Cyklokarpaty Kluszkowce… to musiało zaboleć

HomeSportKomentarze

Cyklokarpaty Kluszkowce… to musiało zaboleć

Kluszkowce zabolały mocno. Oj, bardzo mocno. Myślę, że większość startujących na długo zapamięta ten maraton. W opinii ludzi, z którymi rozmawiałem na mecie, był to jeden z najtrudniejszych i najbardziej morderczych maratonów w jakich brali udział. Ja powiem szczerze, szukam w pamięci lokacji i maratonu, w którym zjechałem się podobnie… i nie znajduję. Mogę więc tylko podzielić to zdanie :)

Tutaj suma tego co boli tylko trochę na każdym maratonie złożyła się w jeden wielki ból. Zapewne jestem masochistą, inaczej być nie może, bo… uwielbiam ten ból ;) Uwielbiam ten wysiłek i walkę ze sobą, ze swoim ciałem, swoją głową i uwielbiam na koniec to uczucie zwycięstwa. Każdy kto skończył ten maraton, nieważne czy Mega, czy Giga, jest zwycięzcą. Organizator podniósł poziom trudności terasy do poziomu osiąganego wcześniej tylko przez GG na swoich wyrypach. Ale zrobił to w sposób tak umiejętny… że chce się jeszcze!


[fb_embed_post href=”https://www.facebook.com/cyklokarpaty/photos/ms.c.eJw9yMERACAMArCNPKFY6P6LeX7MMyA320MU2tDCi~_hQrVT843gCwxf~;oQoa.bps.t.100005002148459/1220284557981717/?type=3&theater/” width=””/]


Trasa w porównaniu do zeszłego sezonu i jakby nie było Pucharu Polski, który był tu rozgrywany, była o wiele trudniejsza. Kilometrów kilka mniej, ale za to jakież one były treściwe! Było wszystko. Epickie, długie, ciężkie podjazdy. Szybkie i zdradliwe zjazdy, a także te techniczne, na których nie jeden się wyłożył i poczuł prawdziwy, fizyczny ból. Zjazdy w wąwozach, po kamieniach, spływających wśród nich strumieniach wody, po korzeniach, gałęziach z wycinek. Po błocie i po szutrze. Oczywiście zdarzyły się i asfalty. W tamtym roku było ich w nadmiarze. W tym zostały wycięte dość znacznie. To co zostało było wręcz zbawienne i oczekiwane, bo dawało choć trochę oddechu i odpoczynku. Płaska szutrowo-asfaltowa sekcja wzdłuż rzeki, w środkowym odcinku maratonu, też była zbawienna dla ciała i duszy. W tym roku to nie przeszkadzało, było niezbędnym i oczekiwanym przerywnikiem od tych powolnych i mozolnych metrów w pionie, a także długich, ciężkich, technicznych i wykańczających zjazdów w dół. Urządzenia wszystkich, których obserwuję, zliczyły ponad 3 tys. metrów przewyższenia, mój Garmin 3.200 i inne “wyniki” były podobne. Coś organizator trochę “zaniżył” w zapowiedziach ten wynik ;) W tym wypadku odczyty 90% urządzeń raczej nie mogą się mylić, a i odczucia w nogach potwierdzają że były to ponad 3 tysie up! Najpoważniejsza górska wyrypa jaką zaliczyłem.

Patrząc na kalendarz w tym roku, już raczej żaden z organizatorów nam takiej wyrypy nie zafunduje. Tym bardziej będzie się czekać na przyszły sezon. Cyklokarpaty… tylko nie odpuszczajcie! Nie słuchajcie, że było za dużo, za mocno, za ciężko! Było epicko i niech choć jeden maraton w sezonie właśnie taki jest. Na uwalenie się i upodlenie do końca :)


[fb_embed_post href=”https://www.facebook.com/cyklokarpaty/photos/a.156981537645363.31197.150049838338533/1220976267912546/?type=3/” width=””/]


Wynik sam w sobie ma tu mniejsze znaczenie. Chociaż jest satysfakcjonujący. Bo przyjechać na Giga 18 Open i na 4 miejscu w kategorii to zadowolenie jest wielkie. Na dodatek po dwóch edycjach wskakuję w TOP10 całego cyklu i na 3 miejsce w M4, co nie ukrywam napawa mnie dumą. Nie jeżdżę dla miejsc, raczej walczę z samym sobą, z trasą, poprawiam sam siebie od strony sportowej. Ale bez ściemy fajnie jest zobaczyć swoje nazwisko w takim zestawieniu :D

Pełna relacja z maratonu, rozwinięcie niektórych myśli, a także tradycyjna ocena we wpisie na moim bloguZapraszam!

PtaQnaBajQ

COMMENTS

DISQUS: 0