Mateusz Zdanowicz: apetyt rośnie w miarę jedzenia

HomeKomentarze

Mateusz Zdanowicz: apetyt rośnie w miarę jedzenia

Michał Ficek (Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team) – Gold Hill MTB Maraton by Kellys, Głuchołazy
Bartosz Pilis (Mexller Hurom Częstochowa) – PP CX, Żagań
Katarzyna Wolińska (kacper-rowery.com) – Peklo Severu, Czechy
Michał Bogdziewicz (Apteka Gemini) – Garmin MTB Series, Kolbudy / Cyklo Żuchliński MTB, Rumia
Paula Gorycka (Strüby-BiXS Team) – Proffix Swiss MTB Cup, Szwajcaria

mateusz zdanowicz bike team człuchów

Sezon 2013 przeminął wraz z ostatnimi liśćmi na drzewach. Jaki był, co przyniósł, co zmienił – czas na krótkie podsumowanie.

Z pewnością dla mnie był wyjątkowy zarówno pod względem sportowym jak i drobnych sukcesów w życiu. Rozpoczął się dość wcześnie, bo już 22 października 2012 roku i od tamtego momentu treningi stały pod znakiem BB (Bartosz Banach). Po raz pierwszy w swoim kolarskim życiu miałem do czynienia z planem treningowym, dietą, odnową i całą resztą rzeczy, które składają się na „wynik”. Z dnia na dzień poznawałem coraz to nowe tajniki zabawy w kolarza – bieganie, basen, rower, siłownia. Z treningu na trening było ciut lepiej, od pierwszych przysiadów z samym gryfem na siłowni, gdzie nie mogłem utrzymać równowagi, po basen na bezdechu i wyścigi z windą na 10 piętro. Nie mogę powiedzieć, że było lekko. Sporą część dnia zajmowały obowiązki zawodowe, a gdzie czas na treningi, sen, regularne jedzenie i życie prywatne? Jeśli się chce, to nie ma wymówek i wszystko można pogodzić. Cała ta nowa sytuacja była ciekawym doświadczeniem i każdemu życzę takiej przygody.

Zgrupowanie w Hiszpanii, wyrwanie się z zimowej aury i treningi w towarzystwie super widoków dodały dużo pozytywnej energii. Przez pierwsze dni uśmiech nie schodził z twarzy, nawet najtrudniejsze podjazdy dawały maksymalną frajdę. Mimo, iż zawodowcem nie będę, to miło jest się wyrwać od pracy, obowiązków i naładować akumulatory do pełna. Dużo to daje, a póki jeszcze mogę sobie na to pozwolić to “why not!”.

Gdy w kwietniu przyszedł czas na wyścigi w kraju, nie wiedziałem czego się spodziewać. Trzeba było wybrać dystans przewodni w sezonie – padło na MEDIO. Wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia, głowa by bardzo chciała, noga może i też dała by radę, ale świeżakiem nadal jestem, techniki, taktyki i cwaniactwa w wyścigu nie da się nauczyć w kilka miesięcy. Każdy wyścig uczył dużo, były lepsze wyścigi z miejscami na podium, były też gorsze, gdzie przez własne błędy nie było mowy o wysokim miejscu. Ostatecznie nie mogę narzekać, kilkanaście razy stawałem na podium, w 90% wyścigów meldowałem się w „dyszce” open,co  w porównaniu do lat poprzednich to … yyyy, chyba nie można porównać, gdyż sezon 2013 to po prostu coś nowego, innego.

Jednak nie tylko się ścigałem. Projekt Luiza XC Cup, który zapoczątkowaliśmy wraz z Marcinem Pastusiakiem ma się świetnie, a czwarta edycja naszych zawodów stała na bardzo dobrym poziomie. Z czego trzeba się cieszyć! Kolejny powód do dumy to Bike Team Człuchów, który pisze swoją historię, a ja jestem jakąś jej częścią. Rower w Człuchowie staje się coraz bardziej popularny, a BTC rośnie w siłę!!! Tu wyrazy uznania dla prezesa Marcina Pastusiaka, który poświęcił się temu projektowi w 100% i widać tego efekty.

Niestety nie udało mi się zabrać na żaden wyjazd z chłopakami z BTC, a widziałem że wyjazdy były konkretne. Z sezonu na pewno nie zapomnę kilku treningów, zaczynając od grudniowego przy -20, gdzie musiałem wylądować na 30 min w ciuchach pod prysznicem (nie jedyny raz w zimowej części sezonu), a potem usłyszałem w telefonie „ ale dziś zimno, nie idź na trening, ja tam idę na siłownię chyba”. Kolejny pozostający na długo w pamięci będzie chyba trening z lutego : Ja – „ u mnie pada marznący deszcz, średnia pogoda..” BB. – „ale u mnie nie pada, zaraz pewnie przejdzie, idź i zobacz co będzie”. Zaczęło się od marznącego deszczu, poprzez śnieg i totalną zamieć śnieżną, a po 3,5h wróciłem do domu jako bałwan i nie wiem czy tylko śnieżny … No i jeszcze wyścig w Kościerzynie, gdzie udało mi się odjechać i utrzymać z Bartoszem Banachem i Przemkiem Ebertowskim zajmując ostatecznie 3 miejsce Open. Ponoć od rana już było widać w moich oczach, że będzie dobrze.

Miniony sezon był bardzo udany, był czymś inny, obfitującym w nowe doświadczenia, pełny pozytywnych wrażeń i solidnych lekcji kolarstwa. Wyjazdy na zawody, niezapomniane złote rady Krzyśka Krzywego, Przemek, któremu trzeba zamontować lusterko w drugą stronę, aby chociaż mógł widzieć drogę, Bartek który monotonnie wygrywał co się dało.

Na zakończenie dziękuję Marcie za wytrwałość i siłę do mnie oraz przepraszam, że marudzę tyle o rowerze oraz Bartoszowi Banachowi za to, że chciał rok temu spróbować takiej współpracy. Wszystkim znajomym dziękuję za miłe chwile podczas wyścigów i wypadów rowerowych, a BTC za klubowe barwy i pozytywne emocje, kiedy podczas wyścigu widzę teamowe koszulki na trasie !

No i nie ma co się rozpisywać o minionym sezonie, bo już zaczęły się regularne treningi do nowego, chociaż mówiąc szczerze miał być tylko jeden sezon zabawy w kolarza, ale cóż apetyt rośnie w miarę jedzenia.

[srp]

COMMENTS

DISQUS: 0