Branżunia

Branżunia

Moje pierwsze … Kresowe
Wyniki ankiety 2017 [trendy / trening / suple / kawa]
Znajdź różnicę…

Dziś jest jeden z tych dni, kiedy zastanawiam się czy jest sens dalej ciągnąć ten portal. Naprawdę. Jesteśmy na rynku poprzez FB od 3 lat, jako www od ponad pół roku. Powoli wyrastamy na mocny numer trzy polskiego internetu (w temacie kolarstwa górskiego rzecz jasna). Co miesiąc na nasze www zagląda blisko dziesięć tysięcy osób. Zresztą jak ktoś nie wierzy, to może zajrzeć do zakładki “Reklama”, gdzie co jakiś czas aktualizujemy statystyki strony.

I co?

I nic. Od samego początku działalności dobijaliśmy się do dystrybutorów sprzętu – od rowerów po akcesoria, żeby robić to co trzeba, czyli testy. Z drobnymi wyjątkami nie dostaliśmy absolutnie nic. W wielu przypadkach nie dostaliśmy nawet odpowiedzi na przedstawioną ofertę czy zapytanie. Ok, można zrozumieć, że na początku nie byliśmy brani na poważnie. Dlatego też odpuściliśmy trochę czekając na Targi w Kielcach.

Kielce

Cały dzień spędzony na rozmowach, przedstawianiu się, kim jesteśmy, czego chcemy, co oferujemy. Co stoisko to samo. Przychodzisz z propozycją pomocy (promocji) – bo czym jest zrobienie testu tego czy innego sprzętu. Jaki to koszt dla dystrybutora? Żaden. Ale nie! Jak podchodzisz na stoisko i zaczynasz swoją gadkę, to jesteś jak wrzód na d…, natrętny akwizytor, który na smutne oczy chce wyżebrać jakiś sprzęt.

Branżunia

Taka jest właśnie nasza tytułowa branżunia. Nie będę tu nikogo atakował personalnie, bo w większości to są firmy robione przez tak zwanych “self made man”, którzy nie mają za bardzo pojęcia o tym jak się buduje markę, jak się nią zarządza i od czego, poza ceną, promocją i dystrybucją, zależy sprzedaż. Są też pozytywne wyjątki – nie trzeba o nich nic mówić, bo widać je na naszym www. 

O reklamach jako takich nawet nie wspominam, bo skoro otrzymanie sprzętu na testy jest problemem…

Z drugiej strony jest kilka stron czy portali, które są wręcz zasypane reklamami a testy sprzętu prezentują dość regularnie. Cóż, jak wszędzie – są równi i równiejsi, a znajomości i klepanie po ramieniu nie odbiega znacznie od tego w Pruszkowie.

Dobra. Tyle.

COMMENTS

WORDPRESS: 3
  • comment-avatar
    Przemek Pawlak 4 lata ago

    winne są dwie strony Paweł: zarówno wydawcy, czyli Ty, jak i potencjalni reklamodawcy. Reklamodawcy, w moim prywatnym odczuciu, są ospali i skupieni na tradycyjnych formach: bannerek obok startu, reklama w magazynie drukowanym, katalogi + targi. A polskie portale MTB itp. doprowadziły do sytuacji gdzie za 500zł wykupuje się banner na 3 miesiące na stronie głównej :))) Z drugiej strony problemem jest to, że nie ma jednego wydawcy, który zatrząsłby rynkiem MTB online. Co to jest 10tys. UU? Nic- a dlaczego? Bo wiem, że te 10tys. nie podejmuje decyzji na podstawie kilku wpisów i reklam. Reklamodawcy przyjdą do takich miejsc jak to (które lubię poczytywać!) gdy przyjdzie do Ciebie prawdziwy Klient, czyli taki Pawlak czy Kowalski z budżetem 2500 na rower. Gdy będziesz miał takich Kowalskich i Pawlaków 20tys. miesięcznie to reklamodawca zwietrzy interes. Albo wróć… nie zwietrzy bo jest ospały! Ale wtedy Wydawcy będą mogli powiedzieć: “Wasz Klient nas czyta”. Teraz portale MTB czytają zapaleńcy, semi-PROsi i znawcy rynku. Rowery w polsce posiada i kupuje kilkaset tysięcy ludzi w PL. Oni nie czytają takich portali jak ten i inne tego typu. Ot cała prawda- koło się zamyka: nie ma reklam fajnych i anagazujących -> rynek jest wąski i mały bo nie buduje się świadomości -> mało się rowerów sprzedaje i budżety na reklame trafiają w “katalogi” -> Wydawcy nie mają kasę na realizację ambitnych planów -> sprzedają rklamy za 500zł na 3 miesiące -> nie ma fajnych reklam.

  • comment-avatar

    Wydaje mi się że na samym początku tegoż wpisu podsumowałeś reszte swoich zagadnień… “wyrastacie na nr. 3” Wszystko w tym temacie – numeru trzy nikt nie chce klepać po ramieniu i nikt nie chce dyskutować nim….
    Zresztą sam widzisz jak mozolne jest budowanie marki portalu / strony www branżowej…

  • DISQUS: 2