić, że swoją przygodę z wyścigami zaczynałem właśnie na Podhalu od wyścigów XC z cyklu Euroliga Tatry MTB 2003, w tym miejscu pozdrowienia przesyłam dla pana Jacka Jaworskiego :), który swoimi imprezami zaszczepił we mnie bakcyla do prawdziwego MTB w górach. Każdy, kto jeździł na „Eurolidze” i każdy, kto zna pana Jaworskiego i pamięta jego imprezy ten wie, skąd u mnie tyle sentymentu i pasji :). Oczywiście była to dla mnie dodatkowa motywacja gdyż mogłem poczuć i przypomnieć sobie jak to było za dawnych lat. Ahhh ten oldschool’owy dreszczyk emocji na zawsze pozostanie w głowie. Trochę szkoda tylko, że rowery się odrobinę od tamtych czasów pozmieniały ;)

bartek janowski cyklokarpaty zakopane (2)

Trasa maratonu była typowo podhalańska, czyli bardzo kondycyjna. Nawierzchnia zmienna od dróg pokrytych gęsto dużymi kamieniami otoczakami, przez niekończące się łąki, kilka leśnych singli, trochę płyt i asfaltów. Zazwyczaj asfalty są najłatwiejszym fragmentem maratonów a tym razem w tej kwestii było chyba jednak na odwrót i to one wyciskały ze startujących największą ilość energii za sprawą buchającego z nich żaru. Upał był niezmierny a większa część trasy wiodła w terenie odkrytym przez to każdy podjazd był prawdziwym wyzwaniem a właśnie najgorsze katusze zapewniały te asfaltowe fragmenty :). Za to na widoki nie można było narzekać!

bartek janowski cyklokarpaty zakopane (3)

Od startu jechało mi się bardzo dobrze. Forma wyraźnie dopisuje, więc narzuciłem równe mocne tempo, pilnowałem systematycznego nawodnienia, dostarczania energii, schładzałem się wodą z kubeczków na bufecie, szybko i sukcesywnie pokonywałem dystans i metę Giga osiągnąłem na pierwszym miejscu Open. Na podjazdach kręciło mi się bardzo dobrze, ale w dół też miałem dobry feeling i powalczyłem :). Zjazdy pokonywałem wypracowaną prze lata startów w maratonach moją własną dobrą prędkością przelotową. Downhillowe segmenty na Stravie pokazały mi tymczasem jasno, że rekordów nie pobiłem, z drugiej strony dużo też nie traciłem i może właśnie dzięki temu bezproblemowo i płynnie dojechałem do mety. W górach niestety często ze sprzętu lecą drzazgi, o czym w Zakopanem przekonało się wielu rywali gdyż defektów po prostu nie brakowało. Według starych kolarskich prawideł wyścigi wygrywa się na podjazdach, chociaż współczesna praktyka pokazuje, że również zjazdy są istotne. W tym miejscu nasuwa mi się refleksja, że na maratonie MTB w prawdziwych górach elementem sukcesu jest też właśnie prędkość na zjazdach jednak nie ta maksymalna lecz wyważona i bezpieczna. Temat ewentualnie do przedyskutowania w komentarzach, ciekawy jestem, co o tym myślicie :)

COMMENTS

DISQUS: 0