Komentarze postartowe 48(2)/2013

Komentarze postartowe 48(2)/2013

Bartosz Miker (MLKS Victoria Jarocin): “niby przełaj jest niszowy, ale za bardzo go pokochałem!”
Zawodnicy Victoria Helman Sport o startującym sezonie przełajowym
Wyniki – 27-28 stycznia 2018

duathlon mroczków gościnny
Magdalena Hałajczak – Corratec Team:

W Bytowie odbyły się dwa wyścigi na tej samej trasie. Mogłoby wydawać się – ale nuda! Jednak pogoda zrobiła „błotniakom” psikusa i trasa niedzielna bardzo różniła się od tej, na której ścigali się dzień wcześniej. Było błotniście, ślisko i to, co łatwo podjeżdżało się w sobotę to w niedzielę już niekoniecznie. Trasa pagórkowata, widowiskowa i jak powiedział przewodniczący komisji przełajowej Dariusz Skorupa, godna MP 2015! Także jest duże prawdopodobieństwo, że to właśnie w Bytowie za rok będziemy walczyli o medale mistrzowskie.

Zarówno w sobotę, jak i w niedzielę były emocje i do końca nie było wiadomo jak będzie wyglądało podium. Ostatecznie wyszło tak:

Wyniki z soboty:

  1. Martyna Klekot
  2. Magdalena Hałajczak
  3. Aleksandra Zabrocka

Wyniki z niedzieli zaliczane do Pucharu Polski:

  1. Magdalena Hałajczak
  2. Aleksandra Zabrocka
  3. Martyna Klekot

 

Zofia Rzeszutek – Baszta Bytów:

[sociallocker]

W miniony weekend wzięłam udział w dwóch wyścigach rozgrywanych w Bytowie. Pierwszego dnia odbył się ogólnopolski wyścig przełajowy. Trasa wyścigu była bardzo ciekawa, ponieważ trzeba było zmagać się z piachem, przeszkodami i podjazdami. Start wyszedł mi bardzo dobrze i w rundę weszłam jako druga. Jednak starsze zawodniczki były silniejsze ode mnie. Mimo to udało mi się wygrać w kategorii juniorek oraz zająć 4 miejsce w kobietach open. Za to następnego dnia odbył się II Memoriał Marka Cichosza. Po nocnych opadach deszcze trasa była typowo przełajowa. Pojawienie się błota spowodowało całkiem inną rywalizacje. Tym razem w trasę weszłam jako ostatnio, ale udało mi się szybko przebić do przodu i jechałam na 4 pozycji. Po pierwszej rundzie pierwsze trzy zawodniczki uciekły, a jechałam z Dorotą Warczyk i Malwiną Nieradką. I tak próbowałam im uciekać. Jednak nie udało mi się. Ostatecznie wyścig ukończyłam na 5 miejscu w kobietach open.

godzina w piekle logo 2
Marek Kulik – Uniqua LKKG BGŻ Lublin:

Cykl “Godzina w piekle” to trzy wyścigi nad zalewem Zemborzyckim w Lublinie. Trasy na poszczególnych edycjach nieznacznie się różniły, ale wszystkie były świetne. Intensywne połączenie zakrętów, zjazdów, podjazdów, sekcji z piachem i sztucznych przeszkód. Po prostu rewelacja. Rywalizacja to kolejny ogromny plus cyklu. Start połączony elita + masters M3 powodował, że od początku do mety tempo nawet na chwile nie spadało. Godzina uciekania przed mastersami z tyłu i pogoń za elitą z przodu. Do tego kilka znanych nazwisk sprawiało, że było przed kim uciekać i z kim ścigać się czy gonić.

Pierwszy wyścig wśród Mastersów ustawiły defekty. Na początku pierwszej rundy jechałem 6-7 a pod koniec okrążenia juz byłem pierwszy. Radość skończyła się, na przed ostatniej rundzie, gdy po defekcie dojechał i pojechał mi Michał Ładosz. Drugie miejsce też super.

Druga edycja “Piekła” to już dominacja Michała Ładosza, który odjechał na drugiej rundzie i tyle go widziałem. O drugie miejsce musiałem mocno zawalczyć z Kamilem Majem. Na moja korzyść. Drugie miejsce. Ok

Ostatnia edycja to absencja lidera generalki. Dobra dyspozycja, pozwoliła mi na drugiej rundzie odjechać od rywali i dowieść pierwsze miejsce w wyścigu i pierwsze w generalce.

Ogólnie polecam tego typu wyścigi, ale tylko na przełajówce. Świetna zabawa.

Marta Mikołajczyk – Crazy Racing Team:

Miał być już koniec sezonu, ale jakoś się wciąż na to nie zanosi. Tym razem jednak było trochę inaczej niż zwykle, bo po raz pierwszy wystartowałam w duathlonie łącząc rower z moim nowym hobby, czyli z bieganiem. Organizatorzy – Galiński Mtb Maraton – stanęli na wysokości zadania, nawet pogoda dopisała wbrew temu, co pesymistycznie głosiły prognozy pogody. Obyło się bez zapowiadanego deszczu a i temperatura była całkiem znośna. Formuła zawodów łączyła bieg przełajowy z wyścigiem xc. Zarówno bieg jak i jazda rowerem odbywały się na tej samej trasie, którą mieliśmy pokonać dwukrotnie na nogach a następnie pięciokrotnie na rowerach. Pomimo tego, że runda miała niecałe dwa kilometry długości udało się na niej zmieścić krótki twardy rozbieg, błoto, koleiny, niezliczoną ilość zakrętów, podjazdy, zjazdy kończące się nagłą zmianą kierunku, kawałek łąki (jak dla mnie najbardziej męczący, bo pokonywany zygzakiem), dwa przejazdy przez strumyk po prowizorycznych mostkach z palet i niewielki, ale sprawiający niektórym trudności wąwozik. Czego chcieć więcej? Na starcie stanęło około 40 zawodników oraz zawodniczek i już pierwsze okrążenie pokazało, kto z tego grona dobrze biega. 4 km nie wydawały się długim dystansem, ale trudny teren i przerwa spowodowana kontuzją zrobiły swoje i musiałam mocno walczyć ze sobą żeby utrzymać tempo i nie stracić zbyt wiele do ewidentnie lepiej biegających konkurentek. Przesiadka na rower to prawdziwy hardcore. Nagle w strefie zmian, w pośpiechu okazało się, ze nie umiem zapiąć butów a rozplątanie pasków od kasku to wielkie wyzwanie. Na szczęście już siedząc na rowerze poczułam się znacznie pewniej, z każdym kolejnym okrążeniem odrabiałam straty i ostatecznie udało mi się dotrzeć na metę na drugiej pozycji (wśród kobiet oczywiście). To była naprawdę świetna impreza, gorąco polecam każdemu sprawdzenia się w czymś trochę innych niż tylko rower, a ja z niecierpliwością czekam na kolejne edycje. Jeśli natkniecie się gdzieś na informacje o zawodach w Mroczkowie możecie spokojnie jechać w ciemno – nie pożałujecie.

duathlon mroczków gościnny marcin kowalczyk Whirlpool team
Marcin Kowalczyk – Whirlpool Team:

To był mój debiut w duathlonie. W związku z tym, że biegam tylko w okresie przejściowym pomiędzy sezonami startowymi, bieg był w tych zawodach moją piętą achillesową. Buty do biegania w ostatnim czasie założyłem zaledwie dwa razy. Celem w pierwszej fazie było stracić jak najmniej do najlepszych biegaczy. Po starcie trzymałem się z nimi przez pół pętli, później jednak czołówka zaczęła odskakiwać, a ja zacząłem liczyć stratę. Podczas zmiany butów na kolarskie moja strata wynosiła aż 2,5 minuty. Źle. Ruszyłem jednak dość mocno i starałem się trzymać ciągle równe, mocne tempo. Powoli doganiałem rywali, czasem tylko delikatnie zwalniając ze względu na zwężenia trasy. Według informacji jakie dostawałem, na każdej pętli nadrabiałem 30-40 sekund do lidera. Była szansa. Na ostatniej pętli traciłem podobno już tylko 29 sekund. Docisnąłem więc, a w połowie ostatniego okrążenia doszedłem lidera. Ciasna i kręta trasa utrudniła wyprzedzanie. Na jednym z zakrętów udało się. Zaatakowałem po wewnętrznej. Było tam na tyle wąsko, że delikatnie otarłem się o rywala, lecz mając przy tym wszystko pod kontrolą. Resztką sił udało mi się oderwać i pojechać w stronę mety. Po jej minięciu zastałem ciszę- dla bezpieczeństwa pojechałem kolejną, jak się okazało ponadprogramową pętlę (jak brać przykład, to z najlepszych – Ziółek też tak miał ). Dopiero po jej skończeniu potwierdziło się, że rzeczywiście wygrałem. Podsumowując- po słabym biegu nadrobiłem stratę na rowerze. Wygrana była naprawdę minimalna. Teraz znam swoje słabe i mocne punkty, więc pewnie jeszcze skosztuję duathlonu. To co złe trzeba przecież poprawić.

 
[srp]

[/sociallocker]

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0