Izabela Macutkiewicz (APS Polska Cozmobike) – Mazovia MTB, Puławy

Izabela Macutkiewicz (APS Polska Cozmobike) – Mazovia MTB, Puławy

Bartosz Borowicz (APS Polska Cozmobike) – Mazovia MTB, Józefów
Izabela Macutkiewicz (APS Polska Cozmobike) – Cisowianka Mazovia MTB Marathon, Łódź
Bartosz Borowicz (APS Polska Cozmobike) – Syngenta Koronowo Challenge, Koronowo
Bartosz Borowicz (APS Polska Cozmobike) – Mazovia MTB, Ełk
Bartosz Borowicz (APS Polska Cozmobike) – Cisowianka Mazovia MTB Marathon, Ciechanów

Nigdy regularnie nie startowałam na zawodach z cyklu Mazovia MTB, jakoś nigdy nie było mi po drodze na ten cykl. Przez 5 sezonów kolarskich odwiedziłam może, z 7 etapów.  Najczęściej, były to edycje podwarszawskie takie jak Nowy Dwór Mazowiecki czy Otwock i owszem te edycje nie były na tyle powalające, by na poważnie zainteresować się tym cyklem.  Lecz z różnych stron dochodziły mnie słuchy, że im dalej C. Zamana zorganizuje swój maraton, tym jest ciekawiej.  Chyba coś w tym rzeczywiście jest, bo tak jak kiedyś wylądowałam na przepięknej trasie w Nidzicy, tak z Puław powróciłam zachwycona.



W Puławach startowałam na dystansie Mega, finalnie było to 53 km jazdy przez przepiękne wąwozy, które przez solidne opady deszczu dzień przed startem stały się błotną ślizgawką. Na zjazdach tylko kątem oka widziałam lotników lądujących w błotnistej brei. Po dwóch trzymających podjazdach i kilku ciekawych wzgórkach tuż za bufetem nastąpiło pożegnanie dystansu Fit, a pozostali waleczni zostali pokierowani na podjazd pod wyciąg narciarski. Każdy, kto tego dnia zdecydował się na najkrótszy dystans wiele stracił. Podjazd ten był bowiem naprawdę wymagający i trzeba było się wykazać dobrą koordynacją aby go pokonać. Dodatkowym utrudnieniem był slalom pomiędzy zawodnikami wpychającymi swoje rowery na szczyt co wbrew pozorom łatwe nie było.  Sama satysfakcja z jego podjechania dała sporo radości.  Na górze czekała na mnie jedyna cześć trasy na odsłoniętej przestrzeni, z którą samotnie stoczyłam walkę, pod wiatr, na około 4km odcinku. To przyczyniło się chyba do sporej utraty sił, które na dalszej części pętli Mega były naprawdę potrzebne. Dopiero tu zaczęły się sztywne podjazdy i techniczne zjazdy, w tym momencie cieszyłam się, że jadę sama. Nikt, nie siedział mi na kole, nie próbował mnie wyprzedzać na zjazdach, mogłam swobodnie wybierać tor jazdy pod siebie tak, aby jak najszybciej pokonać wszystkie techniczne sekcje. Jedynym minusem całej 53 km pętli był 5 km trawiasty wał wzdłuż którego poprowadzono wyjazd i powrót do miasteczka, nie cierpię jazdy po trawie i nigdy chyba jej nie polubię. Lecz na tle tak pięknej trasy to już chyba na siłę się czepiam. Suma przewyższeń wyniosła ponad 700 m, przy czym zawodnikom z dystansu giga strzeliło na liczniku ponad 1100m. Więc uważam, że jak na nie górski etap , to naprawdę było gdzie się zmęczyć, a momentami można się było poczuć jak w prawdziwych górach.

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0