Cyklokarpaty Jasło czyli drogą krzyżową na Liwocz

Cyklokarpaty Jasło czyli drogą krzyżową na Liwocz

REKLAMA
Adam Ptasiński (Milsport BLU Team) – Maraton Kresowy, Drohiczyn
Najlepsze blogi rowerowe 2016
Zapraszamy do współpracy – konkrety!
MTBXCPL: TOP 5 Kolarskie blogi
Zmiany, zmiany, zmiany…

Cztery i pół kilometra podjazdu, przewyższenia ponad 300 metrów, średnie nachylenie 7%. Było co kręcić przez przeszło 20 minut ? Ostatni kilometr to rzeczywiście droga krzyżowa. W pierwszym podjeździe tego nie zauważyłem, za mocno pewnie kręciłem. Na drugiej pętli zobaczyłem po prawej stronie stacje drogi krzyżowej. A po maratonie na Stravie nazwę segmentu. Prawdziwa męka, ostatni kilometr to średnio 9% nachylenia. Wystarczy taka jedna “górka” w okolicy jak Liwocz i spokojnie można niezłą wyrypę organizować ?

Cyklokarpaty stanęły znów na wysokości zadania i taką niezłą wyrypę zorganizowały. Było się gdzie zjechać! Okolice wykorzystane na maksa, włącznie z trasą DH i tytułową drogą na najwyższy w okolicach szczyt. Pokonywaną dwa razy. Dwa razy też zjazdy, bardzo fajne, momentami techniczne i wymagające. No po prostu znów to był świetny maraton!


[fb_embed_post href=”https://www.facebook.com/ptaqnabajq/posts/1194096230624469/” width=””/]


Początek to trochę górek, trasa DH, prowadzenie rowerów podjazdem, wąwozem na Podzamcze… i po godzinie zaczynamy Liwocz. Początek asfaltem, ale ostro do góry. Później już teren, kamienie, garby… ciężkie mielenie. Noga nie kręci może najlepiej, ale kilku zawodników przeskakuję, co podnosi morale. Widok dużego budynku, z krzyżem i antenami na szczycie, oznaczający koniec podjazdu, jest wybawieniem. Miałem wrażenie, że ten podjazd dłużył mi się bardziej niż ten na Lubań dwa tygodnie wcześniej.

Mam profil na ramie, więc wiem, że to nie koniec tego, co Liwocz i Cyklokarpaty tego dnia nam zaserwowały. Jeszcze widać zęby, jeszcze będą hopki, będzie też ostro w dół. I jest. Nie idą mi też coś zjazdy. Jakaś blokada po glebie w Kluszkowcach? Nie mogę się rozbujać, czuję respekt :/ Nie bawię się, nie czuję flow, popełniam błędy. Zaliczam na dość prostym odcinku glebę. Nie wybrałem prawidłowo toru jazdy, głupio chce go zmienić, jestem przestraszony perspektywą gleby… i glebę zaliczam. Nic groźnego, ale prawa noga obtarta, biodro znów zbite. Łańcuch spada, kilka chwil zajmuje mi pozbieranie się. Tracę kilka pozycji. Stara prawda mówi, że wyścig wygrywa się na podjazdach, ale przegrywa na zjazdach. Tego dnia nie wygrywałem niestety na podjazdach, a z kretesem na zjazdach dawałem dupy ?

Po zjazdach kilka ciekawych odcinków, małe hopki, strumyki, jeden wąski mostek do przejścia (wąski i dobre 1,5 metra nad ziemią, więc lepiej było nie ryzykować). Przed rozjazdem ciężki podjazd trochę błotnistym, trochę kamienistym podjazdem wąwozem.


[fb_embed_post href=”https://www.facebook.com/ptaqnabajq/photos/a.761113893922707.1073741828.759043490796414/1194839613883464/?type=3/” width=””/]


Gdzieś około 60-tego kilometra dogania mnie Tomek… po raz pierwszy w tym sezonie. To mówi wszystko o mojej dyspozycji. O jego dobrej też oczywiście ? Jedziemy ostatnie podjazdy razem, trochę po zmianach, chociaż to on głównie prowadzi. Po skoku na most i moimi problemami z wrzuceniem łańcucha na dużą tarczę, odskakuje dwadzieścia metrów. Musze gonić, żeby siąść na koło do finiszu. Udaje się dopiero gdzieś w połowie grobli. Kompletnie nie mam pomysłu jak rozegrać ostatnie metry i czy będziemy się ścigać (przecież jesteśmy w jednej drużynie ? ) czy zgodnie wjedziemy na metę. Nie ma sentymentów, po zjeździe z wału Tomek dociska, a je nie mam czym odpowiedzieć. Wpadam na metę tuż za nim. Jak się okazało, znów przegrałem trzecie miejsce w kategorii ? Te moje czwarte miejsca w tym sezonie staną się na powrót przysłowiowe ? Miejsce 15 open, nie jest złe, a na pewno lepsze niż dyspozycja. Ale na to ma wpływ brak czołowych zawodników, którzy klepią w tym czasie MTB Beskidy Trophy. Brak Janowskiego, to też dobra ilość punktów. Tak na osłodę jeszcze awans do trzeciego sektora. Nie ma tego złego, co by by na dobre nie wyszło ?


[fb_embed_post href=”https://www.facebook.com/ptaqnabajq/photos/a.761113893922707.1073741828.759043490796414/1194005137300245/?type=3/” width=””/]


Podsumowując, znów Cyklokarpatom udał się świetny maraton. Udał się? Nie to, złe słowo. Oni na to ciężko pracują, to widać. Wkładają w to serce i pasję, wiedzą o co chodzi, wykorzystują swoje doświadczenie i robią to dobrze. Mogę powiedzieć, że naprawdę bardzo dobrze! ?

Pełen tekst i dłuższy opis wrażeń z maratonu jak zwykle na moim blogu. Zapraszam!

PtaQnaBajQ


[fb_embed_post href=”https://www.facebook.com/ptaqnabajq/posts/1197655173601908/” width=””/]


COMMENTS

DISQUS: 0