Ryba psuje się od głowy

HomeOpinie

Ryba psuje się od głowy

Koniec stycznia to może być za jakiś czas taka dobra świecka tradycja, kiedy Dyrektor PZKol Andrzej Piątek będzie dzielił się ze światem statystykami na temat drużyn i licencji w mijającym roku. O tych drugich co prawda w momencie pisania tego tekstu nie ma jeszcze informacji, ale te pierwsze dane – dotyczące drużyn nie napawają optymizmem.

W 2015 roku w PZKol/OZKol zarejestrowanych mieliśmy 288 klubów. To o trzy mniej niż rok wcześniej, kiedy było ich 291. Minimalny spadek w sezonie, który nastąpił po tym jak Michał Kwiatkowski zdobył tęczową koszulkę, a Rafał Majka pokazał kilkukrotnie, że do światowej czołówki należy.



Co w takim razie ma tytułowa ryba do powyższych danych oraz kolarstwa? Skoro tęcza w rękach Polakach nie pchnęła kolarstwa do przodu to coś tu się psuje. Od głowy, którą w kolarstwie wbrew temu co sądzi większość nie jest PZKol, tylko … Okręgowe Związki Kolarskie. To one w ramach swoich członków wybierają delegatów oraz kandydatów na fotel prezesa. Ci ludzie potem wybierają Prezesa oraz Zarząd Polskiego Związku Kolarskiego. I to wcale nie Prezes ma ostatnie słowo, a zarząd. Aktualny skład można poznać na stronie PZKol. Także, to działacze / delegaci Okręgowych Związków Kolarskich decydują o tym jak funkcjonuje Polski Związek Kolarski, na ile Zarząd jest zbiorem ludzi, którzy potrafią wypracować wspólną wizję albo wiecznie się kłócić.

Wiosną tego roku brałem udział w zjeździe wyborczym MWZKol. Zasadnicza dyskusja, czyli większość czasu poszła nie na merytoryczną dyskusję o tym jak rozwijać kolarstwo na Mazowszu, jak zachęcać młodzież, ale to, dlaczego ilość głosów uzależniona jest od tego ile w ciągu kadencji dany klub zorganizuje zawodów oraz ile będzie miał wykupionych licencji. I nie chodziło o pieniądze tylko o to, że ten czy tamten będzie miał mniej do powiedzenia na kolejnym walnym. To było takie żenujące i niestety zapadło mi na zawsze w pamięć.

Nie chodzi o kolarstwo, chodzi o władzę, która nic nie daje. Ale jest władzą, z nazwy. Ech…

Po zajawce na temat klubów kolarskich na stronie PZKol pojawił się ich pełny spis. Ale nie chodzi tu teraz o kluby, ale o informacje jakie są podane na temat poszczególnych OZKol’i. W każdej dyscyplinie, nawet sportach indywidualnych, żeby odnieść sukces to trzeba grać do przysłowiowej jednej bramki. Można wewnętrznie drzeć koty, docierać się, ale na zewnątrz musi być jedność. Tego u nas w kolarstwie nie ma. I długo nie będzie. Bo brakuje póki co nawet fundamentów, tych organizacyjnych.

Znowu będę pisał i marudził o internetach, bo przeglądam sobie wspomnianą wyżej listę i widzę:

  • ozkol2010@wp.pl
  • kolarz2012@o2.pl
  • arkadiusz34@tlen.pl
  • szkolenie.pfs@interia.pl
  • waldi_1953@wp.pl
  • marco74slawa@gmail.com
  • sallac@wp.pl

Nie, to nie adresy wykradzioe z jakiegoś kolarskiego forum. To oficjalne adresy email OZKol’i albo ich aktualnych prezesów. Oczywiście jest kilka dobrych przykładów jak chociaż DZKol czy MWZKol, ale tego co wyżej jest zdecydowanie większość.

Z jednej strony tunel aero, badania genetyczne w Instytucie Sportu (których wyników nikt nigdy ponoć nie widział), Narodowy Program Rozwoju Kolarstwa ze szkółkami, a z drugiej strony głowa, czyli OZKol’e, które nie umieją ogarnąć czegoś takiego jak subdomeny w domenie pzkol.pl.  Stworzyć ujednoliconego systemu komunikacji oraz stron internetowych na miarę czasów, a czasem jakichkolwiek w ogóle. Nie wspominając o tym, że także w większości przypadków niczego nie załatwimy zdalnie.

Jakimś cudem klubów rok do roku mamy praktycznie tyle samo. Jednocześnie mając też setki, jak nie tysiące amatorskich grup kolarskich, które może i chciałyby się zarejestrować, ale nie mogą, bo przepisy są sprzed dwóch epok o czym pisał Marek Tyniec na swoim blogu. I koniec końców jest tak, że ze znajomymi walczysz o sponsora, dajecie go w nazwę, ale jadąc na – teoretycznie – najbardziej prestiżowych, bo zawodach z kalendarza PZKol masz wpisane „NIESTOWARZYSZONY”.

Niestety centralnego systemu licencji kolarskich jak nie było tak nie ma. Licencji kolarskiej, która mogłaby zawierać wynegocjowane centralnie ubezpieczenie NNW oraz OC, a także być „kolarską kartą rabatową”. To jest takie proste, ale jak głowa zepsuta nic nie poradzisz.

COMMENTS

DISQUS: 0