Amator donosi: Puchar Strefy MTB Sudety – Podziemia Osówki, Głuszyca

Amator donosi: Puchar Strefy MTB Sudety – Podziemia Osówki, Głuszyca

Amator donosi: “to jest kolarstwo górskie, więc nie może być płasko jak stół” – FORCE Maraton MTB Orzesze
Amator donosi: “to był niezły trening techniki” – Kellys Cyklokarpaty, Pruchnik
Amator donosi: “Czego chcieć więcej!” – Gwiazda Południa, Stryszawa
Amator donosi: “lokalizacja godna Mistrzostw Polski” – Bike Maraton, Wałbrzych
Amator donosi: “prawdziwa górska wyrypa” – DARE2b MTB Maraton, Stryszawa

Ściganie w ramach III Pucharu Strefy MTB Sudety ruszyło pełną parą. Przyszło nam rywalizować w znanej ze stromych podjazdów, jak i technicznych zjazdów Głuszycy. Zagościło tu ponad 350 zawodników, którzy poszukiwali dużej dawki adrenaliny – tego jestem pewien, bowiem nikt nie przyjechał tu na piknik rowerowy. To miejsce stanowiło zawsze duże wyzwanie dla entuzjastów kolarstwa górskiego.

Zanim wystartowano palących się do boju uczestników maratonu było nieco nerwowo. Czekanie w kolejce w celu zakupienia pakietu startowego wprowadziło obsuwę czasową i wyścig wystartował o 11.30. W moim przypadku było to nawet korzystne rozwiązanie, gdyż po przebojach, które wystąpiły podczas podróży do Głuszycy dojechałem na miejsce godzinę przed planowanym terminem startu. Na szczęście musiałem tylko pobiec po odbiór numeru, wskoczyć w ciuchy i zacząć małą rozgrzewkę, bo pogoda niestety nie rozpieszczała i ruch był wskazany.


[fb_embed_post href=”https://www.facebook.com/StrefaMtbGluszycaTeam/posts/1302793209734846/” width=””/]


Patrząc na profil trasy nie należało zbytnio przemęczać się przed startem, bowiem już od pierwszych sekund zaczął się długi podjazd z krótkimi sekcjami stanowiącymi małe wypłaszczenie, które uspokoiły nieco oddech. Odcinek ten pozwolił określić swoje miejsce w szeregu podczas tego wyścigu i zacząć współpracę z innymi zawodnikami. Do rozjazdu Mini/Mega było wszystko co maraton mieć powinien. Liczne sekcje techniczne, obfite w strome podjazdy, trudne technicznie zjazdy, gdzie błoto nadawało bardziej ekstremalnej specyfiki trasy i wszystko przeplatane szerokimi szutrami, które niczym autostrady pozwalały poruszać się nieco wygodniej i szybciej, by następnie poczuć kolejny przypływ adrenaliny.

Muszę przyznać, że Organizator zadbał o to, żeby każdy uczestnik niezależnie od dystansu poczuł, że Głuszyca to niespotykane gdzie indziej, specyficzne trasy, nadające maratonom mtb trudniejszego w porównaniu do innych miejsc charakteru. Również na trasie Mega trudności były odpowiednio dobrane i wymagały one posiadania odpowiedniej wytrzymałości i równie mocnych umiejętności technicznych. Czekał na nas bowiem długi podjazd, któremu towarzyszyły bardzo zmienne warunki pogodowe. Nadało to jeszcze większego ekstremum, gdyż temperatura spadła nawet poniżej 5 stopni i występował drobny grad. Jadąc przez kilka kilometrów na otwartej przestrzeni poczułem jak sztywnieją mi palce u stóp, a potem u dłoni, co wskazywało na to, że będzie bardziej „survivalowo” niż myślałem.


[fb_embed_post href=”https://www.facebook.com/583981408347137/photos/a.620297808048830.1073741828.583981408347137/620375584707719/?type=3&theater/” width=””/]


Nie pozostało nic innego jak dojechać czym prędzej do mety, żeby nie wychłodzić zbytnio organizmu. Wrzuciłem sobie do głowy piosenkę Louisa Armstronga „what a wonderful world” i starałem się zachować spokój. Po skryciu się w lesie jechało się dużo lepiej i znalazłem też towarzyszy, którzy nadawali tempo. Po przejechaniu przez schronisko Andrzejówka jechaliśmy w kierunku Waligóry po to, by potem zacząć ostateczną gonitwę do mety. Niestety na około 10 km przed końcem złapałem defekt, który uniemożliwił mi ukończenie maratonu. Gałąź, którą złapało koło została strawiona razem z przerzutką i wygięła hak. Krótkie marudzenie nie dawało efektów, więc rozpiąłem łańcuch i nieco wyprostowałem przerzutkę, tak żeby nie urwać szprych podczas samotnego zjazdu niczym hulajnogą. Pomagając sobie nogą dotarłem do asfaltu zaraz przed ostatnim bufetem.

Przemieszczając się wzdłuż trasy „dobrzy ludzie” zgarnęli mnie do samochodu i w ten sposób dotarłem do upragnionego celu. Cieszę się, że mogłem przejechać dużą część wyścigu i sprostać jego wyzwaniom przy tym sprawdzając swoje umiejętności techniczne, jak i kondycję.

Podsumowując cały wyścig muszę przyznać, że Organizator postarał się o dużą dawkę wrażeń i pozostawił olbrzymią ciekawość tego odnośnie tego, co będzie zaserwowane na następnych etapach, które odbędą się w ramach Pucharu Strefy MTB Sudety.

Nie pozostaje nic innego, jak przywrócić funkcjonalność roweru i jechać dalej!

COMMENTS

DISQUS: 0