Komentarze postartowe 19(4)/2014

HomeKomentarzeSport

Komentarze postartowe 19(4)/2014

Katarzyna Solus-Miśkowicz o krok od zwycięstwa w Pucharze Słowacji
Tomasz Pierwocha (Bike Store Bielsko) – Puchar Słowacji, Rakova
Marceli Bogusławski (Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team) – Puchar Czech C1 // Puchar Słowacji
Plan na weekend 42/2017
Plan na weekend 43/2017

Puchar Słowacji – Dvorniky

Stefania Staszel – Sante BSA Whistle:

W niedzielę postanowiłam wystartować w 2 Edycji Pucharu Słowacji w Dvornikach. Na wyścig pojechałam dzień wcześniej, aby zapoznać się z trasą. Już po objeździe wiedziałam, że zapowiada się ciekawa rywalizacja. Trasa w większości była poprowadzona przez las, w którym było parę długich i stromych podjazdów. Zarówno pod górę, jak i z góry trzeba było wykazywać się umiejętnościami technicznymi. Dodatkowym utrudnieniem był silny wiatr. O 14 ruszyłyśmy na trasę. Mocne tempo zaczęło się zaraz po przejechaniu linii startu. We trzy odjechałyśmy dziewczynom i walka o medale rozgrywała się między nami. Połowę wyścigu jechałam na drugiej pozycji, lecz Słowaczka jadąca za mną, zaatakowała i wyprzedziła mnie oraz Sabinę jadącą z przodu. Taka kolejność utrzymała się do końca rywalizacji. Z wyścigu jestem zadowolona. Dziękuję za doping na trasie i gratuluję Wszystkim zawodnikom.

Mateusz Zoń – Sante BSA Whistle:

W niedzielę wystartowałem po raz kolejny w XC, tym razem była to druga edycja Pucharu Słowacji. Trasa dla mnie była rewelacyjna poza jednym kilkumetrowym odcinkiem składającym się ze sztucznie usypanych kamieni. Poza tym w całości była poprowadzona w naturalnym terenie. Słowacy pokazali, że da się zrobić bardzo trudny zarówno technicznie i fizycznie wyścig i bez budowy skoczni itp. W efekcie podczas rywalizacji na trasie nie liczyła się tylko siła, ale także przygotowanie techniczne. Otarcia i siniaki, które przywiozłem z zawodów pokazują, że jest sporo do poprawy. Z samego wyścigu jestem bardzo zadowolony, dojechałem na czwartej pozycji. Był to trzeci start w tym sezonie i trzecie cross country, nie ukrywam że coraz bardziej zaczynają mi się to podobać wyścigi XC, chodź powoli trzeba będzie pomyśleć o starcie w jakimś maratonie…

[fb_embed_post href=”https://www.facebook.com/photo.php?fbid=701326243239140&set=a.657803957591369.1073741828.100000853118018&type=1&theater/” width=”550″/]

Puchar Pragi

Aleksandra Podgórska – Sante BSA Whistle:

4 maja wystartowałam w trzeciej edycji Pucharu Pragi. Niestety Puchar Polski został odwołany więc trzeba było gdzieś się,,przepalić”. Do Pragi pojechałam tylko z tatą. Klub nie organizował żadnego klubowego wyjazdu na zawody z powodu braku rowerów dla pozostałych zawodników. Trasa zawodów bardzo mnie zaskoczyła, tym razem negatywnie. Po Czechach spodziewamy się bardzo wymagających tras, trudnych technicznie. Nie tym razem. Runda wyścigu była poprowadzona w pobliżu lotniska. Większość rundy to płaskie, bardzo długie odcinki poprowadzone po trawie. Techniki zero. Bardzo krótkie podjazdy można było policzyć na palcach jednej ręki. Co do samego wyścigu, od startu jechałam na drugiej pozycji w kategorii elita. Bóle brzucha od drugiej rundy uniemożliwiły mi jazdę na najwyższych ,,obrotach” i walkę o lepszą lokatę. Na metę wjechałam druga.

olga niewiarowska trek gdynia mazovia mtb toruń

Merida Mazovia MTB – Toruń

Olga Niewiarowska – Trek Gdynia:

W ostatnią niedzielę odbyła się kolejna edycja Mazovii. Tym razem z Trek Gdynia startowaliśmy w Toruniu na dystansie mega, liczącym 52km. Trasa płaska, usytuowana głównie w lesie, ale z dużą ilością piachu. Bardzo dobrze oznaczona i zabezpieczona. Mimo problemów ze zdrowiem, dopiero w sobotę zdecydowałam się na start. Wyjątkowo o 12 z pięknego stadionu Moto Areny ruszyło ponad 900 uczestników. Od początku tempo było wysokie. Nie wiedziałam na co mnie stać i na co mogę sobie pozwolić w tym dniu. Jednak z każdym kilometrem czułam się lepiej i walczyłam o dobrą pozycję. Nie miałam problemów ze sprzętem. Rower przygotowany przez tatę jechał bardzo dobrze. Od kiedy mam wsparcie drużyny, nie muszę martwić się o pomoc i bufet na trasie, a to jest dla mnie bardzo istotne. Tak więc na metę przyjechałam 1 w klasyfikacji open kobiet. To był udany dzień dla Trek Gdynia – Kuba 1, Łukasz 3, a Mateusz 7 w swojej kategorii na dystansie giga. Teraz jedziemy do Złotego Stoku.

Bike Cross Maraton – Gogol MTB – Połczyn Zdrój

Sylwester Swat – SWAT Team:

W ostatnią niedzielę po raz kolejny z bratem i rodzicami wystartowaliśmy w maratonie w Połczynie. I choć wiele razy jeździliśmy w tych okolicach, to i tak jestem zaskoczony, jak wiele można było wyciągnąć z okolic Połczyna. Poza wymagającym początkiem i 10 km fragmentem końcowym, trasa była całkiem inna niż na poprzednich edycjach. Moim zdaniem zdecydowanie trudniejsza fizycznie. Nieustanne podjazdy i zjazdy przez prawie całą długość trasy, mimo, że większość nie była bardzo stroma, nie pozwalały odpocząć ani na chwilę.

Od startu poszło bardzo mocne tempo. Na początkowych podjazdach mocno pociągnął Artur Sobkowiak. Niemalże natychmiast oderwała się kilkuosobowa (około 6) grupa, która przez pewien czas jechała razem. Po kilku kilometrach przycisnąłem pod górę. Okazało się, że wystarczająco mocno, aby w grupie zostały 4 osoby, Andrzej Kaiser, Paweł Górniak, Sebastian i ja. Krótką chwilę później przyspieszył i odjechał Andrzej, za którym przez chwilę pognał Seba. Na odcinku technicznym mnie z kolei wyprzedził Paweł – z czteroosobowej grupy zrobiły się cztery jednoosobowe. Po kilku kilometrach dogoniłem Pawła, a Sebastiana było widać kilkadziesiąt metrów dalej.
Mimo, że jechało się całkiem dobrze, nie czułem jednak takiej świeżości jak bym w pełni chciał. Prawdopodobnie z powodu biegania i dość intensywnej jazdy w czwartek i piątek w Jeleniej Górze. Wiedziałem więc, że bezpośrednia walka z Pawłem może być bardzo ciężka oraz że moją najlepszą szansą jest jak najszybciej doskoczyć do brata, najlepiej samemu. Na płaskim odcinku zaatakowałem i odskoczyłem na około 15-20 metrów. Po minucie albo dwóch dojechałem do brata (z przewagą nadal ok 15-20 metrów) i szybko siadłem na koło, a wiadomo, że na płaskim nie ma na Sebastiana mocnych. Od tego momentu, czyli około 18 km, jechaliśmy z bratem samemu trzymając bardzo mocne i równe tempo oraz uciekając przed niewątpliwie goniącymi nas zawodnikami. Na drugim punkcie kontrolnym mieliśmy już w miarę bezpieczną przewagę. Wydawałoby się, że nie do odrobienia… Jednak nic bardziej błędnego. Maraton był dłuższy niż się spodziewałem. Po 2 godzinach i 45 minutach jazdy z niewiadomych mi powodów nagle odcięło mi całkowicie moc, nie byłem w stanie nawet na płaskim utrzymać bratu koła. Pozostało mi więc 11 km jazdy samemu po płaskim z nadzieją, że koledzy nie zdążą mnie dogonić. Kilka minut później zrobiło mi się strasznie zimno i tak było już do samej mety. Około 300 metrów przed kreską zobaczyłem 50 metrów za sobą goniącą grupę. Na szczęście jednak sama końcówka była z góry, co pozwoliło mi utrzymać trzecią pozycję. Tuż za mną na metę wpadł Radek Lonka, który niestety nie miał możliwości nawiązania walki od początku wyścigu z powodu defektu.

COMMENTS

DISQUS: 0